Rozdział 11

287 29 2

  Bezsenna i jakże aktywna noc dawała mi siwe znaki, gdy wkroczyłam do oświetlonej promieniami słonecznymi jadalni królewskiej. Poły sukni w odcieniu kości słoniowej łopotały za mną, gdy zatrzymałam się przy długim stole. Jaxon jak przystało wstał, odsuwając mi krzesło za co podziękowałam mu skinięciem głowy.

  Atmosfera była sztywna zważywszy, że ledwo znosiliśmy swój wzrok z Jaxonem a królowa Izyda była jak zawsze małomówna. Głowa krainy Stali przypatrywała się wszystkiemu z wyważoną ostrożnością podczas, gdy Adrian cóż, był nieobecny. Choć raz jego pyskata gęba mogła na coś się przydać.

- Krążą plotki, iż byłaś widywana w sali treningowej gwardii – odezwała się Izyda i gdyby nie jej czujne zmysły prychnęłabym pod nosem. Zdanie brzmiało zuchwale a ton wskazywał na oburzenie faktem, iż widziano mnie z mieczem w dłoni.

- Plotki to niepotwierdzone waśnie – sięgnęłam po kielich z winem powoli, przełykając trunek. – Książęta mogą potwierdzić, iż całkiem dobrze sobie radzę.

- Doprawdy? – uniosła wymuskanie brew a jej usta wykrzywiły się w grymasie. – Kobiety a w dodatku księżniczki nie powinny sięgać po broń od tego są mężczyźni. Damy powinny znać tajniki muzyczne i krawieckie a nie nacierać na siebie mieczem. Walki i przemoc przy naszym statusie społecznym można odebrać za grubiaństwo.

- Nie mam zamiaru postawić się w sytuacji, gdzie będę musiała czekać na pomoc, która może nie nadejść – powiedziałam dobitnie, odkładając ledwo tkniętego rogalika. – Nigdy nie popełnię tego błędu i proszę się spodziewać, że jeszcze niejednokrotnie dojdą was słuchy o moim nieeleganckim zachowaniu. A teraz wybaczcie, ale straciłam apetyt.

  Nie czekałam na ruch Jaxona, odsuwając z piskiem krzesło i z ostatecznym dygnięciem ruszyłam do wyjścia. Szerokie drzwi otworzyły się gwałtownie a próg przekroczył wesoły chłopak, pogwizdując pod nosem.

- Niezłe wyczucie czasu – bąknęłam, mijając zdezorientowanego Adriana.

  Szybkim krokiem przemierzałam korytarz, alarmując każdego strażnika, który stawał na baczność, kłaniając mi się. Podły humor najwyraźniej przynosił ze sobą szyk złośliwych zdarzeń, ponieważ gdy mijałam bezpańskie drzwi tuż przed nosem wyrosła mi szczupła rudowłosa kobieta. Nie miałam nawet ochoty nacieszyć się jej sztywnym ukłonem, gdzie irytacja grała główną rolę.

- Lady Tatiana – odparłam z wyważonym spokojem w głosie. – Co cię sprowadza do skrzydła królewskiego?

  Wyszła zza zakrętu, gdzie stopnie wiodły w przestrzeń rodowitych członków Stali oraz od niedawna również moją. Dwór zamieszkujący komnaty w zamku nie miał prawa zapuszczać się w tamte rejony bez przyczyny.

- Miałam swój powód – powiedziała piskliwie, irytując mnie niemiłosiernie. Z tego, co zdołałam wypytać Adriana nie miała w swojej krwi magii mimo, że ojciec z pochodzenia dzierżył ogień. Najwyraźniej jej pokolenie ominął ten zaszczyt, co był powszechnym zjawiskiem.

- Jak na kogoś, kto nie ma żadnej iskry jesteś nadzwyczaj pewna siebie – zaśmiałam się, przyglądając jej się z jawnym wyzwaniem. – A taka pycha może sprowadzić na ciebie dużo kłopotów. Dlatego grzecznie proszę odpowiedz mi na zadane pytanie albo użyję bardziej radykalnych środków – strach zalśnił w jej oczach, co zapewne było u niej rzadkością, ponieważ z plotek służby wywnioskowałam, że terroryzowanie ludzi było jej hobby.

- Chciałam spotkać się z Jaxonem – wysapała przez zaciśnięte szczęki a jej drobna twarz poczerwieniała ze złości.

- Dla ciebie księciem Jaxonem – poprawiłam ją, czując okruch satysfakcji. – Uczestniczy w śniadaniu, jednak zawsze mogę mu przekazać wieści.

Queen of BloodPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!