Już na korytarzu czułam zapach kawy, którą Harry ubóstwia. Wchodząc do kuchni, zauważyłam go, siedzącego przy stole, nerwowo tupiąc nogą, udając pozory spokojnego. Od razu podeszłam do niego.

-Nie za swobodnie się tu czujesz – zapytałam, zwracając jego uwagę.

-To teraz nieważne — odpowiedział, gdy siadałam naprzeciw niego — Zdążyłem już być w Biurze. Trzy czwarte osób się rozpłakało, gdy na nich wrzeszczałem, a reszta zrobiła się czerwona w tym Ron — żalił się. Tyle się namęczył i nic z tego na razie nie ma.

-Na Rona też wrzeszczałeś?

-Jest na mnie bardziej obrażony niż na czwartym roku — powiedział smętnie, mieszając od niechcenia w kubku – nie mógł zrozumieć, co zrobił nie tak.

Harry ma to do siebie, że nie lubi się kłócić z Ronem. Od zawsze, wszystkie kłótnie ciężko znosił.

-Ron jest bardzo zawzięty, a Malfoya nie toleruję najbardziej — próbowałam wytłumaczyć byłego chłopaka.

- Racja — przyznał mężczyzna — a skoro już o Malfoy'u mowa, to byłem w Nowym Mungu, odebrać Savege'a, który obiecał powtórkę z mojego wykładu w Biurze, ale zanim wyszliśmy, poszliśmy sprawdzić, jak czuje się Fretka.

-I...- dopytywałam?

-Jest niedobrze — rzekł ze zgrozą — Uzdrowiciele połatali go zewnątrz, ale co chwilę ma krwotok wewnętrzny zagrażający życiu, a jak się budzi na kilka minut, to nie jest świadomy otoczenia, wrzeszczy, jak w agonii, po czym znów jest usypiany. Nie wiem jakich klątw użył Jordan, ale były paskudne.

Nawet nie zauważyłam, że przyłożyłam rękę do ust. To okropne. Jak można być takim potworem i zrobić coś takiego innemu człowiekowi?

-To mam nadzieję, że jak się zanurzę znów we wspomnienia Malfoya uda mi się rozpoznać kilka uroków — powiedziałam ze ściśniętym gardłem.

-Chcesz tam wrócić? - zapytał z niedowierzaniem.

-Nie, ale Kingsley mnie o to poprosił. Mam spisać wszystko, co było na ścianach w tamtym pomieszczeniu.

-Cóż, Twoja wycieczka musi poczekać, bo potrzebuję cię — muszę przyznać, że mnie zaciekawił — Chcę, byś poszła ze mną do Parkinson.

Nie powiem, zamurowało mnie. Nie tego się spodziewałam. Myślałam, że chodzi mu o Jordana.

-Okej — zaczęłam - Pójdę, ale czemu nie pójdziesz sam?

-Po prostu, nie chcę sam rozmawiać z Parkinson w siedlisku paparazzi — odrzekł lekko zawstydzony.

-No dobrze -zgodziłam się, starają się jednocześnie ukryć uśmiech — możemy już iść?

-A ty nie jesz śniadania? - zapytał zdziwiony, wskazując na lodówkę.

-Harry, mogę Ci obiecać, że jeśli cokolwiek tutaj znajdziesz, to będzie niejadalne. Chodźmy.

~*~

Jakiś czas później, czyli po śniadaniu w kawiarence obok mojego domu, aportowaliśmy się koło redakcji, gdzie pracowała Pansy Parkinson. Ona sama zaczynała w Proroku Codziennym, ale szybko stamtąd odeszła. Prorok od wojny jest na granicy bankructwa, a jego wpływy zaczął przejmować Żongler, i nowopowstała redakcja Wizjoner Merlina. Wizjoner został założony przez nijakiego Johna Johnsona, który stawiał na suche fakty. Każdy artykuł musiał być rzetelny i zgodny z prawdą. Poza tym był dawnym kolegą Kingsleya, jeszcze z Hogwartu.

Wchodząc do redakcji, można było ją pomylić z mugolską. Jak jeszcze chodziłam do zwykłej szkoły, mieliśmy wycieczkę do Daily Mail. Wizjoner był podobnie urządzony.

Naprzeciw Śmierciożercom - DramionePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz