Rozdział 4

1.4K 126 9


Mama nie miała pojęcia jak bardzo poważnie traktowałam nauczycielkę z gimnazjum. Wiedziała, że obie się lubiłyśmy, ale nie powiedziałam jaka była dla mnie ważna. Gdybym to zrobiła na pewno nie przypominałaby mi o niej, ale jednak... Nie wiem dlaczego boje się mówić ile dla mnie znaczy.

- Życzę ci powodzenia jutro w szkole. Muszę już kończyć rozmawiać. Do usłyszenia, córeczko – powiedziała po czym zakończyłyśmy rozmowę.

Z popsutym humorem postanowiłam wybrać się do miasta na lody lub jakiś inny deser, żeby się pocieszyć. Najbliższa kawiarnia była wewnątrz osiedla. Ubrałam na nogi swoje ulubione trampki, wyjęłam książki szkolne z plecaka, włożyłam do środka portfel, telefon i chusteczki, a potem wyszłam z mieszkania.

Opłacało się zrobić tę wycieczkę. W kawiarni sprzedawali moje ulubione lody miętowe z kawałkami czekolady. Mięta to jeden z moich ulubionych smaków. Kocham ją, ale z wyjątkiem gumy do żucia. Jej nigdy nie lubiłam, i to nie tylko w tym smaku, ale w każdym. Po prostu chyba nie jest dla mnie.

Kupiłam sobie deser składający się z trzech gałek lodów miętowych, bitej śmietany i polewy czekoladowej na górze. Usiadłam sobie przy małym dwuosobowym białym oraz metalowym stoliku. Kończyłam już jeść, kiedy podeszła do mnie szatynka z rozjaśnionymi końcówkami włosów.

- Hej, mogę się dosiąść? - spytała.

- Jasne - zgodziłam się nieco zdziwiona.

Dziewczyna postawiła na stoliku przed sobą talerz z gofrem z polewą truskawkową.

- Jestem Maya - podała mi rękę. - Nie jestem pewna, ale chyba widziałam cię dzisiaj w szkole. Chodzę do Zespołu Szkół Licealno Technicznych - uśmiechnęła się przyjaźnie.

- Tak, też tam chodze - odpowiedziałam.

- Czyli miałam racje. Jak masz na imię?

- Annika.

Takie nagłe poznawanie ludzi powoduje, że czuję się nieswojo. Nie wiedząc jak się zachować kontynułowałam jedzenie deseru.

- Na jakim jesteś profilu? - spytała po kilku minutach dojadając swój deser.

- Fototechnika.

- Ooo! Ja tak samo. Jestem w 1B. Ty pewnie w 1C.

- Zgadza się. Na pewno nie będę żałowała, że się tu zapisałam - uśmiechnęłam się lekko.

W końcu rozmowa zaczęła się jakoś kleić. Rozmawiałyśmy o fotografii, potem znów o szkołach, o znajomych. Okazało się, że Maya mieszka na tym osiedlu dwa bloki dalej ode mnie. Możemy więc czasem chodzić razem do szkoły.

Po powrocie do domu postanowiłam do końca dnia przesiedzieć przed telewizorem. Na razie mam jeszcze na to czas. Kiedy zacznie się nauka z pewnością wolne godziny w tygodniu będę mogła policzyć na palcach obu rąk. Oczywiście się nie pomyliłam. Po pierwszych dwóch tygodniach pisaliśmy kartkówki z niemieckiego, historii i chemii.

- Jaka teraz lekcja? - spytałam Lenę gdy wyszłyśmy z klasy po niemieckim.

- Dzisiaj poniedziałek, nie? To mamy teraz angielski.

- O nie... Nie zrobiłam zadania domowego. Mieliśmy napisać coś tam o rodzinie, nie?

- Tak. Sześć zdań. Nie zdążysz chyba już.

- No... Najwyżej wezmę nieprzygotowanie. Ile jest ich na semestr?

- Nie pamiętam. Chyba dwa.

Odwróciłam się za siebie. Szła za mną Taylor.

- Ej, ile jest nieprzygotowań na angielskim u pani Lloyd? - zapytałam ją.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!