Prolog

1.2K 42 10

Ostatnie minuty meczu z Orionem, a na tablicy nadal zero zero. Trener daje nam wyraźny sygnał że mamy wpakować piłkę w ich bramkę, kiwam głową że zrozumiałem, zwołuje chłopaków gestem ręki do siebie. - Słuchajcie, ostatnie minuty, musimy strzelić żeby sie zakwalifikować. - Rzekłem stanowczo, chłopcy przytaknęli mi, na szybko wymyśliłem prostą taktykę po czym rozeszliśmy się na swoje pozycje. Gwizdek. Piłka w grze. Wślizg w moim wykonaniu, szybko wstaję i biegnę z piłką przed siebie. Do mojej osoby zbiegają sie zawodnicy oriona, wtedy podaję na skrzydło, gdzie na piłkę czekał Luźny Joe, ten biegnie jak strzała po linii bocznej, jednak nie tak szybko jak nasz tygrys. Po chwili piłka ląduje pod nogami El Matadora, dośrodkowana przez człowieka afro. El Matador popisując się swoją nienaganną grą znów pokazuje czemu to on jest najdroższym zawodnikiem super ligi. Koński ogon podaje do Shakera który tylko czekał na to by piłka padła pod jego nogi. Szybko ją podbija i robiąc przewrotkę strzela gola, ląduje na prawym barku z wielkim uśmiechem na twarzy. - Stary, to było niesamowite! - Krzyknął North z wyraźnym podekscytowaniem. - To prawda Mon. - Podałem brunetowi rękę i pomogłem wstać. - Rasta! - Krzyknął trener, odwróciłem się. Trener podał mi komórkę, powiedział że to coś ważnego. Odszedłem kawałek od świętującej drużyny i przyłożyłem komórkę do ucha. - Halo? - Spytałem. - Dzień dobry, dzwonię do pana z komisariatu w sprawie wypadku pańskich rodziców. Lecieli do pana samolotem który miał awarię prawego silnika, wpadli do morza, nikt nie przeżył. Przykro mi. - Powiedział, miałem ochotę krzyczeć że to nie prawda, lecz fakty mówiły same za siebie... straciłem jedyną rodzinę... Poczułem czyjąś dłoń na ramieniu, był to nasz trener. - Wszystko słyszałem, przykro mi Rasta... - Rozwarł ramiona, bez chwili namysłu w nie wpadłem, a łzy same z siebie zaczęły mi lecieć mocząc garnitur mężczyzny. Czułem sie wtedy jak małe dziecko które zgubiło zabawkę.

Minęły dwa dni, nadszedł dzień pogrzebu moich rodziców i rozmowa z prawnikiem który przedstawi mi ostatnią wolę moich rodziców oraz odczyta co komu zostało spisane. Na pogrzeb ubrałem czarny garnitur oraz kupiłem duży wieniec z czerwonych róż, które kochała moja rodzicielka. Moja drużyna poszła razem ze mną do kościoła, są świetnymi przyjaciółmi, przyszli tu ze mną, chociaż wcale nie musieli. Weszliśmy do kościoła.

Kondukt żałobny opuścił kościół. Udaliśmy się na pobliski cmentarz, doszliśmy do miejsca pochówku, według tradycji wszyscy bliscy moich rodziców powiedzieli o nich coś miłego, tak samo i ja zrobiłem, wyprawiłem mowę pożegnalną i podszedłem do wykopanego grobu, w którym już spoczywały dwie trumny. W rękę wziąłem garść ziemi. - Z prochu powstaliście... - Rzuciłem ziemię, a dźwięk jak ziemia spada na drewniane wieka dobiegło do uszu wszystkich tu zebranych. - W proch sie obrócicie... - Dokończyłem.

Wstałam dziś dosyć wcześnie, dzięki czemu miałam czas na obejrzenie meczu mojej ulubionej drużyny w superligi. Kiedy minuty meczu dobiegały powoli końca drużyna czerwono-białych nakarmiła moje głodne oczy porządną dawką brawurowej akcji. Kiedy mecz się skończył zgasiłam laptopa i udałam się do swojej garderoby. Ubrałam na siebie białą, bardzo luźną koszulkę na ramiączkach, przez którą było widać mój czarny stanik, do tego ubrałam czarne obcisłe jeansy z dziurami na kolanach oraz postrzępionymi końcówkami nogawek, nad kostkę. Na nogi ubrałam czarne szpili na wysokim obcasie. Po wyszykowaniu się udałam się do łazienki w celu nałożenia makijażu. Na oczy nałożyłam brązowy ciemny cień. Kiedy spojrzałam na zegarek to spostrzegłam że czasu mi wystarczy na obejrzenie kolejnego meczu Supa Strikas! Szybko włączyłam laptop.

Dom razem z posiadłością przepisujemy na naszego syna Raste. Natomiast cały majątek naszej porwanej córce Rose, chcielibyśmy żeby nasz syn odnalazł ją i zaopiekował się siostrą aż do jej 22 urodzin. Dziś miałaby 18 lat. - W tym miejscu przerwał. - Jak to? Ja nic nie wiem o tej dziewczynie, znaczy o mojej siostrze... Jak mam ją znaleść? Nie wiem jak wygląda, albo chociaż gdzie teraz jest. - Posłał mi spojrzenie pełne współczucia. - Ja wiem. - Podał mi jakaś kartkę, było na niej zdjęcie mojej siostry. - Chwila, napisali że została porwana. przez kogo? - Spytałem ciekawy - Niestety tego nie ustalono, twój ojciec mówił że bardzo po niej płakałeś... - Wytłumaczył mi że na kartce którą dostałem są wypisane jej dane osobowe, miejsce zamieszkania, imiona jej przybranych rodziców i wiele więcej informacji.

Właśnie przekroczyłam próg szkoły a zaraz po tym w uszach zadzwonił mi dzwonek. Udałam się na chemię, jakże się cieszę! Czujecie ten sarkazm? Usiadłam w ławce, nie minęło nawet pięć minut a z szkolnego radiowęzła wydobył się głos sekretarki. - Panna Wilds z klasy IIB proszona do gabinetu dyrektora. - Zdziwiłam się na tą wiadomość, ponieważ nigdy nie byłam wzywana do dyrekcji, zawsze byłam wzorową uczennicą. Ale mimo to wstałam i wyszłam z klasy, udałam się do gabinetu dyrektora, przeszłam przez sekretariat, sekretarka powiedziała żebym weszła. Tak też zrobiłam. Weszłam do środka i wypaliłam od razu swoją gadkę, nie zwracając na osobę która jest w pomieszczeniu. - Panie dyrektorze to chyba jakaś pomyłka, ja nic złego nie zrobiłam, zawsze jestem wzorową uczennicą i świece przykładem. - Tutaj mi przerwał - Rose spokojnie, nie wezwałem cie tutaj bo coś zrobiłaś. Wezwałem cię ponieważ ten pan chce z tobą pilnie porozmawiać. - Wskazał za mnie, odwróciłam się i już miałam mówić że nie znam tego człowieka, ale w ostatnim momencie mnie olśniło. Przecież to kapitan Supa Strikas! Rasta! - Znasz go, tak? - Spytał dyrektor po chwili mojego długiego namysłu. - Tak, tak! - Powiedziałam szybko wlepiając wzrok w kapitana, nie wiem po co tutaj przyjechał ale nie obchodzi mnie to, ważne że tu jest i właśnie widzę na oczy żywą legendę superligi. Brunet poprosił dyrektora żeby zostawił nas samych. - Co tutaj robisz? Czy reszta drużyny też tutaj jest? Po co chciałeś ze mną rozmawiać? Czy podpiszesz mi sie na czole? - Zadałam kilka pytań. No może z tym ostatnim to mnie poniosło, ale fajnie by było. - Zaraz wszystko ci wyjaśnię, usiądź bo to tobą na pewno wstrząśnie. - Powiedział, a ja według jego instrukcji usiadłam na krześle obok. - Po kolei, po co tu jestem? Szukałem cię. Tak, reszta drużyny też tu jest. Chciałem z tobą rozmawiać ponieważ jesteś moją zaginioną siostrą, wiem ze trudno jest ci w to uwierzyć, ale to prawda. - Przez chwilę złapałam laga mózgu, ale po chwili tłumiłam w sobie pisk szczęścia i powstrzymałam się od rzucenia mu sie na szyje. - Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, a nawet w kosmosie! - Krzyknęłam nie wytrzymując. - Ciesze się że jesteś szczęśliwa. A co do tego podpisu na czole, to chyba zły pomysł. - Zaśmiał się.

Brat zwolnił mnie z lekcji i wsiedliśmy do busu w którym poznałam całą resztę drużyny, po drodze dowiedziałam się ze teraz zamieszkam z bratem w Ameryce, zachaczyliśmy o mój dom, wyjaśniłam wszystko moim przybranym rodzicom i zabrałam swoje rzeczy. Ruszyliśmy w drogę powrotną, już nie mogę sie doczekać aż zobaczę mój nowy dom, nowe miasto i spędzę troche czasu z nowym bratem.

Oto pierwszy z edytowany rozdział, mam nadzieję że wam sie podoba. W czasie pisania poprawiałam błędy więc mam nadzieje że ich tam nie ma, ale jeżeli jednak są to proszę o poprawianie mnie.

Siostra Kapitana - Supa Strikas [Bardzo wolna KOREKTA]Where stories live. Discover now