12 września 2017

35 3 3
                                          

Chwyciłam drżącą dłoń mojej siostry. Wiedziałam, że była to dla niej nowa i trudna sytuacja. Była blada jak ściana, i miała podkrążone oczy przez trzy nieprzespane noce.  Nie miała siły, żeby zrobić sobie makijaż, a rude włosy spięła w niedbałego koka na środku głowy.

Nie wyglądała na Przywódczynię, jak wolała siebie nazywać. Alfa ją zbyt onieśmielała. Kiedy tak na nią patrzyłam, nie wyglądała nawet na Omegę. Była zwykłą, dwudziestoletnią dziewczyną, która przypadkowo została wciągnięta do gangu. Nie rozumiała ich, tak samo, jak oni nie rozumieli jej.

Ale obie wiedziałyśmy, dlaczego Oskar wtedy zaproponował jej kandydaturę. Moira nie rzucała słów na wiatr, a mimo swojej drobnej posturki, potrafiła rządzić twardą ręką. Miała bardzo dobre wzorce w postaci naszych rodziców: ojciec był sędzią, matka policjantką. Potrafiła wzbudzać respekt, nie będąc przy tym arogancką i wyniosłą, zrażającą do siebie ludzi.

Pozostawał tylko jeden problem, którego nie dało się przeskoczyć. Martin prędzej umrze, niż pozwoli dziewczynie sobą pomiatać. Dlatego też wyzwał Moirę na wyścig. Jeżeli przeżyje, obejmie dowództwo. Jeżeli nie, znajdzie się sześć metrów pod ziemią.

Patrzył na nas rozwścieczony, a ja byłam przekonana, że za chwilę z jego ust zacznie wydobywać się piana. Schowałam się za siostrą. Chciałam już wrócić do domu.

I tak nie podobała mi się ta cała sytuacja, a dodatkowo musiałam ją kryć.

Długo się nad tym zastanawiała, ale odrzuciła propozycję. Jej twarz podczas odmowy nie zdradzała żadnego uczucia, czym bardziej rozwścieczyła mężczyznę. Chwycił ją za bluzkę i uniósł do góry, niczym szmacianą lalkę.

- Nie stanowisz dla mnie żadnej konkurencji. Jesteś nic nie wartą laleczką, która próbuje się bawić w zabawę dla chłopców.

Po chwili ją odstawił. Widziałam, że opiera się, aby nie rozmasować obolałych miejsc.

Sapnął ciężko. Od chłopaka biła aura zagrożenia. Jego twarz zastygła w furii. Był wysoki, masywnie zbudowany i miał heterochromię. Przez chwilę jego wzrok spoczął na mnie. Nerwowo przełknęłam ślinę.

W międzyczasie zdążyły okrążyć nas pozostałe osoby z gangu. Oskar podszedł do mnie i położył mi ręce na ramionach. Patrzył cały czas na Moirę, która stała niewzruszona.

- Skoro ty traktujesz to jako zabawę, to w tym momencie możesz opuścić dom. Nie potrzebuję tu nikogo, kto będzie próbował utrudnić mi zadanie.

Zaśmiał się.

-  Ojoj, czy mała dziewczynka się teraz popłacze? - teatralnym gestem otarł nieistniejącą łzę.

-  Jesteś bezwzględny i wyglądasz tak, jakbyś nie bał się samego diabła. Z twoich oczu nie bije nic, poza szczerą nienawiścią do całego świata. Bardzo potrzebujemy takich ludzi. Jeżeli jednak zmienisz zdanie i nie będziesz sabotował moich działań, to wiesz, gdzie mnie szukać. - odwróciła się do niego plecami i ujęła Oskara pod rękę. Chłopak zrobił się cały czerwony, jednak się nie odezwał. Słyszałam szept, który przeszedł po zgromadzonych. Brzmiał jak coś w rodzaju: alfa z omegą czy też to, że Oskar jest kimś, kogo określili "mate". Moira wzdrygnęła się na to słowo. Nie tolerowała go i coś mi podpowiadało, że w dość niedługim czasie zostanie zakazane.


      Kiedy wychodziliśmy, jeszcze raz spojrzałam na zgromadzonych. Część szeptała między sobą, część stała wpatrzona w swoje buty. Tylko jeden Martin na mnie patrzył. Przez chwilę miałam wrażenie, że z jego uszu wystaje futro, a oczy lśnią czymś, co w naszych stronach nazywane było "Wzrokiem Wilkołaka". Wzdrygnęłam się i pospieszyłam za siostrą.

Przywódczyni - opowieśćWhere stories live. Discover now