-Zostaw mnie w spokoju!-krzyknęłam, ile sił w płucach.

-Poczekaj!-dogonił mnie i złapał za ramię-Kocham cię, rozumiesz?!-wykrzyczał. W jego głosie słychać było desperację. Stanęłam przed nim, oddychając ciężko. Spojrzałam w jego oczy. Od zawsze mi się podobaly, odkąd się poznaliśmy. Cholera, cały mnie intrygował. Zresztą, to już nie jest wazne.

-Wiesz co? Już mnie to nie obchodzi-skłamałam-Spieprzyłeś, Harry. Jeśli myślałes, że jestem kolejna laską, którą możesz wykorzystać, to się grubo mylisz. Myślałam, że jesteś inny. A kiedy się w tobie zakochiwałam, musiałeś to zniszczyć!-otarłam łzy, które zaczęły spływać po moich policzkach, wierzchem dłoni.

-Nie zakładałem się! Proszę cię, uwierz mi-spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.

-Nie mam zamiaru. Już wiele razy popełniłam ten błąd-wysapałam przez zaciśnięte gardło. Wyrwałam rękę z jego uścisku i zaczęłam się powoli oddalac. Wszystko przed sobą miałam zamazane z powodu coraz to nowych łez. Jak mogłam być taka głupia? Ból w piersi nasilał się z każdą myślą, każdym wspomnieniem. Dałam się oszukać. Uwierzyłam w te wszystkie zapewnienia, że mnie kocha i zrobi dla mnie wszytko. A najgorsze jest to, że patrząc w jego oczy, kiedy to mówił, widziałam, że nie kłamał. Dobry aktor, huh. A później dowiaduję się o jakieś cholernej dziewczynie, z która się o mnie założył?! Urywany szloch wyrwał się z głębi mojego gardła. Teraz naprawdę widziałam jak przez mgłę. Nie wiedziałam dokąd zmierzam, ale chciałam od tego uciec. Od tego wszystkiego. Od Harry'ego. Chodnik był nierówny, więc kilka razy się potknęłam o wystające płytki. Słyszałam jak chłopak woła moje imię w oddali, ale nie mogłam się zatrzymać. Załamałam się, ten zakład, och, to było takie upokarzające. Jak ktoś taki mógł mi to zrobić? Kochałam go, a on zabawił się moim kosztem.

Nie mogłam się uspokoić. Szlochałam coraz głośniej. Nagle usłyszałam ciężkie kroki, nie musiałam się długo zastanawiać kto za mną biegnie. Nie miałam siły na dalszą polemikę i jego wyjasnienia, więc zebrałam się w sobie i również zaczęłam biec. Wiem, to było dziecinne, jak zabawa w berka, ale w tamtym momencie jedyne o czym myślałam, to żeby pobyć sama ze sobą i zebrać myśli. Nie spostrzegłam się kiedy znalazłam się na ulicy. Wiedziałam, że to był błąd, ale nie mogłam się już cofnąć. W tamtej chwili jedyną emocją, która mi towarzyszyła był strach.

Poczułam paraliżujący ból w boku i glowie. Później nie czułam już nic. Zdalam sobie sprawę, że leżę na jezdni. Nie miałam siły, żeby otworzyć oczy. Ostatnie co słyszałam, to pisk opon i moje imię, wykrzykiwane przez Harry'ego.

A później już tylko zatraciłam się w ciemności.

***

Auć. Boli. Tak bardzo boli.

Zaczęłam odzyskiwać przytomność. Czułam się paskudnie. Gównianie. W boku czułam ostre pieczenie, coś jakby miliony grubych igieł wbijało mi się w żebra, ale to było nic w porównaniu do głowy. Miałam wrażenie, że ktoś przywalił mi porządnie młotkiem kilka razy. Nie mogłam się poruszyć, bo ból był taki paraliżujący. Usłyszałam jak maszyna przy mnie zaczęła szybciej pikać, zaraz potem pojawiły się dwie pielęgniarki i lekarz.

-Podajcie jej leki przeciwbólowe-zarządził i zaczął mi się bacznie przyglądać i zerkając w swoje papiery zwrócił się do mnie: Czy oprócz głowy, żeber i kolana boli cię coś jeszcze?-poruszyłam delikatnie nogami i od razu przeszył mnie potworny prąd w lewym kolanie. Wcześniej tego nie zauważyłam. Pokrecilam przecząco głową.

Lekarz podszedł do mnie i zaczął badać moja głowę. -Czy pamiętasz co się stało?

Zanim zdąrzyłam odpowiedzieć do sali weszła kobieta. Spojrzała w naszą stronę zmęczonymi oczami, wydała z siebie coś pomiędzy piskiem, a szlochem. Plastikowy kubek wypadł z jej dłoni, a kawa rozlała się po podłodze. W mgnieniu oka znalazła się przy łóżku i złapała mnie za rękę. Czułam się nieswojo. Przypatrywałam się kobiecie nieufnym wzrokiem, kiedy zaczęła płakać i powtarzać w kółko "Dzięki Bogu".

-Abigail-wychlipała-tak się cieszę..

Co to za szopka? Zaczynałam powoli trzeźwo myśleć.

-Kim pani jest?-wyrzuciłam z siebie to co myślałam. Nie sądziłam, że zadając to pytanie, zobaczę taki ból w jej oczach.

-Doktorze-puściła moją rękę-miał pan rację-widać było, że mówienie przychodziło jej z trudem.

Powoli zaczynałam tracić cierpliwość. I tak w ogóle, to co ja tu robię?!

-Czy wyjaśni mi ktoś, co tu się dzieje?!-z każdym zdaniem mój głos wracał do normy i stawał się silniejszy.

-To jest twoja matka, Abigail.

Moja kto?! Popatrzyłam na kobietę, której drżały ramiona od powstrzymywanego szlochu. Nie mogłam w to uwierzyć. Ale im głębiej chciałam sięgnąć pamięcią, tym większa pojawiała się pustka. Panika wzbierała się we mnie. Bicie mojego serca znacznie przyspieszyło. Nie, nie. To nie może być prawda. Wolno pokreciłam głową.

-Straciłaś pamięć na skutek wypadku. Potrącił cię samochód, kiedy wbiegłaś na jezdnię-znowu zaczął spoglądać w swoje notatki. Czemu, do jasnej cholery, wbiegłam na ulicę?! Czy chciałam się zabić? Boże, to wydaje się takie nierealne. Jakbym śniła. Czy ktoś może mnie obudzić? To nie jest ani trochę śmieszne.

-To poważny uraz-kontynuował lekarz-nie wiemy czy odzyska panienka pamięć do końca, czy też nie-po krótkiej chwili przerwy dodał: Pani Wright, czy możemy na słówko?-kobieta pokiwała głową. Wyglądała na bardzo zmęczoną i jeszcze bardziej przybitą. Wychodząc z sali rzuciła mi spojrzenie spuchniętych i zaczerwienionych oczu, w których widać było ulgę, ból i tęsknotę.

Zostawili mnie samą. Abym mogła oswoić się z tą chorą sytuacją. Tylko, że ja nie mogłam w to uwierzyć. Ani tym bardziej jej zaakceptować. Łzy zaczęły spływać ciurkiem po moich policzkach. Czułam się całkowicie bezsilna. To nie jest śmieszne. Niech mnie ktoś obudzi. Błagam.

___________________

Hej! To moje początki i jak to się mówi: początki bywają trudne. Mimo to mam nadzieję, że nie jest tak tragicznie i liczę na szczere opinie :) Pierwsze koty za płoty. Dziękuję każdemu kto przeczytał te wypociny za poświęcony czas. Dobranoc! xoxo

Remember him ~ Harry Styles FanfictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!