Rozdział 2

6.6K 488 152
                                                  


Chciałyście przystojnych braci Bennet i szperam w odmętach internetowych, poszukując tych śliczności :)

Jest ciężko! Ale dziś wstawiam młodszego braciszka — Gabriela, którego odrobinę poznacie. Słodziak, prawda?

*****

Schodząc po stopniach, wyłożonych jasnoszarą wykładziną, Ava zerknęła przez okno nad drzwiami wejściowymi. Drzewa przed domem sąsiada, uginały się pod naporem silnego powiewu wiatru i jakoś tak odruchowo oplotła się ramionami.

Po zejściu skręciła do kuchni, gdzie krzątał się jej mąż i opierając się o framugę, obserwowała, jak przygotowywał śniadanie.

Mitch był przystojnym mężczyzną, a jego uśmiech od początku skradł jej serce. Do tego Ava uwielbiała to, jak nosił się w garniturach, zupełnie jakby były jego drugą skórą. Tego dnia miał na sobie kremową, idealnie odprasowaną koszulę i czarne spodnie.

Zachichotała cicho, kiedy zauważyła, że na nogach miał różowe kapcie, które dostał od Nicka w prezencie na Boże Narodzenie.

Bayley, słysząc swoją małżonkę, odwrócił się, ukazując swoją twarz. Był świeżo ogolony, ale to była norma, natomiast kobieta  była pewna, że jeszcze dziś jej mąż odwiedzi fryzjera, aby przyciąć odrastające ciemne włosy. Te zaczęły formować się w drobne pierścienie, co jej nie przeszkadzało, ale dla samego Mitcha, było zmorą.

— Właśnie miałem cię wołać — oznajmił z lekkością, po czym podszedł do żony i ujmując jej dłoń, poprowadził ją do małego, okrągłego stołu jadalnego.

Odsunąwszy dla małżonki białe krzesło, wykonał zapraszający gest. Ava skinęła teatralnie głową, po czym siadła, ciesząc się, że mąż pomyślał nawet o śnieżnobiałym obrusie i porcelanowych filiżankach z jej najlepszej zastawy. Mitchel odszedł na chwilę, po czym wrócił z talerzami, wypełnionymi jedzeniem i napełnił filiżanki herbatą.

— Dziękuję, nie pamiętam, kiedy ostatnio zrobiłeś śniadanie — powiedziała zakładając włosy z uszy, po czym spięła się w obawie, że mąż może odebrać jej słowa, jako pretekst do kolejnej kłótni.

Odetchnęła jednak z ulgą, gdy Mitchel, siadając naprzeciwko, uśmiechnął się serdecznie.

— Staram się odrobić czas, kiedy byłem dupkiem — rzekł lekko, po czym zabrał się za zjadanie omleta.

Ava chwyciła swojego croissanta i nagryzła go, rozkoszując się smakiem. To było jej codzienne śniadanie i nie wiadomo dlaczego, nigdy nie miała ich dość. Talerz jej męża każdego poranka obładowany był jajkami pod różna postacią.

— Chciałbym o czymś porozmawiać — odezwał się Mitchel.

— Tak? O czym — zapytała z zainteresowaniem.

— Powinniśmy porozmawiać o dziecku. Jesteśmy małżeństwem od czterech lat, czas...

Cokolwiek Mitch mówił dalej, zagłuszone zostało przez potworny ból głowy i towarzyszące temu natarczywe dudnienie w uszach. Ava wpatrywała się w poruszające usta męża i nie mogła otrząsnąć się z szoku. Jej serce pompowało krew w zastraszająco szybkim tempie, a wewnętrzne części dłoni, oraz skronie, pokrył pot.

Dziecko? Boże! Dopiero co wykrzykiwał, że jak tak dalej pójdzie, zostanie bankrutem, traktował ją, jak mało znaczącą rzecz, a teraz chciał planować dziecko? I najważniejsze, czy ona tego chciała?

Pierwsza i natychmiastowa odpowiedź wydobywająca się z podświadomości była negatywna. Może w innych, normalnych warunkach byłoby inaczej. W końcu on miał trzydzieści dwa lata, ona dwadzieścia pięć. Można by powiedzieć, że najwyższy czas...

Oszukana/ Przeklęte dziedzictwo#1Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz