11

10 0 0

Sara+Marco

Siedzimy już chyba całą wieczność w szpitalu, a tak na prawdę to już od godziny, czekamy w sali gdzie jeszcze przed chwilą była mama, zabrali ją na badania. W domu, gdy mama upadła, i gdy próbowałam ją ocucić Marco zachował zimną krew i zadzwonił po karetkę, próbował ją także reanimować,widziałam że się bał, ale na szczęście mama wytrzymała do przyjazdu sanitariuszy i aż do szpitala, guz dał o sobie znać, a myślałam że nie jest jeszcze aż tak poważnie. Boję się, nie mogę jej stracić.

-Będzie dobrze Kochanie, twoja mama wyzdrowieje.

-Skąd możesz wiedzieć? Nie jesteś cudotwórcą!- wybucham

Jednak nie okazuje, że go uraziłam po prostu wtula mnie na powrót w siebie.

Sytuacja była napięta, nie mogłem być cały czas przy Sarze, telefon się rozdzwaniał, i rozmawiałem z lekarzami, jaki jest stan jej mamy by można było ją przewieźć w miarę szybko do Rzymu, rozmawiałem z lekarzem w klinice gdzie był mój ojciec, już na nią czekają, muszą mieć tylko komplet badań na które obecnie czekamy. Nie winię Sary, że się zdenerwowała,też bym tak zareagował i wiem co czuje, nigdy nie zapomnę kiedy mój ojciec wylądował na serce w szpitalu gdy miałem niewiele ponad 14 lat, wtedy jeszcze byliśmy zżyci i nie planowałem piłkarskiej kariery czego on nie zrozumiał, jedynie matka, gdy odszedłem dwa lata później z domu umarł, tak po prostu.

-Marco...-z rozmyślań wytrąca mnie wypowiedziane przez moją kruszynkę moje imię.-Ja...przepraszam...ja po prostu...tak się boję...-czuję jej dłonie na mojej klatce piersiowej i jej mokre policzki na plecach,odwracam ją przodem do siebie i wtulam w moją klatkę piersiową.

Stoimy tak dłuższą chwilę, gdy czuję że uginają się jej nogi łapię ją pod kolanami, biorę na ręce i siadam z nią na krześle trzymając ją przy sobie, a Sara wtula się we mnie aż do uspokojenia się przynajmniej nie na długo bo zaraz się zrywa gdy idzie lekarz. Obejmuję ją ramieniem by czuła moją obecność.

-Panie doktorze co z nią?-pytamy jednocześnie a lekarz wygląda jakby robił zeza.

-Guz uciska nerwy w głowie pani mamy, musi być operowana choć i to nie najlepszy pomysł, bo mogą być powikłania, na razie trzeba czekać. Wykonał pan kawał dobrej roboty.-mówi i wyciąga do mnie rękę.

Czuję się podle, bo nie mogę nic więcej zrobić, pomóc jej, a to co zrobiłem w domu powtórzyłbym z milion razy bo tak powinien zachować się każdy człowiek. Sara objęła się ramionami, które zacząłem pocierać rękoma, była wychłodzona.

-Możemy do niej wejść-pytam korzystając z tego, że Marco po raz kolejny odpłynął myślami.

-Tylko na chwilę, pacjentka musi odpoczywać, a pani powinna coś zjeść i wypić coś ciepłego,musi pani o siebie dbać.

-Widzisz skarbie? Nie tylko ja ci to powtarzam.-mój ukochany próbuje rozluźnić atmosferę ale ja nie mam sił na jego żarty.

-Marco, proszę, nie teraz...

-No co? Przecież ja tylko...

-Wiem.-odpowiadam, wysuwam się z zasięgu jego ramion i idę do mamy.-Idziesz czy stoisz?!

Po chwili styki chyba mu w głowie zaskoczyły i podąża w moim kierunku.

Podchodzę do łóżka na którym śpi mama, mój ukochany prześladowca stoi za mną i gładzi moje ramię na zmianę całując raz jedno raz drugie dla pokrzepienia za co jestem mu teraz wdzięczna.

-Pan doktor ma rację skarbie,powinnaś coś zjeść choć troszeczkę, teraz i tak nie zrobimy dla twojej mamy, ona musi odpoczywać. Rozmawiałem z lekarzem w Rzymie,szykują wszystko na jej przybycie, jeszcze w tym miesiącu twoja mama stanie na nogi.

Uwierz w nasRead this story for FREE!