Sara

Obudziłam się spragniona i zmęczona bardziej niż wieczorem gdy się obudziłam, nie chciało mi się wstawać z łóżka, więc jeszcze przekręciłam się na drugi bok/

-Hej śpiochu ładnie to tak leniuchować?

-O nie ten głos...wszędzie go poznam, to Marco ale co on tu robi?-zastanawiałam się w duchu-Co ty tu robisz?-zapytałam dalej leżąc tyłem do niego.

-Przyszedłem w odwiedziny, nie wróciłaś po zajęciach do mieszkania, martwiłem się.

-Martwiłeś się? Dobre sobie.

Śmiejąc się kręcił głową z niedowierzaniem kiedy zdecydowałam się spojrzeć na niego a może tylko udawał?

-Co cię tak bawi?

-Ty moja śliczna.

-Nie mów tak do mnie i lepiej wyjdź stąd bo zacznę krzyczeć.

-Na to liczę, im wcześniej ci na dole się dowiedzą tym lepiej.

-Co masz na myśli?

-To że nie będziemy musieli się ukrywać, a twoi krewni zrozumieją że powinni się zająć swoimi sprawami.

-Jak śmiesz...?! Jesteś odrażający.

-Wcale tak nie myślisz,chcesz mnie,nas tak jak ja.

-Mylisz się-fukęłam i wyskoczyłam z łóżka unikając jego dotyku.

Podeszłam do okna obejmując się ciasno ramionami z jednej strony chciałam by mnie zostawił w spokoju a z drugiej część mnie go pragnęła. Poczułam go za sobą, jego ciepłe wargi na mojej głowie a raczej włosach, jego ramiona w których mnie zamknął, to było takie błogie uczucie tak jakby zawsze miało tak być, jednak ja nie mogłam się temu tak po prostu poddać, wyrwałam się więc.

-Marco proszę odejdź, nie chcę kłopotów i nie jestem u siebie.

-A kiedy wrócisz do siebie?

-Kiedy nie będzie ciebie!

-Ja będę zawsze i na zawsze.

-Proszę przestań.

-Przestać mówić co czuję? Jasne,kiedy zrozumiesz że z tym nie wygrasz. nie uciekniesz...

-Ja nie uciekam, poza tym mam święte prawo tu być w przeciwieństwie do ciebie.

Podeszłam do drzwi i otworzyłam je by wyszedł. on jednak podszedł, dotknął mojej ręki spoczywającej na klamce i przesuwał ją raz na knykcie palców a raz na klamkę i wyżej..., w końcu zamknął drzwi. druga jego ręka powędrowała na mój policzek i włosy, był tak niebezpiecznie blisko, nie byłam zdolna by odwrócić wzrok, co nie znaczy że nie próbowałam się wyszarpać.

-Wiedziałem.

-Co?- i zanim zdążyłam się zorientować jego usta opadły na moje, czule i pożądliwie zarazem brał moje usta w posiadanie, trzymając też moje ręce w niewoli,jedną wplótł w swoje włosy a drugą moją rękę położył na swoim torsie gdzie wyczuwalne było bicie jego serca i gdy moja ręka się tam znalazła zadrżał i jęknął:

-Tak...

Przyciągał mnie do siebie,jego dłonie błądziły po moim ciele,czułam jego twarde napięte ciało,niemal każdą jego część. Kiedy poczułam że jego ręka przesuwała się w stronę moich pośladków oprzytomniałam i odepchnęłam go.

-Marco...,nie...,nie mogę...-mówiąc to próbowałam nabrać tchu, on wyglądał jakby był zaskoczony albo jakby nie rozumiał-Proszę, wyjdź i zostaw mnie samą.

Znów znalazł się przy mnie, tym razem ujmując moją twarz w obie ręce a swoje czoło oparł o moje.

-Doprowadzasz mnie do białej gorączki,tak cholernie cię potrzebuję.

-Nie...,nie możesz,posłuchaj ja nie mogę dać ci tego czego chcesz.

-Nie mów tak. jesteś wszystkim czego chcę i potrzebuję, tylko ty Saro.

-Dlaczego mi to robisz? Wracasz i mówisz to wszystko wywracając przy tym moje życie. Spróbuj się postawić na moim miejscu i powiedz co ja mam myśleć?

Nawet nie widziałam kiedy łzy spłynęły mi na policzki, a Marco mina zrzędła.

-Skarbie nie...

-Nie podchodź, a najlepiej wyjdź stąd.

Tym razem jego twarz wyrażała zrezygnowanie, niepewność co ,ma robić, bicie się ze sobą, ja nie chcąc ryzykować otworzyłam zdecydowanie drzwi i odsunęłam się unikając jego wzroku.

-Dobrze...-powiedział po chwili ciszy-...ale nie myśl że z ciebie zrezygnuję.

Momentalnie jak duch stanął przede mną i pocałował mnie znów po czym wyszedł zamykając za sobą. Osunęłam się na ziemię kuląc się by wreszcie wybuchnąć płaczem.

Nie wiedząc kiedy minęło kilka minut czy całe wieki gdy usłyszałam pukanie do drzwi.

-Sara,kochanie wszystko dobrze?

Cholera, niedobrze, szybko wytarłam łzy,poleciałam do łazienki gdzie obmyłam twarz, zrobiłam szybki makijaż i chciałam a raczej musiałam jak najszybciej się stąd ulotnić,zostać sama, ale musiałam najpierw przebrnąć przez moją siostrę, której szczerze mówiąc nie wiedziałam co powiedzieć.

-Och...Caroline, już wstałaś?-udałam zdziwienie

-Był tu prawda?

-Na prawdę nie chcę o tym gadać,spieszę się.

-Nie zostaniesz na śniadaniu?

-Zjem coś na mieście. Dzięki za przenocowanie.-powiedziałam i cmoknęłam ją w policzek.

-Myślałam że zostaniesz na dłużej i sobie pogadamy.

-Może innym razem siostrzyczko,obiecuję.-odparłam i zostawiwszy ją w pokoju wyleciałam z domu jakby się paliło,musiałam się znaleźć jakieś ustronne miejsce,żeby zastanowić się w ciszy i spokoju, takie w którym On mnie nie znajdzie,ale czy takowe w ogóle istnieje...?




Uwierz w nasRead this story for FREE!