Praca nr 3 - Wywiad "Miltonowie na tropie"

38 6 20

Największą radością dla każdego dziecka w Święta Bożego Narodzenia jest niewątpliwie spotkanie ze Świętym Mikołajem. Rodzina Miltonów, całkiem niespodziewanie, otrzymała niezwykłe zaproszenie...

Siedmioro dzieci w różnym wieku i ich trzej opiekunowie stali na niewielkim lotnisku w dalekiej i mroźnej Laponii, obładowani bagażami niczym muły. Gregory zerknął na walizki i westchnął ciężko. Właśnie w taki sposób kończy się pakowanie przez nadopiekuńcze matki na weekendowy wyjazd. Raymond, który właśnie wrócił z wypożyczalni, machając radośnie kluczykami, widząc skrzywioną minę Gregoriego, roześmiał się jowialnie.

— Nie przejmuj się, stary! Udało mi się zdobyć dla nas suva. Pomieścimy się — zapewnił.

— To dlaczego go jeszcze tu nie ma? — wtrącił Nolan, rozglądając się za tym niesamowicie pojemnym pojazdem zdobytym przez jego przyjaciela.

— Parking jest kawałek stąd.

Kiedy wszyscy zgromadzeni w Laponii spojrzeli z uniesionymi brwiami na Raymonda, ten skrzywił się wyglądając jak siedem nieszczęść, jak często określała go żona, Kelly. Westchnął i ruszył w kierunku wskazanym mu przez pracownika wypożyczalni.

— Nie rozumiem, musi mieć odrzutowiec, albo ten jeden z najnowocześniejszych bezdźwiękowych szybowców. Niemożliwe, by sanie przemierzyły taki dystans — tłumaczył swojemu kuzynostwu Leonard, wskazując palcem na swój schemat.

— Sianie — skwitowała krótko dylematy brata Lilly, patrząc na rysunek sceptycznie. Gregory roześmiał się, biorąc dwuletnią córkę na ręce i nakazując reszcie towarzystwa skierować się w tę samą stronę co wcześniej Raymond.

Nie dotarli nawet do końca ulicy, gdy zza rogu wyłonił się duży samochód. Gdy tylko zatrzymał się przy krawężniku, Nolan i Gregory zajęli się bagażami, Raymond zaś dzieciakami.

Ray siedząc za kierownicą, wyglądał niczym dziecko tuż przed otwarciem prezentów bożonarodzeniowy poranek. Przekręcił w stacyjce kluczyk i spojrzał na resztę pasażerów wyraźnie podniecony wizytą w krainie Świętego Mikołaja. Nolan wyciągnął mapę, w którą się zaopatrzyli na lotnisku. Niby niewielka kraina, a jednak, znając Raymonda, zamiast do wioski Mikołaja, mogli trafić do Amazonii. Jakby sceptycznie wyjaśnił takie porównanie Leonard — jedyna możliwość to załamanie czasoprzestrzenne, ewentualnie odrzutowiec.

Na szczęście okazało się, że jest tylko jedna droga, zatem nie powinno być większego problemu w dotarciu przez nich do celu podróży. Po godzinie podziwiania przepięknych, śnieżnych widoków dotarli do oświetlonej bramy wjazdowej. Z zaskoczeniem, ich oczom ukazał się mężczyzna ubrany w zielony strój.

Ray otworzył szybę i bezceremonialnie zapytał:

— Hej skrzat! Przyznaj, dobrze płacą?

Gregory zamknął z jękiem oczy, a Nolan miał ochotę zapaść się pod ziemię.

— A co? Chce pan się zatrudnić? — odparł niezrażony mężczyzna.

— Nie wiem, czy dobrze by mi było w tych zielonych gaciach, ale za pracę jedynie w grudniu, mógłbym się tu przenieść. — Raymond wychylił się przez okienko i rozejrzał się.

— Pan Milton? — zapytał z westchnieniem, kręcąc z bezradnością głową.

— Na szczęście, to ja — odezwał się z siedzenia obok Gregory, uśmiechając się przepraszająco. — Moje dzieci otrzymały zaproszenie.

— Proszę zaparkować po prawej stronie. Za chwilę ktoś zaprowadzi państwa do domku.

— Dziękujemy. — Uśmiechnął się Nolan.

Warsztaty Literackie - Moim PióremPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!