Rozdział 19

285 28 2

  Wpatrywałam się w główny plac, który od świtu zagęszczał się służbą, przechodzącą się między zamkiem a karocami ładując na nie wszelkie kufry. Założyłam diadem na głowę, zerkając na siebie krótko w odbiciu szyby i poczułam iskrę prądu, gdy mój wzrok spotkał się z zarysem pudła przy łóżku. Moja krew szumiała myślą, iż już wkrótce zamienię błękitną suknię na skóry bitewne.

- Czyżbym widział łzy w twoich oczach? – zakpił z szelmowskim uśmieszkiem Monroe opierając się o krawędź balustrady schodów, którymi zeszłam.

- Wmawiaj sobie dalej, książę – prychnęłam, i mimo że łgał czułam smutek. W ciągu piętnastu minut opuści próg Stali i doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie prędko znowu się spotkamy. Byłaby to zapowiedź jutra zmazanego krwią.

- Oj, zawsze można pomarzyć – przewrócił jasnymi oczami i ściszył głos. – Niestety nasze lekcje muszą zostać przełożone na czas nieokreślony, ale wierzę, iż niedługo się spotkamy. Szybciej niż sądzisz.

- Skąd ta pewność? – przechyliłam głowę a loki otuliły bok mojej twarzy. Wiedziałam, że bariera otulała nasz szczelnie, mimo że w zasięgu wzroku nie było nikogo, ponieważ służba była zaabsorbowana wyjazdem dworu Wiatru.

- Eris Renesmee Nox posiadasz niesamowity talent do pakowania się w kłopoty – zachichotał, ale powaga czaiła się w jego spojrzeniu. – Sądzę, że umiarkowany spokój, który panował był tylko przykrywką pod naszą obecność. Teraz nic ci nie będzie stało na drodze twoich planów, a po twoim spojrzeniu sądzę, iż nie chciałbym ich znać.

Na Kapłankę, nawet nie znał strzępka moich zamiarów, ponieważ mogłoby być to dla niego destrukcyjne. Jednakże miał świadomość, iż coś szykowałam a chwilowa ostoja to cisza przed huraganem, który nadchodził.

- Czasami zastanawiam się, dlaczego aż tak dobrze mnie znasz? – mruknęłam a dreszcz przeszył moje odsłonięte ramiona. – Dużo lepiej niż ktokolwiek dotychczas.

- Słyszę i widzę więcej, ponieważ nie boję się tego, co zobaczę – powiedział z pewnością, przeszywając mnie uważnym wzrokiem. – Wierzysz w przeznaczenie, Eris?

- Wierzę, że sama piszę przyszłość, choć odgórnie całe moje życie spisano na straty – odparłam. – Zupełnie jakby cień otaczał całe moje istnienie pilnując żebym zbyt długo nie zawitała równowagi.

- Cóż, mam inne zdanie – uśmiechnął się tajemniczo. – Każdy ma coś do zrobienia w tym świecie a ty Eris zostałaś stworzona do wielkich rzeczy. Tylko o jedno cię proszę, zachowaj w tym wszystkim swoje człowieczeństwo.

Zanim zdołałam się zagłębić w jego zagadki wyczułam upadek ściany, gdy pojawił się koło mnie Jaxon wraz z bratem. Napięcie zgęstniało momentalnie, choć starałam się zachować neutralność.

- Książęta miło was było poznać – zaczął Monroe, zaplatając ramiona za plecami. – Mam wrażenie, że niedługo się spotkamy, dlatego do zobaczenia.

Ściągnęłam mięśnie w skoncentrowaniu, zastanawiając się co tu się u diabła działo? Dwójka mężczyzn nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć na jego pożegnanie a on nie przejmował się milczeniem i odszedł kłaniając się, przy czym mrugnął do mnie ostatni raz.

Pytania namnażały się, nie dając odpowiedzi i dopiero później zdałam sobie sprawę, że czasami niewiedza była zbawieniem. Nosiłam niewypowiedziany ciężar, ale dopiero, gdy wtrąciłam się do więzienia własnego ja zrozumiałam, że oddałabym wszystko, aby cofnąć czas i nigdy nie poznać prawdy.

Zacisnęłam pięści z bolesną powolnością, rozluźniając je tylko po to, aby poczuć ciężar ostrzy wszytych w strój. Zrównałam się z moim dzikim spojrzeniem w lustrze, doszukując się czegoś co dawno znikło – empatii.

Queen of BloodPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!