Marco

Kilka dni później.....

Znowu to zrobiła, odsunęła mnie od siebie. Caroline musiała jej coś powiedzieć, albo może chodzić o list od jej matki. Coś się stało, czuję to przez skórę, a Sara chce sama dźwigać ten ciężar cokolwiek to jest, znów się zamyka w sobie, przede mną. Za wszelką cenę chce radzić sobie sama o robi to przez niemal całe swoje życie, nie miała wsparcia,a teraz kiedy mogłaby je mieć pozbawia się go.

Caroline twierdzi, że jej siostra sama podjęła decyzję po przeczytaniu listu i nie pozwoliła by znią leciała do jej matki i na dodatek próbuje ściemnić, że nie zna miejsca pobytu Sary. Czuję się jak rozdrażniony lew krążący po klatce, która coraz bardziej się zacieśnia. Chcę usłyszeć głos mojej pani, chcę jej dotknąć, pocałować, dotknąć, czuć jej zapach, jej ciepło, chcę ją trzymać w ramionach, spać obok niej. Wciąż pragnę się z nią kochać, ale teraz przewyższa to potrzeba jej bliskości, muszę wiedzieć że między nami wszystko będzie dobrze. Bez niej nie mogę spać, czy nawet oddychać, tak czy inaczej nie daje mi wyjścia, zatrudniłem więc detektywa,przyjaciela rodziny, z którym dziś jestem umówiony.

-Marnie chłopie wyglądasz.

-Daruj sobie. Masz jużc oś?-warknąłem

-Dziewczyna z matką przebywają obecnie w szpitalu.

-W szpitalu?

-Dzięki moim wejściom dowiedziałem się czegoś....

-Mów!

-Z jej matką nie jest najlepiej, guz mózgu, nie znam szczegółów, wiem tylko że robią co mogą, ale operacja i leczenie kosztują.

-To nie problem.-burknąłem

-Skoro od ciebie uciekła to znaczy,że nie chce twojej pomocy.

-Nieważne czego ona chce, ważne czego potrzebuje jej matka, zapłacę każdą cenę, nawet jako anonimowy darczyńca.

-Jeśli dziewczyna dowie się,będziesz martwym darczyńcą.

Moja biedna mała dziewczynka, boję się pomyśleć co zamierza, zrezygnuje ze studiów, pójdzie do pracy by opłacić matce leczenie, zostanie z matką?

Jeśli tylko by się zgodziły wywiózłbym je do Włoch, są tam świetne kliniki i lekarze,medycyna jest tam zaawansowana, Sara mogłaby być przy matce i o nic nie musiałaby się martwić, poznałyby moją rodzinę. Nie byłaby więcej sama w sytuacjach jak ta, poza tym moja rodzina jest chyba zaangażowana w działania wielu fundacji,warto sprawdzić.

Sara

Wyrok zapadł we wtorek, to guz mózgu, przez niego upadła, ale nie pozwolę jej się poddać, mama musi żyć, nie może mnie zostawić jak ojciec, znajdę sposób by mama wyzdrowiała, choć jeśli nawet znalazłabym teraz pracę nie udałoby mi się od razu zebrać potrzebnej sumy na operację i leczenie. Nie mogę przecież sprzedać mieszkania bo należy też do Kelsey, a pieniędzy z czesnego też mi nie cofną. Właśnie....,studia, marzyłam o nich, by siostra była ze mnie dumna, ale w tej sytuacji chyba by zrozumiała, Mama nie ma nikogo poza mną, więc może jeśli się uda spróbuję za rok, powinnam sprowadzić moje rzeczy,muszę poprosić Kelsey żeby mnie spakowała i przywiozła moje rzeczy nie mówiąc nic Marco, a wiem że nie odpuściłby swojej walki o mnie, nawet w takiej sytuacji.

Ja nie miałabym sił by się bronić, właśnie o to by mu chodziło, a ja nie zamierzam dawać mu tej satysfakcji, moja mama jest dla mnie ważniejsza i będzie musiał to przełknąć, a wtedy każde z nas wróci do swojego życia.

-Nie myśl tyle córcia-mówi mama z figlarnym uśmiechem i zmęczoną twarzą.

-Jak mam nie myśleć?

-Normalnie, opowiedz mi co się działo ostatnio w twoim życiu, czy jakiś miły chłopiec może zawrócił ci w głowie?

-Mamo, proszę....-mówię czując, że się rumienię.

Marco w żadnym stopniu nie można przyrównać do chłopca, których kiedyś znałam i których właśnie tak można było określić.

-A więc Marco, tak....?

O rany, wygadałam się, muszę się jeszcze bardziej pilnować.

-Kim jest z pochodzenia?

-Pół Włochem i bodajże chyba pół Niemcem, ale płynnie mówi po angielsku, jest zawzięty,nieprzewidywalny.

-Musi być na prawdę niezwykły.

-I jest, ale on woli kogoś innego,kto nie powinien być dla niego dostępny.

-Chodzi o Caroline?

-Skąd....?

-Córeczko, ostatnio gdy o nią pytam zmieniasz temat.

-Mamuś o nie tak, Marco chyba liczy, że moja siostra zostawi Nicka dla niego i że będzie ojcem jej dziecka, dlatego ostatnio chciał bym poszła z nim zająć się maleństwem w ramach treningu.

-Jesteś pewna że nie chodzi mu o ciebie?

-Absolutnie, jest czuły i opiekuńczy wobec mnie jak Nick, nawet zapisał się na ten sam kierunek studiów co ja.

Mama roześmiała się jak nigdy dotąd, nigdy wcześniej nie zauważałam jak pięknie się śmiała.

-Co cię tak bawi mamo? On mnie nachodzi, prześladuje mnie, karmi na siłę i nie daje mi się uczyć bo ciągle chce mnie zaciągnąć do domu mojej starszej siostry by użyć mnie jako wymówki, a całując mnie tak na prawdę całuje ją.

-Całował cię?

Och mamo...., żeby tylko....,jak dobrze że jednak żyjesz w nieświadomości-pomyślałam

-Oj nie ciągnij mnie za język,wymsknęło mi się.

-Kochasz go.

-Teraz to już nie ważne, pewnie niedługo znów odejdzie by robić karierę jeśli nie piłkarską to inną.

-A jeśli nie odejdzie?-Mama dociekała dalej

-Tacy jak on zawsze odchodzą, już raz tak zrobił.

-Już rozumiem i wtedy złamał cis erce.

-Nie, wtedy zaczęłam dorosłe życie.

-Marco to nie twój ojciec,skoro jak mówisz zachowuje się jak twój cień, znaczy że nie ma zamiaru odchodzić.

-Nie znasz go mamuś, takim jak on nie wolno ufać, są ważniejsze sprawy w życiu niż jego zabawy w uwodzenie i na nich powinnyśmy się skupić, zamierzam się znów wprowadzić, zadzwonię tylko do koleżanki by przywiozła moje rzeczy, a ty połóż się i odpocznij.

Wyszłam z pokoju telewizyjnego i poszłam zadzwonić do kuchni, a przy okazji by zrobić sobie kawę,Kels odebrała po drugim sygnale.

-Cześć Mała, co u ciebie?

-Szczerze to sama nie wiem. Dzwonię bo mam prośbę.

-Wal śmiało.

-Mogłabyś spakować moje rzeczy i wszystkie mi wysłać albo przywieźć je w weekend?

-Powiedz, że żartujesz, nie możesz tego zrobić, przecież semestr się dopiero zaczął, a co z mieszkaniem?

-Kelsey na razie nie umiem ci odpowiedzieć na te pytania. Więc jak, mogę cię o to prosić?

-Jasne, że tak, a co z Marco?Ciągle przychodzi i pyta o ciebie.

-Nic mu nie mów, to nie jego sprawa. Masz coś do pisania? Podam ci adres.

Podyktowałam adres, obiecałam zadzwonić za kilka dni, rozłączyłam się i przeszłam do zrobienia sobie kawy inaczej się chyba rozpadnę.



Uwierz w nasRead this story for FREE!