35. Już nie ma Nas...

1K 60 10

Jak już obudziłam mojego faceta, poszliśmy poszaleć itd. w klubie, dziewczyny przygladały się bardzo uważnie mojemu mężczyźnie i muszę przyznać na początku mi się to podobało, bo widać było zazdrość w ich oczach. Przesatło być fajnie jak zaczęły się w tańcu o niego ocierać, a on za bardzo nie protestował. Wiadomo to tylko facet a to napalone laski, które za cholere nie potrafiły zrozumieć jak ON może być ze MNĄ. Nie bardzo mnie sytuacja cieszyła więc postanowiłam , że tym razem impreza zakończy się znacznie szybciej niż planowaliśmy.

Ja: Kochanie idziemy do domu, bo ja mam dość.

Daniel: No dobrze, to Ty tu rządzisz.

Ja:  Po Twojej minie widzę, że jeszcze byś tu chętnie został.

D:Chyba oszalałaś skarbie. Bez Ciebie nie mam po co tu być, a poza tym to w domu będzie o wiele przyjemniej. Uśmiechnął się do mnie łobizersko.

Ja: Będzie o tyle przyjemniej, że nareszcie położę się wczesniej spać.

D: Oj kochanie nie to miałem na myśli, ale dobrze będzie tak jak sobie życzysz.

Ja: Świetnie.

Podeszłam do koleżanek i pożegnałam je uściskiem, po czym ruszyłyśmy do wyjścia i udaliśmy się do domu.

Dalsza część weekendu minęła miło i spokojnie, byliśmy na wsi u mojej rodziny, chciałam aby narzeczony zobaczył jak wygląda wieśna drugim końcu Polski. W poniedziałek rano odwiózł mnie do szkoły, a sam ruszył w podróż. Nie ukrywam pożegnanime sprawiło, że totalnie nie miałam humoru. W klasie od razu wszyscy to zauważyli, nawet nauvzyvirl historii mi nie dokuczał, jak to zwykle miał w zwyczaju.

Mniej więcej w listopadzie coś zaczęło się między nami psuć. Daniel był u mnie jeszcze kilka razy i ja u niego także byłam, ale wówczas wszystko było dobrze. Od kilku tygodni zaczęły nachodzić mnie myśli, ze on kogoś ma. Tylko za bardzo nie mogłam się tym zadręczać, bo to ostatnia klasa technikum i w maju czeka mnie matura. Nie spodzewając się niczego jak zawsze siedziałam przy kompie i pisałam z kumpelą na gadu o jakiś głupotach. Pojawił się Daniel a wraz z nim to na co zupełnie ne byłam przygotowana.

Daniel: Cześć słoneczko :*

Ja: Cześć skarbie:*

D: Madzia musimy porozmawiać, bo w styczniu będziesz mieć studniówkę, prawda?

Ja: Zgadza się, no i mam nadzieję, że będzie mi towarzyszyć mężczyzna mojego życia.

D: O to chodzi, że nie bedę Ci towarzyszyć. To nie kwestia tego, że nie chcę a chodzi o to jak byś się ze mną bawiła. I hm no poznałem kogoś...

Dłuższą chwilę nie wiedziałam czy wszystko dobrze przeczytałam. Łzy nie wiem kiedy zaczęły lać mi się po policzkach a w gardle coś ściskało niesamowicie.

D: Madzia ty zasługujesz na kogoś lepszego, a ja wiem, że w tej chwili zachowałem się jak gnojek i zrozumiem jeśli nie będziesz chciała mieć ze mną najmniejszego kontaktu. Zależy mi na tym byś była szczęśliwa, ale ja Ci tego szczęścia nie potrafię zapewnić. Nie takie na jakie Ty zasługujesz.

Ja: Ja, Daniel nic nie rozumiem. Czym sobie na to zasłużyłam? Byłam tylko zabawką? Wiesz co ja teraz czuję?

Płakałam jak nienormalna jeszcze nigdy żaden facet tak mnie nie skrzywdził, ale to może kara za to jak ja kiedyś taraktowałam kolesi kręcących się przy mnie.

D: Jest mi przykro, że tak Cię skrzywdziłem naprawdę Madzia... ech zawsze będę Cię kochać.

Ja: Kochać... Nie jestem przekonana czy Ty wiesz co to znaczy. A teraz wybacz ale idę wypłakać oczy. Cześć.

D: Wiem co to znaczy doskonale, ech kocham....

Jak on tak mógł co ja takiego złego zrobiłam w życiu, że teraz straciłam miłość swojego życia.

Kolejne dni nie miały dla mnie najmniejszego sensu, przestałam chodzic do szkoły i nie wychodziłam ani na chwilę z łóżka. Mama nie ingerowala w to co wiedziała, że jak poczuje się na siłach to wrócę do życia. Kumple się martwiły, Daniel pisał i dzwonił do mnie kilkanaście razy na dzień. Ani razu nie odebrałam bo nie widziałam w tym najmniejszego sensu.

Kocham hm całą sobą a on mi powiedział, że kogoś poznał. Już wpłacone pieniądze na studiówkę, a ja nieznani z kim pójść. Paranoja jakaś, co dziewczyny nie chcą słyszeć tego, że nie idę na te wydarzenie roku. Najlepszą okazała się moja Żaneta, która stwierdziła, że już ma dla mnie partnera i mam się niczym nie przejmować. Na Daniel świat się nie kończy ostatecznie. Mój partner ma na imię Krzysztof i poznam go dopiero w dniu balu, by także jest dość ryzykowne. Całe moje życie zaczyna być bardzo ryzykowne. W chwili gdy straciłam narzeczonego poczułam jakby ktoś wyrwał mi kawał serca.

Mama: Madzia dość tego musisz jechać na zakupy, kupić sobie kreację, buty i biżuterię to poprawi Ci humor.

Ja: Nie chce mi się samej.

M: Kochanie Żaneta czeka już ma Ciebie na dole więc zagęszczaj ruchy.

Szybko ogarnęłam się i ruszyłyśmy w miasto.

Zakupiłam piękną czerwoną sukienkę, do tego czerwone szpilki na dwunasto centymetrowym obcasie. Zapomniałam choć na chwilę o tym co stało się kilka dni temu.

Przygotowania pochłonęły mnie na tyle, że już nie myślałam tyle o Danielu. Nie powiem bo najwięcej o nim myślę tuż przed snem i gdy  zamykam oczy widzę go przy sobie. Mój narzeczony ech już były, przykro mi bo on pewnie układa sobie życie z tą nowo poznaną dziewczyną. A ja go nie nienawidzę a kocham w dalszym ciągu kocham go tak bardzo... Moje życie jest takie dziwne.

Zabijcie mnie, ale no pisanie rozdziałów w ogóle mi nie idzie ostatnio dlatego tak długo na kolejne czekacie ech... Wybaczcie mi kochani :*

Dziękuję za to, że jesteście i czytacie wspierając mnie :*

Kręta droga miłości...Przeczytaj tę opowieść za DARMO!