Rozdział 11 - Dziurawy Fartuch

1.8K 165 25

// Guess who's back again ( ͡° ͜ʖ ͡°) //

Moje myśli, jak nigdy dotychczas, krążyły wokół jedzenia. Co było bardzo dziwne, bo zazwyczaj bardzo długo mogłam obejść się bez grama suchego chleba, nie wspominając już o gorącym posiłku. Jednak dzisiejszego wieczoru mój żołądek grał różnorodne symfonie. Zakryłam go nawet rękami, żeby nie rozbawić wilczycy niesfornym zachowaniem swojego organizmu.

Na wąskim korytarzu, przez który szłyśmy w kompletnej ciszy, było jedno, samotne okno. Zerkając przez nie zauważyłam niebo, które z barwy przepięknego kobaltu, zatraciło się w zachwycającą pustkę, ciemność, na której było widać tylko mrugające gdzieniegdzie srebrne gwiazdki, a to dlatego, że na jego tle bielały pojedyncze chmury. Choć na dworze robiło się coraz cieplej, co zapowiadało nadchodzącą wiosnę, to wieczorami nadal było chłodno, a czasami nawet można było zobaczyć szron, który osadzał się na trawie i oknach.

- Głodna? - wypowiedziała swoje słowo w idealnym momencie, bo po raz kolejny mój brzuch zaczął dźwięcznie burczeć. 

Oblałam się rumieńcami. Chociaż chciałam, to jednak nie mogłam tego opanować. Głód bez mojej zgody sam zaznaczał swoją obecność. Skinęłam tylko twierdząco głową, mając nadzieję, że jednak nie wyjdę na dziwoląga. Podążyłam za nią żwawym krokiem, marząc jedynie o czymś, czym będę mogła zaspokoić swój głód choć do rana. Raya otworzyła dębowe drzwi, za którymi ukazała się ciemność. Wychyliła się za ścianę i zaczęła jeździć ręką po jednej z nich. Język dziewczyny robił wielkie kółka wokół jej ust. Wyglądała jakby naprawdę była skupiona nad tym co robi. Uśmiechnęła się szeroko, zrozumiałam, że musiała natrafić ręką na włącznik, bo w pomieszczeniu w szybkim tempie rozprzestrzeniło się światło. Nagły blask oślepił mnie na kilka sekund. Natychmiast wycofałam się o krok, odwracając się tyłem do drzwi. Przetarłam swoje czerwone oczy, które ukazywały moje zmęczenie.

- Musimy być cicho, bo ktoś może nas usłyszeć, a o tej godzinie już nikt nie powinien krzątać się po posiadłości - słyszałam tylko ciche odgłosy stóp kobiety, które zlewały się z odgłosami skrzypiących szafek. 

Moje oczy wypełniała ciemność, nadal nie mogłam przyzwyczaić się do ostrego światła. Teraz bardziej wsłuchiwałam się w to, co robi kobieta, bo nie mogłam polegać na jednym z ważniejszych zmysłów. Podeszłam w stronę blasku, który zalewał moje powieki. Wymacałam rękami ramę drzwi. Przetarłam kolejny raz oczy, musiałam wyglądać komicznie kiedy starałam się je otworzyć, na początku z marnym skutkiem, jednak po chwili trudu zobaczyłam kawałek pomieszczenia pomiędzy przebłyskami światła. Przymrużyłam oczy. Znajdowałam się w kuchni. Raya wyciągała coś z szafek, nie chcąc jej przeszkadzać, usiadłam na schodkach, które prowadziły do pomieszczenia poniżej. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do światła w stu procentach, kobieta podeszła do mnie z miską w rękach.

- Przy stole będzie ci wygodniej - przechwyciłam z jej rąk gorący talerz, mój żołądek jak na zawołanie czując niesamowity zapach ciepłego od dłuższego czasu posiłku, zapomniał o dobrych manierach. Raya podała mi również łyżkę i chleb. Zupa była piekielnie gorąca, ale nie mogłam się powstrzymać, jadłam ją bardzo łapczywie, jakby ktoś za moment miał mi ją zwinąć sprzed nosa. Nie zważałam na to, że po pierwszych kilku siorbnięciach, moje usta były całe oparzone, a pęknięcia na nich zaczęły niebezpiecznie mocno piec.

- Kogo tam niesie? - usłyszałam głos po drugiej stronie pokoju, kiedy kończyłam swój posiłek.

Raya szybko zerwała się, jak szalona podbiegła do przeciwległych drzwi. Zerknęła za nich przez małą szparkę, którą musiały stworzyć korniku, a może po prostu sama powstała ze starości. Kazała mi zgasić światło. Odłożyłam miskę na drewniany, prostokątny stół, który stał na środku pokoju. Wykonałam jej polecenie i po omacku podeszłam w jej stronę. Uściska na nadgarstku uświadomił mi, że jestem już obok niej. Przykleiłam się do ściany plecami, a po moich plecach przeszedł zimny dreszczyk. Pod drewnianymi drzwiami ukazał się strumyk światła, który powoli rósł, zamieniając się w stróżkę jasnych płomieni. Rozjaśniały one coraz to mocniej ciemną kuchnię. Drzwi bardzo szybko poddały się jego władzy, aby następnie skrzypnąć i wpuścić do środka lawinę światła z latarki. Do pomieszczenia weszła ciemna postać, wyglądała naprawdę strasznie. Doprawdy prawdziwy upiór z najgorszych horrorów.

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!