-Dobrze Jamesie, zatem odpal już silniki i daj mi zaledwie 2 minuty.- odprawiłem mężczyznę machnięciem ręki, na co on skłonił się i zagłębił w środku maszyny.

-Nie potrzebuję i nie chcę żadnej kobiety...-odwarknąłem, przenosząc ponownie całą uwagę na towarzysza przede mną.

-A gdyby pojawiła się twoja przeznaczona, to co wtedy?- przerwał mi brunet, z szelmowskim uśmieszkiem.

-Wtedy zabił bym plugawą pijawkę i patrzył jak cierpi, ponieważ więź mate utrudniła by mi jedynie moje spokojne życie i zakłóciła  idealny stan  egzystencjalny. 

-Jak możesz tak mówić?! Więź mate jest najpiękniejszym z możliwych doświadczeń w życiu. Gdybyś kiedykolwiek zrobił krzywdę swojej przeznaczonej, pamiętaj, że również ciebie zaboli to ale podwójnie mocno.- warknął ostrzegawczo, przybliżając się tym samym w moją stronę.

-Rozumiem Jake, może kiedyś jeszcze dasz mi swoje rady.- parsknąłem kpiąco - Ale niestety czas na mnie.

-No jasne, jak zwykle...-mruknął.

-Dzięki wielkie za pomoc, bez ciebie nie odnalazłbym tak szybko Carmen.

-Żaden problem, tylko proszę opiekuj się nią. Niech wyzdrowieje i lepiej żeby dotrwała do końca tego lotu, bo inaczej osobiście cię uszkodzę bez względu na to kim jesteś.- śmieszyły mnie jego słowa, ponieważ wiedziałem iż nie ma on ze mną jakichkolwiek szans. Byłem zbyt silny, aby mógł mnie pokonać. Machnąłem ręką w górę, w geście pożegnania, po czym podbiegłem do samolotu aby wsiąść na pokład. 

Podszedłem do pilota, informując go o swoim przybyciu i o tym, że może już  startować.

-Beto, usiądź i zapnij pasy. Panienkę Carmen położyłem na tylnych dwóch siedzeniach i już zdążyłem przypiąć pasami, aby nie spadła. Koce wraz z poduszkami są w szafce nad jej siedzeniami, dlatego dobrze by było wyciągnąć je i opatulić nimi panienkę. Jest zziębnięta.

Na te słowa mój wilk warknął ostrzegawczo, ponieważ jego zdaniem nikt nie miał prawa dotykać mojej przeznaczonej, a w szczególności gdy był to mężczyzna.

-Dobrze, dziękuję ci za troskę jednak zajmij się teraz tym co należy do ciebie,a mi pozostaw opiekę nad nią.- sarknąłem sfrustrowany całą tą sytuacją związaną z więzią mate. Pilot popatrzył na mnie pytająco, jednak nie odezwał się już  za co byłem mu wdzięczny.

Ruszyłem w stronę swojego miejsca, aby zapiąć pasy, jednak jej zapach przez chwilę otumanił moje zmysły, nie pozwalając racjonalnie myśleć. Usiadłem bezwładnie na siedzenie i chwilę zajęło mi powrócenie do rzeczywistości.  Nie chciałem na nią patrzeć, dlatego zmuszałem się do ciągłego wpatrywania w okno. Gdy minęło zaledwie 15 minut uświadomiłem sobie, iż zapomniałem zadzwonić do Clemensa aby poinformować go o powodzeniu całej misji i powrocie do Ameryki. Wyciągnąłem z kieszeni swych spodni telefon, po czym wybrałem numer do alfy. 

-Nareszcie, jakie masz dla mnie wieści? Nie poinformowałeś mnie o niczym od momentu twojego wyjazdu z watahy. Znalazłeś ją?- ton jego głosu był na podziw spokojny i odprężony.

-Odnalazłem,  właśnie lecimy do domu.- uśmiechnąłem się, wyobrażając sobie zaskoczenie jakie musiało w tym momencie ogarnąć przyjaciela.

-Niewiarygodne... naprawdę ci się udało? Czy ona się zgodziła? Powiedziałeś jej o nas? Jak zareagowała? Jak ją przekonałeś, a może ją porwałeś?- musiałem mu przerwać, ponieważ zadawał mi zbyt wiele pytań przez co nie mogłem odpowiedzieć.

-Problem jednak jest taki, że ona o niczym nie wie... Jest nieprzytomna i będziemy chyba potrzebować po przylocie lekarza.- mruknąłem, czekając zniecierpliwiony na jego odpowiedź.

OddalonaWhere stories live. Discover now