31. Małe kroczki

5K 426 103
                                                  

           

Kilka zdecydowanie za długich sekund zajęło Hermionie przypomnienie sobie, gdzie się znajduje. Roześmiała się głośno, błagając w myślach Merlina, aby nie zabrzmiało to nerwowo. I, oczywiście, skutek był zupełnie odwrotny.

— Słucham? — spytała, próbując grać głupiutką, naiwną nastolatkę. Jakby ktokolwiek miał w to uwierzyć, pomyślała.

— Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że ta cała gra przychodzi ci bez trudu — odparła bez krępacji Aurora. Jej ciemne oczy wciąż lustrowały Hermionę, która nagle poczuła uderzenie gorąca, jakby przeniosła się na pustynię. Bez wody, bez żadnej osłony. Wystawiona na jej palące spojrzenie poczuła, że zaczyna się topić, a pot ściekał cienkimi strużkami po jej plecach, mocząc włosy na karku. Desperacko próbowała znaleźć wyjście z tej kłopotliwej sytuacji, ale jej umysł nie raczył z nią współpracować. Wstała, podchodząc szybko do okna, co dało jej kilka sekund z dala od wzroku Aurory i nabrała powietrza do płuc. Pozwoliło to uspokoić się na tyle, że powoli w jej głowie pojawiał się zarys planu awaryjnego. Którego — znów — nie przewidzieli. Geniusze, prychnęła w myślach.

— Przykro mi, że sugerujesz coś tak okropnego — mruknęła pod nosem, próbując brzmieć na nieco urażoną. — Rozumiem, że stajesz po stronie Minerwy i tobie również nie jest w smak nasz związek, ale żeby sugerować coś tak... okropnego...

Skrzypnięcie fotela przerwało jej monolog. Hermiona spojrzała wojowniczo na ciemnoskórą nauczycielkę, która wciąż unosząc brew, podeszła do niej i spojrzała jej prosto w oczy.

— Masz rację. To, co zrobiliście jest okropne. — Cholera, jakim cudem to na nią nie działa?, myślała gorączkowo dziewczyna, czując, że jej dłonie pocą się jak szalone. — Ale to pierwsza interesująca rzecz, jaka od dawna dzieje się w zamku.

Amnezja.

Niedowierzanie.

Szeroko otwarte usta.

Po raz kolejny, wyjątkowo tępy wyraz twarzy.

Severus byłby dumny.

— To, co sugerujesz jest niedorzeczne... — zaczęła słabo, na co Aurora roześmiała się weselej i poklepała ją matczynym gestem po ramieniu. Zaskoczona i do granic możliwości spięta Hermiona wodziła wzrokiem za starszą czarownicą, która zaczęła przechadzać się po jej gabinecie i rozglądała się zaciekawionym wzrokiem po jego wnętrzu.

— Ta kobieta lata temu nastąpiła mi na odcisk, a od tamtego czasu tylko utwierdzała mnie w przekonaniu, że karma do każdego kiedyś powróci. — Kobieta wydawała się rozbawiona i jednocześnie tak przeraźliwie pewna siebie, że Hermiona miała wrażenie, jakby tę pewność wysysała z jej ciała. Kiedy ponownie ich spojrzenia się skrzyżowały, przełknęła ślinę, nie będąc w stanie nic powiedzieć. — Dlatego doskonale rozumiem, dlaczego to robicie. I muszę przyznać, wychodzi wam to świetnie. Ale cóż, cienia nie przechytrzysz.

— Nie rozumiem — mruknęła Hermiona, marszcząc brwi i zakładając ramiona na piersi.

— Popełniliście jeden zasadniczy błąd. Zwracaliście uwagę na to, co widać. A mnie... — Profesor Sinistra zaśmiała się urywkowo pod nosem. — Cóż. Łatwo jest przeoczyć, zwłaszcza w ciemnych zaułkach.

Posłała dziewczynie wymowne spojrzenie, uśmiechając się zachęcająco. Hermiona nie widząc sensu w dalszym kłamaniu, przełknęła ślinę, unosząc wyżej brodę. Nie podejrzewała czarownicy o spisek z Minerwą, nie po tym, co przed chwilą usłyszała. Czujna podświadomość jednak podpowiadała, że szpiegowania i podsłuchiwania też nie mogła się spodziewać po niepozornej nauczycielce.

Sojusz, Granger?Where stories live. Discover now