Rozdział 4.

2.5K 328 75

Okrzyk śmiałego młodzika spowodował surowe marszczenie brwi Williama. Znudzony patrzył na zbliżającego się człowieka, aż wreszcie stanął przed nim bez strachu, z buńczuczą miną. Ogień tlił się w jego niebieskich, dużych oczach oprawionych ciemnymi, długimi rzęsami. Wpierw pomyślał, że ma do czynienia z rozgniewaną kobietą, a nie mężczyzną wściekle zmierzającym ku niemu. Przecież tak łagodne, niemęskie rysy nie mogły pasować do chłopa — stwierdził rozsądnie, mając sposobność bliższego przyjrzenia, gdy ten się z nim zrównał.

Coś w tej wyniosłej twarzy... w tym groźnym marszczeniu nosa, pozie dostojeństwa przykuło jego niepodzielną uwagę, sprawiając, że zamilkł na dłużej. Nawet kiedy oburzona postać wyrwała mu z rąk dziecko, o którym całkiem zapomniał, że trzyma, niczego nie powiedział.

Przerwał studiowanie dopiero wówczas, gdy młodzik przed nim zarzucił mu brutalność. Wtedy jak na zawołanie zjawił się Gustaw. Wnet ogarnęła go świadomość otaczających i przyglądających im się w popłochu ludzi. W jednej chwili Gale wyraźnie pobladł, słysząc, kto stoi przed nim. Nie stracił jednak rezonu. Dalej tkwił w miejscu, oczekując wyjaśnień, co poniekąd zaimponowało Williamowi.

Westchnął znużony.

— Nie zrobiłem nic złego twojemu bratu. — odparł obojętnie — Można rzec, że uratowałem go przed zgubnym działaniem pokrzyw.

Gale rzucił zaniepokojone spojrzenie bratu.

— Czy to prawda?

— Uważasz, że kłamię?

Nie odpowiedział, lecz jego mina na to wskazywała. Fascynujące.

— Arystokraci nie przywiązują uwagi do niższej warstwy społecznej, więc...

— Nie wierzysz — stwierdził sucho, wchodząc mu w zdanie.

— To prawda — zawołał chłopiec, zwracając tym samym ich uwagę ku niemu. Pokazał dłonie, na których widoczne były zaczerwienienia — Biegałem za szczeniakiem i kiedy próbowałem go złapać, potknąłem się, wpadając w nie.

— Miałeś siedzieć w pokoju.

— Przepraszam, Ab... Gale.

William przysłuchiwał się przez moment rozmowie tamtych z zastanowieniem. Nie mógł zaprzeczyć, że sytuacja dziwnie go bawiła i intrygowała zarazem. Im dłużej się przyglądał temu wszystkiemu, tym to wrażenie się w nim umacniało.

Gale wydawał się pełen dumy i pewności siebie. Nie przejawiał pokory ani uniżoności, co próbował nieumiejętnie ukryć. Williama zaskoczyła nagła chęć, by zabawić się trochę chłopakiem. Brakowało mu rozrywek w ostatnim czasie, a widział wyraźnie, że chłopak jest ulepiony z twardej gliny. Jakby nieświadomie rzucał mu wyzwanie swoim zaparciem i pogardą dla arystokracji. Co więcej, nie przestraszył się, że naskoczył na swojego pana, tylko kontynuował wypytywanie, za wszelką cenę chroniąc brata. Musiał przecież zdawać sobie sprawę, że może zostać ukarany za to, co zrobił, a nie wyglądał na głupca.

Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się, aby ktokolwiek poza Gustawem odnosił się do niego w ten sposób. Uznał to za miłą odmianę leczącą wszechobecną nudę, w której pogrążał się z dnia na dzień coraz bardziej. Chociaż cieszył się szacunkiem wśród ludzi, nad którymi sprawował pieczę, niewidzialna granica odznaczała się w ich stosunkach na każdym kroku, zaś przekraczać jej nikt nie miał zamiaru. Rozmawianie z kimś na równi było więc niemożliwe poza chwilami, gdy wyjeżdżał lub miał gości.

Najprawdopodobniej to byłoby całkiem rozsądne wytłumaczenie jego nagłego zainteresowania stajennym. Wiedział jednak, że to nie prawda. Wprawdzie brawura go oszołomiła, lecz język, którym się posługiwał młodzieniec, wzbudził w nim podejrzenia. Mówił poprawnie, a jego głos pozbawiony był jowialności.

Przyłapana (PAŹDZIERNIK 2019)Where stories live. Discover now