30. Seria niefortunnych zdarzeń

4.9K 390 133
                                                  

Severus Snape dawno nie obudził się w tak paskudnym humorze. Nie dość, że był poniedziałek, a jego ostatnia rozmowa z Granger skończyła się — a jakże — kłótnią i obrazą majestatu, to w dodatku zapas jego eliksiru wyczerpał się poprzedniego wieczora i był zmuszony udać się do Horacy'ego. Jakby mało było upokorzeń w ostatnim czasie w życiu jednego, tak okrutnie pokrzywdzonego człowieka. Bo Severus tak się właśnie czuł — pokrzywdzony. Głównie przez czarownice go otaczające, które na siłę starały się naprawić jego życie.

Minerwę jeszcze rozumiał. Od zawsze miała syndrom matki, kiedy chodziło o młodszych, słabszych w jej oczach ludzi. A Snape niewątpliwie wpisywał się w ten schemat. Wciąż przeżywający traumę wojenną i bycie podwójnym szpiegiem co — z pewnością — odcisnęło piętno na jego wrażliwej duszy, która wszak nie otrząsnęła się po wydarzeniach z przeszłości.

Spojrzał z lustro zawieszone nad starą, pożółkłą już miejscami umywalką i okręcił powoli głowę. Przyglądał się każdemu fragmentowi zmęczonej twarzy, oceniając jak co dzień ile szkód przyniósł mu stresujący poprzedni dzień.

Ale był w tym wszystkim jeden plus. Będzie miał dzisiaj okazję upokorzyć kogoś w ramach karmy i nikt, nawet Minerwa McGonagall, nie będzie miała prawa mu tego zabronić. W obawie przed jego zszarganym zdrowiem pozwoli mu zmieszać z błotem uzdrowiciela, który — naturalnie —  nic nie zdziała. A Severus wiedział, że to będzie najsłodsze i najbardziej gorzkie zarazem „a nie mówiłem" jakie wypowie w życiu. Patrząc prosto w oczy tej napuszonej dziewczynie.

Chociaż nie mógł zaprzeczyć, że mały sojusz jaki zawarli przyniósł mu kilka ciekawych konkluzji. Zachował je oczywiście dla siebie, ale jednak były zbyt interesujące, aby nad nimi nie debatować. Odkrywał — poza przerośniętym ego — kolejne cechy panny Granger i był coraz bardziej skonsternowany tym, co jawiło się mu przed oczami. Jej reakcja na wczorajszą kłótnię zastanawiała go do tej pory i nie potrafił rozgryźć, co za nią stało.

Była bohaterką wojenną, żyła. W jaki sposób była więc w stanie spieprzyć swoje życie? Myślał, że jest w stanie wyczytać z jej postawy i twarzy niemal wszystko, a tu niespodzianka — młoda gryfonka miała swoją tajemnicę. A Severus poczuł, że bardzo chciałby ją poznać. Czuł, że jej nie docenił i być może faktycznie kryło się coś godnego jego uwagi pod tą już nie napuszoną czupryną. Która, swoją drogą, bardzo jej pasowała. W sensie stricte obiektywnym — oczywiście.

Idąc na śniadanie Severus nie zwracał większej uwagi na to, co się wokół niego dzieje. Obiecał Minerwie, że nie będzie rozdawał ujemnych punktów i szlabanów i trzymał się tego, jednak takie zachowanie niosło za sobą konsekwencje. Nie mógł również zwracać uwagi na zachowanie uczniów.

— Oddawaj to! — krzyknęła niska blondynka sięgając rękami wysoko w powietrze, gdzie lewitowała jej skórzana, ciemnobrązowa torba. Chłopak, który celował w nią różdżką zaśmiał się wesoło, a stojący obok niego czarnoskóry nastolatek dźgnął go w ramię, kiedy zauważył kroczącego ku nim odzianego w czerń nauczyciela. Torba upadła z hukiem na ziemię, a chłopcy zamarli jak posągi. Severus Snape jednak nie zwrócił na nich uwagi, dopóki na jego drodze nie pojawiła się ta sama drobna blondynka, która zbierała rozsypane po ziemi książki i pergaminy.

— Graceland — chrząknął, stając tuż nad nią i unosząc wyżej podbródek. Ślizgonka zastygła w bezruchu, wciąż klęcząc przy podłodze, a kilka sekund później odwróciła głowę tak wolno, że Snape aż wywrócił oczami. — Z drogi — warknął.

Cała trójka w popłochu, jakby sam Irytek ich gonił, zebrała swoje rzeczy i uciekła w przeciwną stronę, a Severus Snape uśmiechnął się kpiąco pod nosem. Wiedział, że nie rozda żadnych ujemnych punktów jeśli nie będzie niczego „widział".

Sojusz, Granger?Where stories live. Discover now