✨ 27. Jak dziecko w przedszkolu

13.9K 1.6K 595


— Wybieram ciebie.

Wstrzymałam oddech, patrząc niepewnie na stojącego przede mną chłopaka. W ciągu zaledwie kilku sekund przez jego twarz przetoczyła się fala różnych emocji. Gdybym miała wypośrodkować to, co zobaczyłam, to powiedziałabym, że odczuł ulgę i radość, ale był również zaskoczony.

— Jesteś pewna? — Przechylił głowę w bok.

Zrobiło mi się nieswojo.

— Tak... To znaczy... Wiesz... Nie chcesz? Bo ja...

Czułam się jak skończona idiotka. Po wszystkich rewelacjach, o których się dowiedziałam, nie byłabym zdziwiona, gdyby jednak doszedł do wniosku, że byłam problemem. Ostatnio sam tak powiedział.

— Ava — Uśmiechnął się nieznacznie. — Pytam, czy TY jesteś pewna? Ja nie mam wątpliwości.

Przełknęłam ślinę, zdając sobie sprawę, że nagle zaschło mi w ustach.

— Nie masz? Widzisz, nie chciałabym... W sensie... Rozumiesz...

Jego uśmiech zajął całą twarz i dosięgnął oczu. Zamknęłam buzię, nie chcąc dłużej się kompromitować. W którym momencie zaczęłam być tak skrępowana?

Samuel zamknął dzielącą nas odległość, złapał mnie za dłonie i oparł je na swojej klatce piersiowej. Czułam rytmiczne i pewne bicie jego serca. Uspokajało mnie to. Przez chwilę bawił się moimi palcami, nie patrząc mi w oczy. Kiedy uniósł wzrok, ledwo utrzymałam pion.

— Dużo przeszliśmy, żeby dojść do tego momentu. Chciałbym, żebyś była pewna swojej decyzji, bo... — przerwał i westchnął głęboko. — Nie będzie odwrotu. Będziesz musiała mi zaufać, ja będę musiał zaufać tobie. Ludzie się od ciebie odwrócą, inni będą szukać twojej atencji. Nie będę kłamać, że wiem jak to jest, bo nasze sytuacje się różnią. Chciałbym, żebyś była świadoma wszystkich za i przeciw.

Doceniałam szczerość. Narażając się na odrzucenie, którego mimo wszystko nie chciał, nadal dawał mi prawo wyboru, dbając o to, żeby moja decyzja była pewna. Uśmiechnęłam się niemrawo.

— Kiedy powiedziałam, że wybieram ciebie, byłam bardziej niż świadoma, że nie będzie lekko. Od początku naszej znajomości jest raczej ciężko. To wszystko jest nowe i przytłaczające, ale wiem, co robię. Jestem pewna.

— Chciałbym móc przejść na jakiś kompromis, ale...

— To twój świat i tego nie zmienisz, rozumiem — Uścisnęłam dłoń, którą mnie trzymał. — To ja muszę się dostosować. Tylko, widzisz... Kiedy się przeprowadziliśmy, obiecałam sobie, że będę żyła po swojemu. Plan był dobry, ale wszystko wymknęło się spod kontroli. Mam wrażenie, że nigdzie nie przynależę, nikogo nie obchodzi mój los, straciłam poczucie bezpieczeństwa. Nie powinnam ci tego mówić, ale skoro mamy sobie zaufać... Teraz to ty i twój świat, do którego mimo wszystko chcesz mnie przyjąć, będzie dawać mi poczucie przynależności. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo jest mi to potrzebne.

Samuel nieco spochmurniał, chociaż starał się to ukryć. Uniosłam pytająco brew, dając mu niemy sygnał, żeby wyjaśnił zmianę nastroju.

— Więc brniesz w to wszystko i chcesz ze mną być, bo jesteś zagubiona? O to chodzi?

Pokręciłam lekko głową i uśmiechnęłam się nieco śmielej.

— Ja to widzę tak, że jestem zagubiona i składam moje życie w twoje ręce. Jeśli to nie jest zaufanie, to co nim jest? To dobry fundament dla związku, bo... Tym jesteśmy, prawda? Parą?

Książę Mafii (High School Tales) || ✔️Przeczytaj tę opowieść za DARMO!