Gregor samotnik » W poszukiwaniu nart

157 26 22
                                          

Każdy miał miłość swojego życia, prawda?

Właśnie o to chodzi, że miałem.

Miałem miłość, która ślepo trafiła i złamała mi serce. Potrzebowałem osoby, która będzie w stanie mnie pocieszyć. Właśnie. Humor to podstawa. Jako doświadczony skoczek, wiem, że podczas konkursu, może się wszystko zdarzyć.

Raz, po konkursie w Wiśle, była taka impreza, że ja się obudziłem bez koszulki, która się później ukazała w moich majtkach (nie pytajcie proszę), a moje narty, w dziwny sposób, jakimś cudem leżały na mnie. Reszta austriackiego teamu obudziła się m.in. w schowkach na narty, Stefan się w szafie, a co najlepsze, w połowie goły, leżąc na Michim. Niemcy się obudzili na skoczni, Andi ze swoją żoną Kingą, byli na trybunach, leżąc w nieopisany sposób na sobie (oczywiście byli pod osłoną popierków od kebabów), Freitag tez ze swoją żoną Julką, ale ci byli na samej górze, budząc się z butelkami polskiej wódki w rękach. A Markus ze Stephanem, z kolei obudzili się w budce jury ze słuchawkami na uszach. Polacy, razem z Finami, rozkoszowali się (sądząc po dobraniu się) Finlandią. Ale ci, mieli szczęście i obudzil się w hotelu. Słoweńcy, oczywiście, brali zioła od Laniška i przez to, Domen przejadł się salatką z papryki i pomidora, cały czas jego brzuch śpiewał pieśń godową wielorybów. Peter oczywiście, jak ma najstarszego przystało, obudził się całkiem goły i to jeszcze w towarzystwie swojej żony, którą każdy nazywał Misia. Pomijając fakt, że Jernej też obudził się nago w łóżku, ale... Z dziewczyną Tilena. Mniejsza. Norwegowie też sobie nie szczędzili... Daniel oczywiście z laczkami sobie spał, a jego żonka, Paulina, też spała, ale w objęciach swojego kota. Ale też inni, jak np. Anders, któremu coś się stało... I obudził się z zielonymi włosami.

Imprezka była, każdy coś zmienił w swoim życiu... Ja też, ale na chwilę... Ja zawsze byłem samotny... Miałem grono wiernych fanek, ale chyba nie będę się wiązał z dwunastolatką?

Lecz tamtej nocy wydarzyło się coś wspaniałego...

Nie chciałem iść na ta imprezę, ale jak to mówią, mus to mus. Stefan, Michael i Manu wręcz siłą mnie wyciągnęli z mojego cudownego pokoju. Tej nocy nie spodziewałem się, że ktoś wyjdzie trzeźwo z tej imprezy.

Już około godziny dziewiętnastej, w klubie koło skoczni, który nazywał się "Klub 69" (skąd oni biorą te nazwy?) zdążyło się uzbierać kilka drużyn, które chciały się troszkę rozerwać.

Po wejściu, na samym początku, dało się wyczuć silną woń ziół, które jak pewnie wiecie, należały do Laniška. Od razu można było zobaczyć młodego Słoweńca w towarzystwie równierz młodego chłopaka, Domena, którzy nie szczędzili sobie, przez co już byli podjarani i wciągali kolejne porcje towaru. Wiedziałem, że w gruncie rzeczy ja też się na załapie.

W głębi klubu, mogłem ujrzeć dziewczyny na rurach, które tańczyły specjalnie dla naszych Polaczków. Widziałem, że nie jeden miał oczy jak pięciozłotówki i nawet grzeczniutki Kamil Stoch nie mógł się oprzeć i poszedł do pokoju z jakąś blondynką.

Idąc dalej, mogłem zauwazyć długie loże, które były specjalnie wyznaczone, oczywiście dla naszych żonatych skoczków. Na samym środku, Julka gorąco całowała się z Richim, któremu się to najwyraźniej podobało. Później siedziała Kinga z Wellim, którzy (jak zawsze) szeptali sobie czułe słówka i rozbierali się wzrokiem. Oczywiście, jak tradycja każe, Misia z Pero mało się nie pożarli, bo wyglądali tak, jakby zaraz mieli się tu... No wiecie. I za nimi była ostatnia para, czyli Danny i Paulina. Ci dwoje, za to nie całowali się, ale pili wódkę i co jakiś czas nacząco na siebie spoglądali. Już po pięciu minutach można było usłyszeć zamykanie drzwi od klubowego pokoju.

My za to, kiedy doszliśmy do końca sali, zobaczyliśmy wielką gablotę... A w niej...

Narty.

Narty, ale... One były specyficzne. Miały idealnie docięte końce... One były tak idealnie zaokrąglone... były dopasowane do długości desek...

Niemożliwe...

Te o to narty były rzeczą idealną... Nie dało ich się opisać tak, aby mogły być nazwane najlpeszymi nartami na świecie.

Pewnie teraz nazwiecie mnie dziwakiem...

Ale ja wiem, że te narty są stworzone tylko i wyłącznie dla mnie. Nikt nie może mi ich odebrać.

- Michael.. Do kogo należą te narty? - Cichutko spytałem.

- A co? Ładne nie? Sam przeczytaj... Tam na dole jest napis..

Zbliżyłem się do gabloty, gdzie widniała naklejona kartka:

"Posiadacz tych nart będzie ich strzegł i chronił. Będzie je kochał całym sercem. Ale niestety niedługo zakończy karierę..."

Skoczek, który ma zakończyć karierę...

Nie mam pojęcia, kto ma zakończyć karierę, ale wiem jedno.

To na pewno nie ja.

W tej chwili, wszystkie pozytywne emocje ze mnie wyparowały, jak forma Czechów w tym sezonie... Zginęły i nie wrócą. Ze smutną miną skierowałem się w stronę chłopaków, którzy widzieli moją reakcje i byli tacy kochani, że pomyśleli o wszystkim i czekali na mnie z pełnymi kieliszkami.

Wiem, że to dziecinne, ale te narty, marki Fisher, które przyciągały wzrok nie jednego skoczka.

Kiedy po 20 (chyba) kieliszku, zacząłem opowiadać o mojej sympatii do nart, stało się coś, czego nikt by się nie spodziewał.

W jednej chwili, wszystko wokół mnie zaczęło wirować, kompletnie nic nie widziałem i w czułem, jak ktoś ciągnie mnie za rękę w nieznanym mi kierunku. Niestety nie widziałem nic, co mogłoby mi pomóc w zidentyfikowaniu osoby, która mnie porwała. Ale już po chwili, mogłem ujrzeć zielono - jaskrawą koszulkę z wielkim napisem...

Fisher.

W tej chwili wiedziałem już wszystko. Narty, idealne narty, ewaluowały w piękną blond dziewczynę z piwnymi oczyma.

Ciągle trzymała mnie za rękę i za nim się zorientowałem, zostałem pozbawiony ubrań...

Następnego ranka, z ogromnym bólem głowy, obudziłem się...

Ale niestey już z nartami.

Byłem smutny, ale z drugiej strony, byłem szczęśliwy, że przez jedną noc mogłem poczuć, jak to mieć prawdziwą drugą połówkę.

◻◼◻

A więc, tak mnie jakoś...

No nie wiem do końca co to jest, ale pomińmy ten aspekt.

W shocie wystąpiły:

ok666ok666 jako Kinga Wellinger
Milikeen jako Paulina Tande
HHDSJDJ jako Julia Freitag
OnTheWayToDreams jako Misia Prevc

I inni.

Jak widać, to opowiadanie, jest nie na poważnie i należy je brać z dystansem.

Było ono pisane na spontanie i ciągle na wizji członków grupki, która jak wiadomo założyłam.

No, jeśli ktoś doczytał to niech tu napisze OTP dla Gregora i Fisher, co?

No to koniec.

Dziękuję i liczę, że się podobało.

Zakończono, 22:33, niedziela, 11 marca, 2018r.

1023 słowa.

(Jest dostępna druga cześć na moim profilu!)

Gregor samotnik » W poszukiwaniu nartWhere stories live. Discover now