29. Powrót do przeszłości

4.3K 376 122
                                              

Hermiona przełknęła ślinę i wyciągnęła dłonie w stronę matki Severusa. Dotknęła ich i ścisnęła lekko, okazując tym samym wsparcie, którego przecież Eileen mogła w ogóle nie chcieć. Jeśli była choć po części taka jak jej syn, była szansa, że odbierze je jako wtrącanie się. Drążenie dziur.

— Proszę tak nie mówić — mruknęła cicho, kiedy kobieta przymknęła oczy. — Severus lubi wyolbrzymiać rzeczy i jestem pewna, że...

— Nie opowiadał ci o mnie wiele, prawda? — przerwała Eileen, zerkając na dziewczynę zmęczonym spojrzeniem. Hermiona zdobyła się jedynie na pokręcenie lekko głową, nie mając pojęcia, co może usłyszeć. Obawiała się tego bardziej, niż chciała przyznać. — Nie dziwi mnie to. Też bym się nie chwaliła. Spieprzyłam kilka rzeczy w moim życiu i jak widać, do dziś ponoszę za to karę.

— Nie może być pani dla siebie taka surowa. — Hermiona zmarszczyła brwi, czując, że naciska na jej prywatność w stopniu większym, niż by chciała. Od kiedy angażowała się w prywatne sprawy Snape'a? — Przeszłość nie jest wymówką, żeby wiecznie kogoś potępiać. — Zmarszczyła brwi i dodała ciszej: — Severus ze wszystkich ludzi na świecie powinien wiedzieć to najlepiej.

— Nie było mu łatwo wrócić do społeczności — stwierdziła Eileen, choć zabrzmiało to bardziej jak pytanie, na które Hermiona umiała jedynie znów pokręcić głową.

— Dlatego nie ma prawa oceniać pani za nic, co zrobiła pani kiedyś. Sam nienawidzi, kiedy ludzie to robią.

— Mój syn zawsze był hipokrytą — prychnęła Eileen pod nosem, jednak na jej ustach niespodziewanie pojawił się ciepły uśmiech. — Dlatego cieszę się, że ma obok siebie kogoś takiego jak ty.

— Porozmawiam z nim — mruknęła Hermiona, czując nagle, że dłoń Eileen ściskająca jej własną zaczyna ją parzyć. Wstała i wyszła z kuchni, wkładając wiele sił, żeby nie przypominało to ucieczki. Minęła przedpokój i zaglądnęła do salonu, nie odnajdując nigdzie Severusa. Wspięła się po schodach na górę, jednak w połowie zatrzymała się, dostrzegając coś interesującego. Ramka, na którą właśnie patrzyła, przedstawiała coś, czego Hermiona nigdy nie spodziewała się zobaczyć. Eileen, o wiele młodszą niż obecnie, ciemnowłosego mężczyznę, który wyglądem przypominał pewnego dobrze znanego dziewczynie profesora i młodego chłopaka, który stał pomiędzy nimi z obojętną miną i wpatrywał się w obiektyw, jakby miał ochotę zamordować tego, kto stoi po drugiej stronie. Hermiona uśmiechnęła się do siebie, przejeżdżając palcem po twarzach ludzi, w których domu się znalazła i zaczęła zastanawiać się, czy zemsta na profesorze była rzeczywiście dobrym pomysłem. Ruszyła na piętro, odnajdując go stojącego w sypialni przy oknie. Stał tyłem do niej, a mimo to doskonale wiedziała, że jest wściekły. — Wszystko w porządku?

Snape nie odwrócił się, zmuszając ją tym samym, aby podeszła bliżej. Jego twarz przypominała odlew z marmuru i nawet jego powieki ledwo co się poruszały. Hermiona zmarszczyła brwi, kalkulując w głowie co powinna zrobić.

— Powinnam była to odkręcić na samym początku — mruknęła, stając z Severusem ramię w ramię. Wyglądnęła za okno, które tak zaabsorbowało mężczyznę i wpatrzyła się w puste ulice ciągnące się przed nimi. Wszystko było niesamowicie szare, jakby wyprane z wszelkich kolorów. Hermiona nigdy nie widziała czegoś tak przykrego. Wszelka zieleń, jaka mogła ożywić nieco otoczenie wydawała się sucha, martwa. Jesień w pełni swojej siły nie była w stanie tego zrobić w pojedynkę. — Jak tu pusto — szepnęła po chwili, uchylając w szoku usta.

— Zawsze tak było — odparł niespodziewanie Severus, nie odwróciwszy jednak wzroku. — Odkąd pamiętam.

Hermiona spojrzała na niego przepraszająco i instynktownie dotknęła jego ramienia. Jej szczęka mocniej się zacisnęła, kiedy próbowała ułożyć w głowie jakiekolwiek składne zdanie, a brwi nad jej pełnymi wyrzutów sumienia oczami ściągnęły ku sobie.

Sojusz, Granger?Where stories live. Discover now