Pierwszy dzień, zgłoszenie i zaskoczenie

262 22 13

Minęło kilka dni i stało się. Nadszedł czas, gdy musiałam iść do szkoły. Ledwo co zwlekałam się z łóżka i doczołgałam się do łazienki, gdzie doprowadziłam się do porządku. Wciąż ociężale skierowałam swoje kroki do kuchni, z kąd wydobywał się piękny zapach. Po przekroczeniu progu pomieszczenia ujrzałam czerwono włosego przygotowującego naleśniki. Na sam ich widok zaburzało mi w brzuchu, co zwróciło. uwagę chłopaka. Widząc mnie lekko się uśmiechnął.

- Dzień dobry, Kimini-chan.- rzekł pogodnie.

- Dzień dobry, Tygrysku.- odpowiedziałam nadal lekko zaspana.
Usiadłam przy stole i w tej samej chwili przede mną wylądował talerz z ratunkiem dla mojego domagającego się posiłku żałądka. Cała porcja zniknęła szybciej niż się pojawiła. Musiałam przyznać, że Taiga gotował wyśmienicie. Moimi przemyśleniami podzieliłam się oczywiście z moim towarzyszem, na co zaśmiał się delikatnie zaróżowiony na policzkach. Po chwili dołączył do nas mój brat. Jak zwykle wraz ze sobą przywiódł dobry nastrój i humor. Opowiadał przezabawne żarty, które zapadały na długo w pamięć. Gdy byłam młodsza zastanawiałam się, dlaczego nii-san nie chciał zostać aktorem grającym w kabaretach. Zawsze odpowiadał mi, że to nie dla niego i woli coś związanego z fotografią. Tak oyo stał się dziennikarzem w jednej z bardziej znanych gazet w Tokio.

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. W pewnym momencie spojrzałam na zegarek i o mało co nie umarłam na zawał. Zostało nam nie całe pół godziny do rozpoczęcia roku szkolnego. Czym prędzej pobiegłam do swojego pokoju, gdzie w pośpiechu przebrałam się w mundurek, rozczesałam włosy i założyłam torbę z książkami na ramię. Po czym zbiegając że schodów w galopie założyłam buty i na siłę wyciągnęłam Kagamiego z domu. Szybkim krokiem ruszyliśmy do szkoły, która była oddalona o około 3 kilometry. Gdy mijaliśmy jeden z sklepów spożywczych, zdecydowałam do niego wstąpić i kupić coś do jedzenia. Przechadzając się między regałami usłyszałam dzwonek swojego telefonu, na którego wyświetlaczu widniał nieznany numer. Niepewnie odebrałam połączenie i odezwałam się cicho.

- Halo?- po drugiej stronie słuchawki usłyszałam głos, którego w ogóle się nie spodziewałam.

- Kimini, cześć! To ja Momoi!- rzekła nad wyraz entuzjastycznie, biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich się rozstałyśmy.

- Em, hejka? I co chodzi Satsuki?- byłam wręcz pewna, że ta rozmowa zepsuje mi chumor.

- Czy ja muszę od razu coś chcieć?- zapytała, prubójąc ukryć poddenerwowanie w głosie.

- Już nie udawaj! Dobrze wiemy, że ani ty, ani ja nie przepadamy za sobą. Mów czego chcesz i daj mi spokój!- warknęłam zirytowana podchodami różowo włosej.

- Jak sobie chcesz... Ostrzegam Cię, że nie masz już czego szukać u Aomine. Tym bardziej zniszczymy Cię na meczach. Nie licz na jakiekolwiek taryfy ulgowe... Jesteś tak słaba, że nie dosięgasz Daikiemu do pięt. No to... Papa!- szybko się rozłączyła. Nie wiedziałam jak zareagować na taką zuchwałość ze strony dziewczyny. Jedno było pewne... Nienawidzę tej landryny!
Wychodząc ze spożywczaka rzucałam nieprzyjemne spojrzenia wszystkim do okoła, co spostrzegł oczywiście mój przyjaciel. Z ostrożnością zapytał się, co wytrąciło mnie z równowagi. Oczywiście opowiedziałam mu o rozmowie z Wielkim Cycem, co skomentował wieloma obietnicami śmierci w kierunku dziewczyny.

Nawet nie zorientowałam się, kiedy dotarliśmy do naszej nowej szkoły. Z wszystkich stron słyszeliśmy krzyki przedstawicieli klubów zachęcających na do dołączenie. My jednak byliśmy zdecydowani. Od razu skierowaliśmy się do stoiska ( emm... Mogę to tak nazwać? dop. aut.) koszykarzy. Dziewczyna, która zbierała zgłoszenia widząc mojego kompana była wręcz zszokowana. Dopiero po chwili zwróciła na mnie uwagę, a jej źrenice zwężyły się w małe szparki. Od razu wiedziałam, że skojarzyła kim jestem.
Po dłuższej chwili ciszy postanowiłam odejść zostawiając Kagamiego samego.

Już w budynku szkoły, zwiedzałam wszystkie sale i korytarze, by potem się nie gubić. Idąc nieśpiesznie nagle o coś uderzyłam, przez co straciłam równowagę i upadłam z hukiem na ziemię. Rozcierając obolałą kość ogonową spojrzałam przed siebie, ale nikogo nie zauważyłam. Szybko rozglądałam się na boki... Czy ja zwariowałam?!

- Kimini?

Usłyszałam tuż koło ucha na co odskoczyłam z piskiem. Przde mną stał Kuroko we własnej osobie. Zaskoczona uszczypnęłam się w ramię, by sprawdzić czy nie śnię, ale zaistniała sytuacja była jak najbardziej prawdziwa.

- Tetsu-kun?- zapytałam cicho. Chłopak jak zwykle z poker face na twarzy lekko mnie przytulił. Po kilku chwilach niepewnie objęłam go w pasie.

- Czyli to prawda... Wróciłaś.- powiedział szeptem, jakby myślał, że mu ucieknę. Klepiąc go uspokajająco po plecach odsunęłam się na długość ramion.

- I nie mam zamiaru nigdzie uciec.- spojrzałam na niego. I tylko to mogę powiedzieć, nic się nie zmienił.- Dołączam z przyjacielem do klubu koszykówki, mam nadzieję, że ty też.

- Już dałem zgłoszenie. - odparł bez emocji. W tej samej chwili wstał i podał mi rękę. Chętnie skorzystam z pomocy podając mu dłoń.

Nagle poczułam obecność za sobą. Zrobiłam obrót o sto osiemdziesiąt stopni i moim oczom ukazał się Taiga. Zażenowania widząc jego ciskający pioruny wzrok podrapałam się narwowo po karku.

- Tygrysku. Emm... C-co tam?- zapytałam lekko nie pewnie.

- Ja ci dam Tygrysku! Zostawiłaś mnie samego! Ty wiesz ile ja się ciebie naszukałem?!- dał upust swoim emocjom. W tym samym momencie, chłopak podskoczył z krzykiem słysząc głos niebiesko włosego, którego najprawdopodobniej nie zauważył.

- Czemu krzyczysz na Kimini?- przerażający. Ten pusty wyraz twarzy i nad wyraz spokojny głos to złe połączenie. Aż mnie ciarki przeszły.
Kagami wystraszony spojrzał w stronę Kuroko, a jego wyraz twarzy diametralnie się zmienił.

- A ty to kto?

- Kuroko Tetsuya...

- Mój przyjaciel.- przerwałam mu, przez co spojrzał na mnie i chyba pierwszy raz się uśmiechnął. Poczułam ciągnięcie za ramię, a następnie, że jestem ciągnięta w inną stronę. Tygrysek najwyraźniej się niecierpliwił. Pomachałam w stronę niebiesko włosego z lekkim uśmiechem. Po chwili mając dość bycia targaną z fraki jak szmacianą lalkę, zaparłam się z całej siły nogami i wrzasnęłam.

- Puść mnie Bakagami! Umiem sama chodzić!- zrobiłam się cała czerwona na twarzy z nerwów.- O co ci chodzi do lalki Barbie i Kena?! (Uwielbiam to zdanie xD dop. aut.)

- Mi? O nic...- próbował zarywać niewiniątko.

- Ty jesteś zazdroooosnyy...- przeciągałam samogłoski, by go jeszcze bardziej zirytować. Niezwykle bawiła mnie jego złość.

- Ha ha zabawne. Niby o kogo? O taką małą wredotę?- pukną mnie żartobliwie palcem w czoło, a a ja postanowiłam dalej ciągnąć przedstawienie.

- Ja wredna? Pff...To żeś powiedział.- cicho zachichotałam.

******
Hehe... Miało być 6 rozdziałów, ale zdecydowałam się na jeden długi xD. (Co z tego, że miało być 1600 słów, a jest 1050?XD)  I mam dobrą wiadomość! Od tej pory będę dodawać tylko takiej długości 😉 Mam nadzieję, że się podobało. Jeśli tak, to zachęcam do komentowania i gwiazdkowania.
Do następnego!

                   Wiktrox

Ps. Rozdział nie sprawdzony. Kto chciał by być moim korektorem? XD

Moja Tęcza// Kuroko no Basket [Zawieszone]Where stories live. Discover now