Efekt motyla || Shidge

899 106 44
                                              




A/N: Na Tumblrze jest organizowany Shidge Month 2018, co oznacza, że na każdy dzień jest podane słowo, do którego można coś stworzyć. Nie byłabym w stanie napisać trzydziestu miniaturek, ale postanowiłam, że jednak dam coś od siebie dla swojego OTP, chociaż jeden tekst, więc łapcie mój wkład w event do wyzwania z 16 kwietnia, czyli właśnie: "efekt motyla".

___

Ktoś mógłby określić to, co ostatnio działo się w życiu Pidge, mianem „efektu motyla", ale według niej sformułowanie „lawina nieszczęść" znacznie lepiej oddawało tragizm całej sytuacji.

Zaczęło się od głupiego nocnego maratonu Marvela. Wiedziała, że następnego dnia będzie musiała wstać do szkoły, ale i tak do czwartej nad ranem oglądała z Mattem filmy, obżerając się popcornem. Oboje przecież mieli zerowy instynkt samozachowawczy, a rodzice wyjechali na tydzień. Przez to, oczywiście, Pidge zaspała rano i zapomniała o ważnym projekcie końcowym na temat budowy ludzkiego kręgosłupa, który trzeba było oddać właśnie do tego dnia. W przypadku tego nauczyciela przesunięcie deadline'u nie wchodziło w grę, a zbyt długo nad nim pracowała, żeby dostać złą ocenę tylko przez to, że zostawiła go na biurku w swoim pokoju. Zorientowała się dopiero przy wejściu do szkoły, więc była zmuszona zadzwonić do brata i poprosić, żeby jak najszybciej przyniósł jej projekt. Nie mogła przewidzieć, że Matt, zamiast jak człowiek wsiąść w autobus albo samochód, bardzo weźmie sobie do serca słowa „jak najszybciej" i przyjedzie do niej na rowerze, trzymając zwinięty arkusz pod pachą. Przekazał jej go i Pidge już miała z ulgą wrócić do szkoły, gdy jej brat wyjechał na ulicę i potrącił go nadjeżdżający samochód. Nigdy w życiu nie czuła się tak przerażona. W tamtej chwili była gotowa gołymi rękoma rozszarpać kierowcę, ale uspokoiła się, gdy tylko okazało się, że Matt nawet nie stracił przytomności i uskarżał się jedynie na ból nogi.

W każdym razie Pidge cholernie męczyły wyrzuty sumienia. Gdyby nie ten filmowy maraton, gdyby nie jej późniejsze rozkojarzenie, Matt nie musiałby mieć operacji i chodzić w ortezie i o kulach. Czuła się okropnie z myślą, że ten wypadek mógłby skończyć się znacznie gorzej, gdyby nie odrobina szczęścia w tym całym oceanie nieszczęścia. Z takich też powodów, wiedziona olbrzymim poczuciem winy, żeby odzyskać swój utracony właśnie tytuł Najlepszej Siostry Na Świecie, była gotowa pomagać Mattowi przez cały okres leczenia. Nawet jeśli oznaczało to przynoszenie różnych rzeczy lub sprzątanie jego pokoju. A także wyjazd na kilkutygodniowe wakacje do miasta, w którym mieścił się ośrodek rehabilitacji. Matt tego potrzebował, a rodzice nie mogli z nim przyjechać, żeby mu pomagać w codziennych czynnościach. Pidge od razu się zaoferowała. Z uśmiechem podjęła się roli pielęgniarki, gońca, służącej i naczelnego organizatora walki z nudą, a wszystko przez nadmiar superbohaterów i niedobór samokontroli.

W sumie ten wyjazd nie był taki zły. Codziennie przychodzili tu piechotą, potem Pidge czytała książkę, czekając na brata pod kolejnymi salami do fizjoterapii w pachnącym środkami czystości, klimatyzowanym korytarzu. Wracali do siebie, oglądali seriale, grali na konsoli albo w ukochane karcianki Matta. Jedli, odpoczywali, spacerowali i wymieniali sanatoryjne plotki, te z sali i korytarza. Z nudów wymyślali niestworzone historie o innych pensjonariuszach i ich „kontuzjach", bo już po tygodniu życiem rodzeństwa zawładnęła miła rutyna. Naprawdę można byłoby wyobrazić sobie gorsze wakacje i Pidge zdążyła uwierzyć w to, że ostatecznie wyczerpała swój roczny limit pecha.

Zrozumiała, że się myliła, gdy winda, którą zjeżdżali na dół, utknęła między pierwszym a drugim piętrem ośrodka. Zgasły światła, a drzwi nie drgnęły, gdy wciskali guzik służący do ich otwierania. Na całe szczęście przynajmniej przycisk alarmowy działał, zadzwonili i dowiedzieli się, że muszą po prostu poczekać na przybycie profesjonalistów. Głowa Pidge znajdowała się nieco poniżej poziomu podłogi drugiego piętra, ale i tak widziała na ścianie plakat ze schematem budowy kręgosłupa bardzo podobnym do tego, który narysowała w tym nieszczęsnym projekcie. O ironio. Czy to jakaś kręgosłupowa klątwa? To nie mógł być przypadek.

Miniaturki || VoltronPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz