Sara c.d.n.

Między nami panowała napięta cisza,choć Marco wydawał się być zrelaksowany przygotowując posiłek. Tańczył do muzyki z akurat mojego ipoda ja miałam ochotę wrócić do mojego pokoju i zwinąć się w kłębek i znów wyszłabym na tchórza, bo właśnie może nim jestem....

-Czego się napijesz?-pyta, patrząc na mnie wyczekująco tym samym wyrywając mnie z zadumy.

Wyglądał bardzo swojsko jakby to zawsze było jego miejsce,jak gdyby był u siebie.

-Wyglądasz na pewnego siebie,zachowujesz się komfortowo jak u siebie w domu, choć ja tu mieszkam a nie ty.-mówię a on robi minę zbitego z tropu,jednak po chwili wyraz jego twarzy staje się łagodniejszy.

-Kochanie-mówi i bierze moją dłoń w swoje ręce i zaczyna całować- wszędzie gdzie jesteś ty czuję się jak u siebie w domu.-kontynuuje przerywając całowanie mojej ręki.

W to akurat byłam skłonna uwierzyć, bo szczerze mówiąc czułam niemal to samo,ale próbując to sobie wyobrazić jakby to miało wyglądać. On robiący karierę,z fankami uwieszonymi na szyi a ja miałabym to znosić i czekać w domu aż wróci lub chociaż łaskawie zadzwoni? Albo patrzeć jak posyła mojej siostrze powłóczyste spojrzenia? Nie, to nie dla mnie....

Wyrywam rękę z jego rąk i zsuwam się ze stołka, Marco wbija we mnie swój wzrok opierając się przy tym rękami o blat kuchennej wyspy.

-Skarbie, nie myśl o tym, cieszmy się chwilą.-mówi łagodnie,jednak wyczuwam nutkę niepokoju w jego głosie.

-Skąd wiesz o czym akurat myślę co?!-wybucham

-Masz to prawie wypisane na czole.

-Wiesz co....? Z resztą nie ważne,boli mnie głowa, idę do siebie a ty rób co chcesz, i niech ci do głowy nie przyjdzie wchodzić do mojego pokoju.-ciągnę dalej po czym odwracam się do niego plecami na pięcie próbując się nie rozszlochać.

Wchodząc do pokoju opieram się plecami o drzwi,otulam się własnymi ramionami zaczynając drżeć i łkać ,żałując że nie mogę zachowywać się i czuć jak on, że nie mogę pozwolić mu się do siebie zbliżyć,on to kiedyś zrozumie i odejdzie a ja wrócę do własnego życia. A do tego czasu co? Dobre pytanie.....

Czując pulsowanie w skroniach i chcąc odpocząć kładę się na łóżku,mając nadzieję że jeśli zasnę Marco nie będzie w moich snach co jest mało prawdopodobne,jednak tam możemy być razem tak blisko jak to tylko możliwe, po chwili odpływam w objęcia Morfeusza.

Marco

Jasna cholera, źle to rozegrałem,z jakiegoś powodu lub wielu Sara próbuje mnie od siebie odsunąć aja jej na to pozwoliłem, bo nie zdążyłem zareagować.

Wciąż mi nie ufa, nie mam pojęcia jak to zmienić, być może powinienem porozmawiać z Caroline jej mądrzejszą siostrą, zawsze była jak chodząca encyklopedia wiedzy,może ona mi coś doradzi albo porozmawia z Sarą,muszę wiedzieć co ją trapi by jej nie stracić. To, że oddziałowywujemy na siebie odstrasza ją, boi się tego czego oboje pragniemy względem siebie,ale to jedyny sposób by przełamać bariery i gdzie pozwala mi być blisko siebie, a poza tym nie wyrzuciła mnie stąd, a to już coś, w sumie rzecz biorąc i tak bym nie wyszedł.

Robię jej ulubioną herbatę w jej kubku i kończę przygotowywać jedzenie, które zamierzam zanieść do jej pokoju, który mogę się założyć nie zamknęła na klucz.

Kilka minut później.....

Wchodzę do pokoju Sary,na szafce koło łóżka w kolorze kości słoniowej stawiam kubek z herbatą i talerz z moim popisowym daniem : kurczak z ryżem i grillowanymi warzywami,po czym rozglądam się.

Uwierz w nasRead this story for FREE!