10

7 0 0

Sara

Pierwsze promienie słońca przebijały się do mojego pokoju tym samym wybudzając mnie ze snu.Niestety zapomniałam zasunąć rolety, i nawet i to nie jest najgorsze, czyli światło słoneczne bo mogłabym zakryć głowę kołdrą i spać dalej. Mój sen przerywało jednak czyjeś ciepło obok mnie, i ciężar na łóżku i zapach męskich perfum, które tak dobrze znałam, skąd ja wiedziałam że on nie wytrzyma spokojnie do śniadania beze mnie?

-Długo już tu jesteś?-zapytałam usiłując się nie uśmiechnąć

-Od 6 rano.-odparł wpatrując się we mnie jakby doszukiwał się czegoś.

-Mam coś na twarzy czy co, że tak się wgapiasz we mnie, to irytujące wiesz?

-Wcale nie, ty to lubisz Kochanie,poza tym jesteś taka śliczna, a ja rzadko kiedy mam okazję ci się przyglądać bo ciągle mi uciekasz.-kończąc zdanie nachyla się i całuje mnie w czubek nosa.

-Wiesz, że takie gadki na mnie nie działają panie mądraliński?

-Ale wiem co działa na ciebie najlepiej moja uciekinierko.-mówi i przygważdża mnie sobą do materaca łóżka układając moje ręce nad głową a potem na swojej głowie bym wplotła palce w jego włosy tak jak lubił, gdy byłam przez niego całowana. Tym razem jednak było inaczej,pocałunek z czułego niemal natychmiast stał się zachłanny,namiętny, tęskny, jakby bał się, że zniknę, jakby ten pocałunek był błaganiem. Nagle coś wyrywa mnie ze skupienia się na pocałunkach, czuję coś mokrego na policzku, chwila to łza, a zaraz następna, czyżby Marco płakał?

Całuje mnie jeszcze raz czule i delikatnie, patrzy na mnie, a jego oczy to dwie błyszczące szklanki.

-Kocham Cię, tak bardzo Cię kocham Saro, proszę, nie..., ja błagam. Nigdy już mnie nie zostawiaj,jesteś moim sensem istnienia, moją duszą, moim wszystkim.

Boże i co ja mam mu na to odpowiedzieć? Byłam wzruszona,a to chyba najpiękniejsza chwila w moim życiu, właśnie chwila, którą chcę się cieszyć póki mogę. Zaskakuję go i przewracam na plecy, rzucając się na jego usta znajdując się tuż nad jego konkretnym punktem, dłonie Marco wodziły po moim ciele, jego dotyk palił, oddawał wszystko co chciałabym mu powiedzieć.

W trakcie jednego z pocałunków po raz pierwszy świadomie ocieram się o niego, tak by nasze jakby to ująć najważniejsze punkty były do siebie dopasowane, nagrodził mnie jęk Marco i jego ciało wyginające się w łuk.

-Kochanie, przestań bo nie wytrzymam, a wiesz jak bardzo cię pragnę i potrzebuję.

Nie zamierzałam słuchać, chciałam poczuć świadomie choć przez chwilę jakby to było tworzyć jedność z mężczyzną, panem mojego serca, umysłu,duszy i ciała.

-Marco...to takie...to jak wstrząs elektryczny, to taki słodki, jakbyśmy byli jednym.

-Kochanie...Sara...my...jesteśmy...jednością...na...zawsze...-mówił przerywanie próbując nie przymykać oczu kiedy przeżywaliśmy oboje rozkosz.-Lepiej... przestańmy... Sara... Twoja... Mama...

-Nie...,chcę to poczuć...do końca...proszę...-łkałam niemal ocierając się o jego twardą męskość,ujeżdżając go,napawając się tym, że oddaje mi władzę nad sobą.

-Skarbie...błagam...nie wytrzymam,przerwij bo zaraz wybuchnę...

-Pragniesz mnie...,tak jak wtedy gdy śniłam...proszę...jeszcze...Marcoooo.....

-Cholera...Sa...ra....o...mój...Boże...Sara...Kochanie...

Czułam jak pulsował pode mną, a jego twarz wykrzywiał grymas na wynik szczytowania, do którego nas doprowadziłam. Otworzył oczy, dotknął dłonią mojej twarzy, przyciągnął do siebie by ucałować z niemal porównywalną do czci czułością,która trwała i trwała, oparł nasze czoła o siebie, po czym przyciągnął mnie do siebie bym wtuliła głowę w jego szyję. Milczeliśmy, pozwalałam mu się głaskać po włosach, słuchałam bicia jego serca i jego oddech,który wracał do normalności.

Uwierz w nasRead this story for FREE!