❁❀139❀❁

3.6K 498 376

Jimin

Godzina spędzona na pakowaniu swoich rzeczy oraz kończeniu wspólnego śniadania szybko im minęła i nim się obejrzał stali przed samochodem miętowowłosego, żegnając się z resztą. Z góry narzucone mieli kilka zaproszeń na odwiedziny i zapowiedź wizyty Kyungsoo u NICH. Właściwie zapomnieli wyprowadzić znajomych z błędu i powiedzieć, że ani nie są parą, ani nie mieszkają razem.

- To ja też do Was wpadnę - zadeklarował Jisung, szczerząc się jak głupi i obejmując ramieniem równie roześmianego fioletowowłosego.

Rudzielec uśmiechnął się do młodszych i zgodnie skinął głową, mimo iż domyślał się, że chłopcy coś planują. Pomachał jeszcze na pożegnanie, śmiejąc się z Do, który wciąż z nieukrywaną złością wpatrywał się w blondyna, którego włosy już prawie całkowicie się wyprostowały.

Grzecznie wsiadł na miejsce pasażera i odczekał moment, aż starszy usiądze za kierownicą. Gdy tak się stało, zatrzasnął drzwi i wyrzucił trzymaną w dłoni torbę do tyłu.

- Odwieziesz mnie, Yoonnie? - zapytał niepewnie, chociaż znał odpowiedź. Przecież nie ot tak Min kazał mu wsiadać do samochodu, prawda?

- Jasne. Dlaczego głupio pytasz? - zaśmiał się mietowowłosy, spoglądając w jego stronę, podczas rozglądania się czy z prawej strony nic nie nadjeżdża i spokojnie może wjechać na główną ulicę. - Przecież bym Cię nie zostawił niewiadomo gdzie.

Park pokiwał głową i uśmiechnął się lekko. Yoongi naprawdę się o niego troszczył. Chyba nawet bardziej niż Namjoon o Seokjina, bo właściwie to starszy z nich musiał troszczyć się o swojego Boga Destrukcji. W każdym razie coraz bardziej się zakochiwał, jeśli było to w ogóle możliwe.
Prawdopodobnie nikt nigdy nie działał na niego tak, jak Yoongi, którego jeden uśmiech potrafił wywołać u niego palpitacje serca. Nie wspominając już, gdy zdrabniał jeho imię lub składał motyle pocałunki na czole czy nosie, co było niesamowicie urocze.

- Hyung, trochę mi głupio, że tak ciągle do tego wracam, ale... - zaczął Jimin, gdy starszy odwrócił spojrzenie. Bił się z myślami, nie wiedząc od czego zacząć i ogólnie co powiedzieć. To było zbyt krępujące. Przynajmniej nie musiał się teraz narażać na wzrok Yoongiego, ktory zajęty był wpatrywaniem się w drogę przed nimi. - Ah... Aigoo... Nadal nie umiem uwierzyć, że mnie kochasz - dokończył, ostatecznie mówiąc swoje myśli na głos.

- A ja nie wierzę, że w końcu to powiedziałem - zaśniał się Min, który również wydawał się być zestresowany rozmową. - Dlaczego miałbym nie darzyć Cię uczuciem?

- Bo to ja.

- Idealny Park Jimin, kluska nad kluskami z najseksowniejszym tyłkiem w Seulu i policzkami przypominającymi najsłodsze mochi? Może trochę zboczony i momentami głupiutki, ale uroczy Jiminnie Pabo? Czego tu nie kochać?

Rudzielec dokładnie widział jak chłopak unosi brwi i uśmiecha się lekko. Sam nie mógł wytrzymać i uniósł kąciki w górę. W tym samym czasie jednak szybko ukrył twarz w dłoniach, starając się ukryć rumieńce i łzy szczęścia cisnące się do oczu. Min Yoongi - randomowy mężcxyzna z internetu, który z początku mieszał go z błotem, wyzywając i starając się unikać z nim kontaktu, w końcu go pokochał. Dodatkowo mówił rzeczy, których nikt mu nigdy nawet nie miał zamiaru powiedzieć.

- Przecież widziałem jak się rumienisz - mruknął Min, kątem oka dostrzegając, że młodszy chowa twarz. Złapał kierownicę jedną dłonią, drugą zaś odciagnął za nadgarstek rękę od policzka marchewkowowłosego. - Ej? Ty płaczesz? - zapytał, gdy jedna nieunkniona łza spadła na jego skórę.

Park szybko przetarł oczy rękawem bluzy i uśmiechnął się promiennie.

- To nic takiego, Yoongiś - zaśmiał się, wyglądając za szybę. Zza okna samochodu świeciło wczesne słońce, oświetlając jego twarz. Naprawdę czuł się cudownie. - Po prostu jestem szczęśliwy.

Hold me; p.jm x m.ygPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!