✨ 11. Chmura gradowa vs wata cukrowa

15.6K 1.4K 555


Spróbuj sobie poradzić.

Złota rada pani Doherty nie była specjalnie pomocna, delikatnie mówiąc. W zasadzie sprowokowała mnie do wytężonego myślenia, którego mamtowdupizm chronicznie nie znosił. Obojętność gryzła się z refleksją, a ja byłam w centrum tego chaosu.

Miałam mętlik w głowie. Targało mną mnóstwo sprzecznych emocji, napędzanych hormonami i wrodzonymi skłonnościami paranoicznymi. Nie wiedziałam, komu mogłam zaufać, kogo powinnam posłuchać, komu mogłabym się zwierzyć. Wyglądało na to, że byłam sama. Dla dobra wszystkich powinno tak pozostać.

Ignorowanie Westona nic nie dawało. W taki czy inny sposób był stale obecny w moim życiu. Jak nie on, to jego ojciec. Do tego wisiał nade mna status Nietykalnej, a doświadczenia pani Doherty świadczyły o tym, że tkwiłam w gównie po uszy. Chyba nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak głęboko.

Tak, ignorowanie Westona to plan z góry skazany na porażkę. Kontynuowanie tej strategii było stratą czasu i energii.

Niemniej nie byłam entuzjastką skrajności. Nie planowałam dla odmiany rzucić mu się w ramiona i zostać nową księżniczką mafii. Nie widziałam dobrego rozwiązania dla moich problemów. Miałam bardzo wiele pytań i żadnych odpowiedzi. Byłam zła, przestraszona, zrezygnowana i zagubiona.

Jakby fakt, że miałam szesnaście lat nie był wystarczającym powodem do huśtawek nastrojów.

Co za los.

W każdym razie rozmowa z panią Doherty uświadomiła mi kilka istotnych kwestii.

Pierwsza, najważniejsza, oczywista, ale często bagatelizowana kwestia: przed problemami nie było ucieczki. Tego po prostu nie dało się zrobić. Ucieczka nigdy nie była, nie jest i nie będzie rozwiązaniem. Problemy to paskudne żyjątka, które miały to do siebie, że nie znikały same. Jeśli jakiś problem znikał to znaczyło, że ktoś go tak czy inaczej rozwiązał — niekoniecznie osoba, której dotyczył. Zgodnie z tym założeniem powzięłam decyzję, o której kilka godzin wcześniej nawet bym nie pomyślała: postanowiłam porozmawiać z Westonem.

Przespałam noc, poświęciłam piętnaście minut dłużej na poranną toaletę i z mocnym postanowieniem ruszyłam do szkoły. Dołożyłam wszelkich starań, żeby wyglądać i czuć się dobrze, ale i tak niepewność zżerała mnie od środka. Dzień wcześniej mój plan wydawał się idealny, teraz już nie byłam tego taka pewna.

Najpierw musiałam znaleźć Samuela, co w sumie nie było trudne.

Mogłam napisać do niego SMS-a, dać znać, że chcę się spotkać, a potem mierzyć się z jego wyniosłym uśmieszkiem.

Albo...

Mogłam zupełnie przez przypadek, zupełnie bez powodu zapytać zupełnie niczego niespodziewającego się Jordana o to, gdzie posiał swojego kumpla. Wiedziałam, że z prędkością godną zupki błyskawicznej przekaże Samuelowi newsa, że o niego pytałam i wielmożny książę sam do mnie przyjdzie. A wtedy to ja powitam go wyniosłym uśmieszkiem.

Wybór tylko na pozór wydawał się trudny.

Naturalnie, postawiłam na opcję numer dwa.

Jordan stał przy szafce i bajerował jakieś niewinne naiwne dziewczę.

Na początku roku musiałam być do niej podobna. Niemal trzy miesiące później byłam o wiele mądrzejsza. I niech mi ktoś powie, że szkoła niczego nie uczy.

Jak na mój gust była z pierwszego roku. Podeszłam do nich pewnym krokiem, dziewczynie posłałam uśmiech, a na Jordana spojrzałam niemal z obrzydzeniem. To nie jest tak, że nim gardziłam.

Książę Mafii (High School Tales) || ✔️Przeczytaj tę opowieść za DARMO!