Rozdział dwudziesty dziewiąty

1.1K 129 115

Poprzedni rozdział skończył się dramatycznym telefonem od Landona i natychmiastową reakcją Tessy, która stwierdziła, że musi jechać do przyjaciela jak najszybciej, olewając swojego chłopaka. Po jakichś piętnastu minutach bohaterka podjeżdża pod wskazany w esemesie adres.

Domy na ulicy są duże, wyglądają jak posiadłości. Dom, którego szukam, jest co najmniej trzy razy większy niż mój rodzinny. To zabytkowy budynek z cegły z pochyłym trawnikiem, dzięki któremu wygląda, jakby stał na wzgórzu. Nawet w świetle latarni jest piękny. Domyślam się, że to dom ojca Hardina, ponieważ na pewno nie należy do studenta college'u. To również jedyny powód, dla którego Landon mógłby tu być. Biorę głęboki oddech, wysiadam z samochodu i wchodzę na stopnie prowadzące do drzwi. Pukam w nie mocno, a one otwierają się już po kilku sekundach.

To znaczy... jaki powód? Bo to, że jest to dom ojca Hardina – spoko, przyjmuję bez mrugnięcia okiem. Nie bardzo wiem, CO JEST POWODEM, dla którego miałby tam siedzieć Landon. Co prawda mogę się domyślać, ale NIE W TYM momencie. To może nastąpić za kilka akapitów.

Dzienna dawka głupoty: 263

Tessa wchodzi do środka i zaczyna rozmowę z Landonem. Pyta go, gdzie jest Hardin, co takiego zrobił i dlaczego akurat ona jest tutaj niezbędna.

– A ja jestem tu, bo...? – pytam najuprzejmiej, jak tylko potrafię. Co ma ze mną wspólnego utrata kontroli przez Hardina?

– Nie wiem. Wiem, że go nie znosisz, ale z nim rozmawiasz. Jest naprawdę pijany i bardzo agresywny. Przyszedł tu i otworzył butelkę szkockiej ojca. Wypił prawie połowę! A potem zaczął niszczyć różne rzeczy: porcelanę mojej matki, serwantkę, generalnie wszystko, co mu wpadło w ręce.

– Co takiego? Dlaczego?

Hardin powiedział mi przecież, że nie pije... Czy to też było kłamstwo?

– Jego tata oświadczył mu, że biorą ślub z moją matką...

– I? – Nadal nic nie rozumiem. – Hardin nie chce, żeby się pobierali? – pytam.

Landon prowadzi mnie do dużej kuchni. Wzdycham na widok bałaganu, którego narobił Hardin. Potłuczone naczynia leżą na podłodze razem z dużą drewnianą serwantką, którą ktoś przewrócił i rozbił jej szyby.

– Nie, to długa historia. Jego tata zadzwonił do niego i powiedział mu o tym, a zaraz potem wyjechali z moją mamą na weekend, żeby to uczcić. Myślę, że Hardin przyjechał tutaj, żeby skonfrontować się z ojcem. Nigdy tu nie przyjeżdża – kontynuuje Landon, otwierając kuchenne drzwi.

W tym momencie możemy gdybać: że Landon mieszka razem z ojcem Hardina i swoją matką w tym domu (wnioskując po tym, że znajdowała się tutaj jej zastawa, możemy tak przypuszczać) albo przyjechał, ponieważ świeżo upieczeni narzeczeni poprosili go o przypilnowanie dobytku podczas ich nieobecności.

TUTAJ dopiero możemy mieć jakikolwiek powód jego obecności w tym domostwie.

Dzienna dawka głupoty: 264

Dostrzegam cień siedzący przy małym stoliku na patio. Hardin.

– Nie bardzo wiem, co czego oczekujesz ode mnie, ale spróbuję coś zrobić.

Landon kiwa głową. Pochyla się i kładzie dłonie na moich ramionach.

– Wołał cię – mówi mi cicho.

Analiza "After"Przeczytaj tę opowieść za DARMO!