earnestly yours / m.clifford {one shot}

1.4K 99 17

wlaczenie piosenki,ktora znajduje sie obok jest wazne,tak mysle

     Miarowy oddech, dźwięk bijącego serca, zwinięta pod ciałami pościel i splecione dłonie. Idealna chwila, zbiór momentów, między które jak zatruta nić wpleciony został smutek i tęsknota za czymś, co przelatywało przez palce. Światło, które rzucało cień na najlepsze z dzieł Boga, ukazywało każdy jego detal, każdą wadę, która teraz wydawała się tak idealna, tak niezbędna do życia. Miłość jeszcze nigdy nie była tak dla obojga kochanków namacalna, kiedy leżeli wtuleni w siebie, wiedząc, że zaledwie minuty dzielą ich od rozstania. Niewinność, która wręcz definiowała ich związek, teraz zniknęła, zastąpiona żalem i stanem, w którym uczucie nie było tylko przywiązaniem, chęcią spędzenia ze sobą czasu, a pragnieniem wniknięcia w swoje dusze, znalezienia się w jakimś innym wszechświecie, w którym, być może, udałoby się zatrzymać czas. Jednak kiedy tylko ta myśl napływała do ich umysłów, kusząc pięknem, rzeczywistość krzyczała donośnym głosem, że wszystko co piękne, nie jest realne. I takim sposobem wypuszczone przez nos powietrze zabierało ze sobą nadzieję i spokój, a wdychane dostarczało nowej dawki rozgoryczenia.

     Jedno spojrzenie w oczy. Duża, ciepła dłoń wędrująca wzdłuż kręgosłupa, wywołująca na skórze dreszcze. Palce zaciskające się na bladej skórze, chcąc jakby wyrwać ją i nigdy, przenigdy nie wypuścić. Dusza, która wzrastającą we wnętrzu miłość żywiła widokiem drugiej osoby, nie mogła znieść myśli, że ta już nigdy nie zostanie nakarmiona i z każdym dniem wołać będzie o pokarm, którego nie będzie mogła dostać.

     Słone łzy, które jakby w zwolnionym tempie spływały po rozgrzanej skórze, wylądowały na białej poszewce, tworząc materialny ślad obecnego w ich sercach bólu. Nieme oczekiwanie na koniec, pomimo chęci krzyku, pomimo chęci ucieczki przed ostrzem rozstania. Nic nie mogło ich teraz uratować, kiedy razem spadali w przepaść, zastanawiając się, czy drugie przeżywa  to samo, tak intensywnie i tak boleśnie.

     „Kocham cię” wyszeptane płaczliwym tonem, spotykające się z rozgoryczonym, ale czułym spojrzeniem mężczyzny, którego usta układały się, na wypadek słów, które chciałby powiedzieć, lecz nie mógł tego zrobić. Coś zablokowało jego gardło, a oczy, które błądziły po okrągłej twarzy leżącej przed nim kobiety, starały się zapisać każdy szczegół, by mógł go odtwarzać od nowa i od nowa, kiedy nie będzie mógł już obok niej leżeć.

     „Proszę, nie odchodź” wypełniające pokój i wbijające się w jego klatkę piersiową, zostawiając w niej trwały ślad. Zaciśnięte zęby i ciała przysuwające się do siebie jeszcze bliżej, boleśnie wbijając palce w skórę, jakby to miało sprawić, że staną się jednością. Kciuk podążający po zaróżowionych ustach i unoszący się szybko brzuch, pod wpływem głębokiego, szybkiego oddechu.

     W końcu drzwi, które o ustalonej godzinie zamykają się, a dźwięk, który przy tym wydają zdaje się być kropką w ostatnim zdaniu tej opowieści. Kochanek, który zostawia kawałek swojej duszy w kawalerce na dwunastym piętrze budynku w Nowym Jorku i kochanka, której część już zawsze będzie podążać za miłością, którą musiała wypuścić ze swoich ramion.

------------------

chcialam napisac cos takiego od dawna,gdzie nie za bardzo wiadomo o co chodzi,bo nie ma calej historii,tylko jeden moment,ten najwazniejszy,najintensywniejszy

jesli sie nie spodoba to zrozumiem,ja jestem z tego troszeczke dumna,ale czesto zmieniam zdanie na temat tego co pisze

earnestly yours / m.clifford {one shot}Przeczytaj tę opowieść za DARMO!