Rozdział 4 (BRUTALNY ROZDZIAŁ 18+)

55.6K 594 4.4K

Obudziły mnie promienie słońca przenikające przez małe okienko w moim pokoju. Wstałam i zaczęłam robić sobie makijaż. Byłam ubrana tylko w koronkowy stanik i również koronkowe majtki. Nagle poczułam rękę na moim prawym pośladku. Odwróciłam się i kątem oka zobaczyłam silnego, przystojnego mężczyznę a potem poczułam zapach chlorofomu. Ciemność snu pochłaniała mnie całą. W końcu odpłynęłam.

Obudziłam się 20 minut później. Cała zasłonięta byłam tym samym mężczyzną który złapał mnie za tyłek. Byłam GWAŁCONA... Próbowałam krzyczeć ale miałam zaklejone usta taśmą. Próbowałam również z nim walczyć ale on był silniejszy.

Po moich policzkach spływały łzy. Mój gwałciciel skończył w środku. Ja mogę być w ciąży... Ten gwałciciel jest podobny do przystojnego ochroniarza siedziby gangu, ale już mi się nie podoba po tym, co mi zrobił

Jednocześnie czuję się jak najgorsza szmata. Nie chcę już żyć! Wzięłam moją maszynkę do golenia i wyjęłam z niej jedną żyletkę. Cięłam się jak opętana a krew lała się niczym wodospad z moich rąk. W końcu upadłam. Półprzytomna usłyszałam jeszcze głos Quebo, oraz poczułam jego pocałunek. Potem straciłam przytomność.

Obudziłam się w szpitalnym łóżku. Byłam bardzo słaba i przyłączona do kroplówki. Nade mną stał Quebo.

-Cała podłoga w łazience była we krwi. Prawie umarłaś. Dlaczego to zrobiłaś?- Zapytał.

-Zostałam zgwałcona.- wyszeptałam.

-O kurwa. Przez kogo?- powiedział

-Przez jednego z ochroniarzy- odszepnęłam.

-Przejdziemy przez  to razem- powiedział ciepłym głosem Quebo.

Po czym pocałował mnie w usta. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Quebo odszedł od łóżka i wręczył mi słodkiego misia na pocieszenie.

-Dziękuję- powiedziałam.

A Quebo uśmiechnął się i wyszedł ze szpitala.

Niespodziewanie do mojego pokoju wszedł jakiś facet. Rozpoznałam go. 

BYŁ TO MÓJ GWAŁCICIEL.

-Po co tu przylazłeś chuju jebany?- zapytałam.

-Przyszedłem cię przeprosić- powiedział, a po chwili odrzekł- Żartowałem, chcę cię zgwałcić.

Zaczął się do mnie dobierać. Był ode mnie silniejszy. Włożył mi rękę pod bieliznę. Zaczęłam krzyczeć, a po chwili zjawiła się pielęgniarka.

-CO PAN WYPRAWIA??- zapytała

-Yyyy... Ja już sobie pójdę- powiedział, po czym wyszedł.

Chciałam już zakończyć ten dzień, dlatego zasnęłam. 

Uprowadzona przez idoli |||Quebonafide i Taco HemingwayPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!