I. Czerwień Na Papierze

78 11 24

Blondyn obrócił się na krześle i ponownie wlepił swoje błękitne tęczówki, w starszą kobietę. Na jej twarzy malowało się zdziwienie, pomieszane z zakłopotaniem. Pomarszczone dłonie, zaciskały się na materiale kwiecistej spódnicy, zdradzając wszystkie emocje staruszki. W pomieszczeniu panowała specyficzna atmosfera... Zresztą wszystko w tym miejscu, odbiegało od schematu. W powietrzu krążył charakterystyczny piwniczny zapach, a jedynym źródłem światła była lampa nieposiadająca klosza. Zakurzona żarówka mrugała co jakiś czas, okalając twarz mężczyzny tajemniczością. A przynajmniej tak mu się wydawało...

- Niech pani powtórzy to wszystko jeszcze raz - pomachał dłonią i ponownie obkręcił się na krześle, powodując powiew wiatru, który skutecznie rozwiał siwe włosy kobiety.

- Po raz trzeci? - ciemnooka zmarszczyła swój mały nos, unosząc przy tym głowę. - Ktoś mnie obserwuje - zaczęła, jednak blondyn uniósł dłoń i powtórzył to samo pod nosem. - James czy ciebie bawi moje nieszczęście? - oburzyła się.

- Ależ skąd. Zwyczajnie analizuje - pokiwał głową, składając dłonie i uśmiechając się szarmancko. - Nie chciałbym niczego pominąć w takiej ważnej sprawie.

Pani Barth uniosła brwi i zaczynając obkręcać złoty pierścionek na dłoni, kontynuowała historię.

- To wysoki, starszy mężczyzna o azjatyckiej urodzie. Dobrze ubrany, zadbany... I z drogim zegarkiem na ręce - dodał trochę ciszej jakby zawstydzona, zwróceniem uwagi na taki szczegół. - Niemal codziennie widzę jak chodzi za mną do sklepu i wychodzi w tym samym czasie. To straszne...

Blondyn przytaknął cicho. Niw mógł powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu, który zwalczał, popijając z kubka lurę. Rzadko zdarzały mu się takie sprawy... Po jego ciele przeszedł dreszcze podniecenia. Z hukiem odłożył białe naczynie na blat, głośno przy tym wzdychając. Już po chwili w jego dłoniach znajdował się ciemny notatnik, z którego wystawały rozmaite karteczki oraz długopis, który James od razu wyjął. Zaczął wodzić nim po pustych kolumnach, co jakiś czas krzywiąc się i pomlaskując.

- Myślę, że znajdę czas, aby zająć się tą sprawą. Ale niech pani nie oczekuję, że nastąpi to szybko - zanotował coś i zamknął dziennik, wrzucając go do szafki.

- Będę ci dozgonnie wiedzięczna - wstała poprawiając spódnice i ściągając niżej obcisłą, brązową bluzkę, która uwydatniała mało korzystną figurę kobiety. - Mam tylko nadzieję, że to nie jakiś szaleniec...

- Rozejrzę się w czasie patrolu Pani B.

- Pani B.?

- Nie będę używał przecież pełnego nazwiska ofiary - podniósł się, ukazując swoją szczupłą sylwetkę. W kilku krokach znalazł się przy kobiecie, obejmując ją i doprowadzając do drzwi.

- O-ofiary? - wymamrotała zdenerwowana, wychodząc na zewnątrz. - Ale ja jeszcze nie jestem...

- Dziękuję, że pani przyszła. Skontaktuję się w przeciągu dwóch dni - uśmiechnął się do niej, zatrzaskując drzwi.

Przez moment blondyn stał nieruchomo, wodząc wzrokiem po swoim obskurnym gabinecie. Czego można było się jednak spodziewać po piwnicznym pomieszczeniu, zawalonym starymi gratami, biurkiem i kartonami pełnymi konfitur, dawanych mu z wdzięczności za... Wszystko.

- Jest! - krzyknął, skacząc na sofę. Drobiny kurzu wzniosły się w powietrze, przez co stało się one mętne.

Niebieskooki zaczął machać nogami i śmiać się cicho. W końcu miał szansę pokazać, swoją prawdziwą wartość. Kto wie. Może po rozwiązaniu takiej sprawy, mógłby wrócić do kryminalnych? Odetchnął na samo wspomnienie ciepłej posadki w policji, z której zresztą, niesłusznie, został wyrzucony.

Detektyw Z Przypadku Przeczytaj tę opowieść za DARMO!