✨ 17. Przekonania się zmieniają

18.6K 1.4K 798


Miałam dziesięć minut, więc zgodnie z założeniem Westona przyszłam po... dwudziestu. Nie przejmowałam się jego marsową miną. Ostatnio przejął kontrolę nad niemal wszystkimi aspektami mojego życia. Musiałam walczyć chociaż o tę odrobinę wolnej woli, która mi została.

Zmierzył mnie uważnym spojrzeniem i nic nie powiedział. Przyjęłam to jako akceptację dla mojego stroju. Nie powiedział, dokąd się wybieramy, więc nie wiedziałam, co na siebie włożyć. Makijaż ograniczyłam do tuszu do rzęs. W ostatnim czasie Weston widywał mnie w gorszym stanie, brak makijażu nie mógł robić różnicy. Poza tym nie zamierzałam się stroić, nie dla niego. Zadbałam jedynie o okulary przeciwsłoneczne - limo pod okiem nadal było mocno widoczne.

Wizja wspólnego spaceru napawała mnie nieokreślonym lękiem. To miał być pierwszy raz, kiedy znajdziemy się w swoim towarzystwie w zwykłej codziennej sytuacji. Nie wiedziałam, czy i o czym będziemy rozmawiać. Strach wynikał z wielu kwestii. Po pierwsze: zawsze się kłócimy. Po drugie: nieliczne chwile, kiedy się nie kłóciliśmy, wiązały się z bliskością cielesną, gdzie na samo wspomnienie robiło mi się gorąco. Po trzecie: nadal telepały mną nerwy po tym, co zrobił ze zdjęciami. Ten spacer nie mógł skończyć się dobrze, po prostu nie mógł.

Pięć minut później zastanawiałam się, czy to w ogóle będzie spacer. Przeszliśmy do garażu, w którym stało sześć aut. Jednym z nich był Mercedes Westona i to właśnie do niego mnie zaprowadził. Podszedł od strony pasażera, otworzył drzwi i głową nakazał wsiąść. Ten przejaw rycerskości był tak szokujący, że w pierwszej chwili zapomniałam języka w gębie. Ostatecznie wykrztusiłam krótkie: „Dziękuję", na co on po prostu zatrzasnął drzwi.

Cisza między nami nie należała do przyjemnych. Samuel jechał w tylko sobie znanym kierunku, prowadził pewnie i stanowczo, był konkretny i dostojny jak zawsze. Nie chciałam się gapić, więc tylko od czasu do czasu zerkałam kątem oka. To był kolejny powód do strachu: z całą moją niechęcią do tego chłopaka, nie mogłam zaprzeczyć, że był pociągający. Samo patrzenie na niego sprawiało przyjemność. Świadomość, że podobał się tak wielu dziewczynom, ale to na mnie zwrócił uwagę, łechtała moje próżne ego. I chociaż jego atencja kosztowała mnie wiele nerwów i wyrzeczeń, jakaś część mnie była nim zauroczona. Czy to w ogóle ma sens?

— Doktor Wilson kazał mi zabrać cię na świeże powietrze. Groził tygodniową narkozą i zamknięciem w piwnicy.

Mimowolnie parsknęłam śmiechem. Lekarz Westonów nie był miłym człowiekiem, a jednak miał w sobie ludzkie odruchy. Na dodatek najwyraźniej nie bał się Samuela. Nie skomentowałam tego. Na język cisnęły mi się same nieprzyzwoite komentarze.

Po trzydziestu minutach w samochodzie zaczęłam czuć zmęczenie. Odrobinę kręciło mi się w głowie. Podejrzewałam, co może być przyczyną, ale liczyłam na to, że spacer rozwiąże ten problem.

— Daleko jeszcze?

Weston rzucił mi krótkie spojrzenie.

— Za dziesięć minut będziemy na miejscu.

Tak też się stało. Dokładnie dziesięć minut później stanęliśmy koło rozległego parku. Nie było zbyt wielu spacerowiczów, co niespecjalnie mnie dziwiło. Ludzie wpadli w przedświąteczny szał, nie w głowie im były spacerki rekreacyjne.

Nie zdążyłam dobrze odpiąć pasa, kiedy Samuel już otwierał drzwi od mojej strony. Na widok mojego zdziwienia prychnął z pobłażaniem.

— Nie jestem prostakiem, Ava.

Zamknęłam usta, zdając sobie sprawę, że były otwarte w geście zdziwienia. Spuściłam wzrok. W tym przypadku również zachowałam milczenie. Nie chciałam prowokować kłótni, bo nie miałabym dokąd uciekać, a nie miałam siły na konfrontację. Nadal odczuwałam zawroty głowy.

Książę Mafii (High School Tales) || ✔️Przeczytaj tę opowieść za DARMO!