#28

15 1 0

Musa

- Wiem. Melody chodź tutaj - powiedziała Biedra.

Zaskoczona przestałam walczyć i szybko skierowałam się w stronę dziewczyny.

- I co chodzi?

- Zakładaj wrotki - powiedziała i mi je podała.

Nie do końca rozumiałam, o co jej może chodzić. Nie, żebym była głupia, po prostu nie zawsze rozumiem co Biedra ma tam w głowie.

- Słuchaj, pojedziesz szybko wprost na nich, dzięki temu uda nam się uciec górą. Pojedziesz wprost na Pola Elizejskie, tam do ciebie dołączymy. Jak każdy z nas otoczy ich z każdej strony, nie będą mieli gdzie uciec i uda nam się ich rozwalić.

- Dobrze - powiedziałam i się rozciągnęłam.

Już dawno nie jeździłam na wrotkach, ale dokładnie pamiętałam jak się to robi. W końcu takich rzeczy nie zapomina się. Mam nadzieję, tylko iż ten plan wypali, musimy zakończyć raz na zawsze wojnę raz na zawsze. Nie żebym nie lubiła z nimi pracować, po prostu trzeba zakończyć wojnę, bo równowaga na świecie może zostać zachwiana i spowodować wielkie katastrofy.

- Uwaga zaczynam - powiedziałam i rozpędziłam się.

Tak jak Biedra kazała pojechałam wprost w naszych ukochanych złoczyńców. Szybko okazało się, że złoczyńcy zaczęli mnie gonić z niesamowitą szybkością. Musiałam wziąć się za siebie i rozpędzić się, by nie mogli mnie złapać. Nie było to łatwe, zważywszy na to, iż, biegali oni szybciej niż ja jechałam. Mimo to udało mi się utrzymać pewne tempo, które sprawiało, że nie mogli mnie dogonić.
W końcu dotarłam na Pola Elizejskie, gdzie już czekali moi pomocnicy.

**************

Walka była długa i wyczerpująca. Jeśli miałabym porównać do czegoś tę walkę powiedziałabym, że jest to coś pomiędzy lekcją wf, matematyki i fizyki jednocześnie. Zmęczona go granic możliwości położyłam się na łóżku. Byłam tak strasznie wykończona, mimo to doskonale wiedziałam, że jutro muszę iść do szkoły. Nie mogę sobie teraz odpuścić, zwłaszcza iż mój ojciec nadal jest w Paryżu. Chciałabym chociaż przez kilka dni zapomnieć o tym całym syfie rodzinnym i zrobić coś, co kocham.

- Pamiętaj zawsze masz jeszcze mnie, poza tym jest jeszcze Marinett - powiedział Cygnus.

- Wiem. Męczy mnie życie w taki sposób.

- Zdaję sobie z tego sprawę. Musisz pamiętać, że życie nie jest proste i może być gorzej niż teraz.

- Ale mi wielkie pocieszenie - fuknęłam i udałam się na balkon.

Usiadłam, na stołku będącym na balkonie i zaczęłam patrzeć się na gwiazdy. Tego wieczoru były one wyjątkowo piękne. Czasem patrząc się na nie zastanawiam się jakby to było, gdybym nie była tym, kim jestem. Zapewne, ktoś inny zastąpiłby moje miejsce, ale nie byłaby ta osoba tak zdolna ( lub nie ) jak ja.

- " Pamiętaj. Świat musi pozostać w równowadze, inaczej świat spotka zagłada ".


Wróciła, po długim czasie. Tak wiem, obiecała, że będę pisać częściej. Ale z pewnych przyczyn nie mogła. Ale już wracam i postaram się dodawać rozdziały na tyle często ile mi się uda. Co do tej książki, powoli zaczyna ona dobiegać końca. Mam nadzieję, że przypadła wam do gustu i będziecie do niej wracać. Oczywiście
jeszcze kilka rozdziałów oraz epilog będzie dodane, więc nie martwcie się jeszcze się z tą książką nie żegnam.
Dobra lecę pisać kolejny.

The GuardsRead this story for FREE!