❁❀148❀❁

3.4K 491 287

Yoongi

- Powiedz coś, bo czuję się głupio - mruknął Yoongi, wciąż wpatrując się w Chima.

Od kilku minut stali w milczeniu. Jimin miał głowę spuszczoną, a palcami wolnej dłoni skubał kraniec koszulki. Min nie bardzo wiedział, co powinien teraz zrobić. Chciał tylko zaprosić go na prawdziwą randkę, taką jak z tych wszystkich filmów, bo dotychczas ich spotkania były zwykłym siedzeniem i oglądaniem filmów. Miał zamiar zaprosić go w miłe miejsce, zjeść z nim kolację, a potem wyjść na spacer, ale skoro mu się to nie spodobało...

- Hyung... Ja naprawdę... Jeju... Ty tak serio? - wyjąkał Park, spoglądając na niego spod swojej rudej grzywki. Napotykając wzrok miętowowłosego, zakrył rumieniącą się jeszcze bardziej twarz dłonią. - Ja chcę się z Tobą umówić... Tak bardzo.

- Pasuje Ci sobota?

Yonngi odetchnął z ulgą, lekko się uśmiechając pod nosem. Zgodził się. Park Jimin zgodził się na... na randkę z nim. Dopiero w tamtym momencie zrozumiał, że to, do czego nie mógł się przełamać przez tyle czasu w końcu się spełniło.

Odpowiedzią było skinienie głowy i śliczny uśmiech chłopaka, ukazujący szeregi białych ząbków. Min najchętniej popieściłby te pyzate policzki, który wyglądały tak uroczo, lecz się powstrzymał, starając nie zmniejszać tego dystansu między nimi. Wystarczyło, że właśnie przekroczył tę cienką granicę pomiędzy zauroczeniem, a czymś więcej i chęcią spędzenia czasu z Jiminem, nie jako przyjacielem... I to nie tak, że chciał czegoś więcej. Po prostu pragnął pokazać rudzielcowi, że jest aktualnie dla niego najważniejszą osobą. Właściwie jedyną, której tak bardzo potrzebował. Znaczy... jest jeszcze Hoseok, Namjoon, Jungkook, Seokjin, Taehyung, Sehun i jego narzeczony... nawet Chanyeol, którego szczerze nienawidził, jednocześnie go lubiąc za podobny charakter. Tyle, że oni byli dla niego tylko przyjaciółmi, a Park Jimin stawał się jego... miłością?

- Już nie mogę się doczekać - przerwał w pewnym momencie ciszę młodszy. Wciąż stali w miejscu, starając się uniknąć deszczu, zasłaniając swoje głowy parasolką. Jimin ponownie przywarł do klatki piersiowej chłopaka. - Tak bardzo się cieszę - wymruczał, a jego głos był przytłumiony przez materiał koszulki.

Miętowowłosy nachylił się w stronę śmietnika obok i wyrzucił kubek, by teraz móc ponownie sunąć dłonią wzdłuż kręgosłupa mężczyzny. Uśmiechnął się szczerze, a jego serce biło szybko, jakby próbując wyrwać się z jego piersi.

Nigdy wcześniej by nie pomyślał, że on - sukowaty Min Yoongi, zmieni się w takiego przytulnego mężczyznę, rozkochanego w osobie tej samej płci. Nie rozumiał też tego,  że tak bardzo wariował na widok uśmiechniętego Jimina. Że też ChimChim znalazł się w jego życiu w tak odpowiednim momencie.

- Też nie mogę się doczekać. To jest takie... ew... inne - stwierdził chwiejąc się, gdy ramiona oplatały go w pasie, a nieco pochylony Chim wdychał zapach jego perfum. Zadowolony ułożył brodę na głowie chłopaka, a marchewkowe włosy łaskotały jego policzki. Właściwie mógł zostać w tej pozie przez dłuższy czas. Zwłaszcza, że Park jak zwykle był ciepły. - Mam dla Ciebie kolejną niespodziankę, ale o tym porozmawiamy w sobotę - dodał po chwili, spoglądając do góry, by ujrzeć słabiej padający deszcz i miejscami przebijające się między chmurami słońce.

Rudzielec jakby uświadomiwszy sobie, że starszy i tak mu nie powie o co chodzi, westchnął i wrócił na swoje wcześniejsze miejsce - idąc tuż przy nim i splatając ich dłonie.

- Dziękuję - powiedział pół szeptem i uniósł kąciki ust, a Yoongi zrobił to samo.

- Przecież nie masz za co.

- Mam, Yoonnie. Uwierz, że mam.

Jimin

Jego niewielkie serduszko uderzało tak szybko, że sam nie był pewien czy to możliwe. Propozycja Mina dotycząca randki zdawała się być tak odległa rzeczywistości... Zdawało mu się nawet, że to sen, ale nawet, gdy uszczypnął się podczas przytulania starszego, nie wybudził się ze snu. Oznaczało to, że albo się przesłyszał, albo Yoongi zwariował.
Tak czy siak podobało mu się to.

Nie mogąc się już doczekać ich randki westchnął i w milczeniu szedł obok miętowowłosego, który z wciąż uśmiechem na ustach miał z nim splecione dłonie.

Dręczyło go to, o co chciał zapytać go chłopak. W pierwszej chwili przez myśli przeszło mu nawet, że postanowi mu się oświadczyć, ale szybko odsunął tę myśl. Nawet nie są parą, a on już miał wizję ich za dziesięć lat, jako szczęśliwe małżeństwo z dwoma kotkami perskimi i Hoseokiem na balkonie. Tak, te wyobrażenia były cudowne.
Musieli by jedynie dokupić jakieś rolety, żeby Hobi nie zaglądał im non stop do środka. Znaleźli by też fioletową krowę, żeby móc ją hodować z Jungiem na zewnątrz, a wszystkie naczynia poowijali by folią bąbelkową, by Namjoon nic nie zniszczył, gdy ich odwiedzi. Ciekawiło go, czy namjiny będą miały do tego czasu dzieci. Co z tego, że obaj są mężczyznami? Przecież w tych opowiadaniach, do których Namjoon-hyung wysłał mu link...

W każdym razie musiał się powstrzymywać przed wyciągnięciem z chłopaka tego, co chciał powiedzieć.

- Pracujesz jutro, prawda? - zapytał e pewnym momencie, spoglądając kątem oka na drugiego.

- Niestety... Ale spokojnie, zobaczymy się w sobotę. Przyjadę po Ciebie o po siedemnastej, dobrze?

- Mi pasuje. Jeju... Wciąż mi tak ciepło na serduszku jak o tym słyszę - westchnął ChimChim, kładąc jedną dłoń w miejscu gdzie jest serce. Następnie ułożył ją na swoim policzku. Od razu poczuł jak gorąca jest jego twarz w porównaniu z ręką i wolał nawet nie myśleś o tym, jak czerwony musi w tym momencie być.

Yoon zaśmiał się krótko, puścił jego rękę i swoją wolną dłoń przysunął do drugiego policzka. Odgarnął jeszcze rude kosmyki, po czym wciąż mrucząc coś pod nosem, pogłaskał go delikatnie, nie zaprzestając poruszania się w stronę,. w którą zmierzali.

- Jesteś najcudowniejszą kluską jaką znam - zaśmiał się i zabrał swoją rękę, by słożyć parasol. Właśnie przestało padać, co było dla ich obojga dobrą wieścią.

- I jedyną.

- Co z tego? - prychnął Yoongi, zdając się być nieco obrażonym za zepsucie jego wyznań. Mimo to wciąż usta wykrzywione miał w uśmiechu.

Może i słońce właśnie wychodziło zza chumr, ale wiedzieli, że długo się nim nie pocieszą, ponieważ właśnie dochodziła późna godzina i miało się ono schować za horyzontem. Oznaczało to, że już niedługo mieli się rozstać na kilka dni. Żaden z nich nie czuł się z tym dobrze, ale myśl o spotkaniu w sobotę poprawiała im humor. Bo przecież wtedy oficjalnie mogli być dla siebie kimś więcej.

Dobry wieczór Kluseczki~ (btw Fioletowe krówki też było dobrze Nami9403) ^^
Mam nadzieję, że wszystko u Was dobrze ♡
Rozdział nie był sprawdzany, więc mogą pojawić się błędy, przepraszam :<
Przesyłam Wam duuuużo duuuużo miłości~ *hug*
Miłego~ ♡♡♡
Dbajcie o siebie i nie zapominajcie o uśmiechu!

Hold me; p.jm x m.ygPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!