♤1

125 18 4
                                    

Minęło już pięć lat od pewnej głośnej sprawy, która zakończyła karierę medyczną najlepszego lekarza medycyny na świecie, mowa tutaj o doktorze Stephenie Strange, którego karierę przekreślił wypadek samochodowy. Cudem go przeżył.

Nie było dnia aby o tym ludzie nie wspominali, cały czas temat ten znajdował się na topie i nigdy się nie nudził, ludzie układali najróżniejsze teorie spiskowe dotyczące wypadku doktora. W ciągu paru dni o feralnym wypadku wiedziały całe stany zjednoczone a w ciągu tygodnia wieść ta rozniosła się po całym świecie. Lekarze z najróżniejszych zakątków świata mówili o doktorze jak najlepiej, wielu doświadczonych z nich uznawało go za swój autorytet i dowód na to, że to co wydaje się niemożliwe tak naprawdę jest osiągalne ale trzeba tylko ciężkiej pracy oraz motywacji.

Po jakimś czasie kiedy Stephen opuścił szpital zaczynał podobno czuć się coraz gorzej, popadał w obłęd a ostatecznie wyparował. Poprostu zniknął. Wiele ludzi wysuwa teorie iż znając jego charakter oraz wielkie zamiłowanie do pracy, świadomość tego że nie może już nigdy wykonywać tego zawodu mogła go tak bardzo dobić, że postanowił popełnić samobójstwo skacząc z mostu pod osłoną nocy. Wiele mediów wzięło tą teorię za prawdziwą i zaczęto przeszukiwać monitoring oraz okolice jakichkolwiek mostów aby odnaleźć zwłoki Strange'a. Jednakże dalej nic, człowiek poprostu rozpłynął się w powietrzu a słuch po nim zaginął.
Jednak prawda była bliżej, niż nam się kiedykolwiek wydawało.

Everett oglądał właśnie reportaż o wspomnianym już wcześniej słynnym lekarzu, słyszał o nim bardzo dużo, był żywą legendą medycyny i nie było człowieka na ziemii który o nim nie słyszał. Po prostu nie było.

Blondyn jadł właśnie płatki czekoladowe z mlekiem waniliowym i wpatrywał się w duży plazmowy telewizor, który zawiesił sobie na ścianie naprzeciwko skórzanej kanapy. Zmarszczył się lekko, wydawało mu się to dziwne a nawet bardzo dziwne. Ta cała sprawa... Tak jak inni mieszkańcy Nowego Yorku, ba; jak inni mieszkańcy ziemii miał swoje własne teorie. Jednak nie był on tym typem człowieka, który biega z transparentem na którym widnieje napis

Koniec jest bliski

Tylko dlatego, że usłyszał o rzekomym 'końcu świata' bo akurat kalendarz majów się skończył. Nie wierzył w takie bzdury, tak samo nie wierzył w to aby taki potężny umysł jak doktor Strange tak poprostu sobie znikł.
Odstawił miskę z płatkami na mały drewniany stolik, stojący blisko sofy, objął kolana i dalej wpatrywał się w telewizor, tylko to mu zostało przed kolejnym dniem w pracy.
Mężczyzna westchnął i powoli chwycił czarnego pilota, myśląc przez moment czy ma przełączyć na inny kanał czy całej słuchać reportażu.

Cały jego dom nie wyglądał biednie, wręcz przeciwnie. Ross pracował w biurze więc mógł sobie pozwolić na różnorakie luksusy, plus był przyjacielem samego króla Wakandy o imieniu T'challa. Tym też się jednak nie chwalił a nawet wolał aby ten drobny szczególik został tajemnicą. Nie chciał rozgłosu ani pytań jak się z nim poznał i czy pomagał mu kiedyś w jakichkolwiek misjach gdyż T'challa znany był pod innym imieniem, a raczej pseudonimem czyli inaczej Czarna Pantera. Everett jednak miał to gdzieś czy jego przyjaciel jest superbohaterem czy nie, lubił go głównie za to jakim był człowiekiem; dobrym, hojnym, uczciwym oraz wiele więcej. Sam T'Challa mówił, że szanuje to iż Everett nie postrzega go jako człowieka z kim może się pokazać bo jest on Czarną Panterą, tylko za sam jego styl bycia. Nie ważne czy ma kostium czy nie.

Ross mieszkał w apartamentowcu na miarę jego możliwości oraz zarobków, akurat mieszkanie załatwił mu T'challa twierdząc że jeżeli musi niestety opuścić Wakandę to niech chociaż ma gdzie mieszkać.
Cały apartament posiadał dwa piętra, czyli był to jeden z bardziej luksusowych.
Na pierwszym piętrze mieścił się duży przestronny salon z wielkimi oknami, które ujawniały widok na panoramę Nowego Yorku, niesamowity widok a szczególnie w nocy kiedy miasto dopiero budzi się do życia.

Portals \\ EverstrangePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz