✨ 04. Oni myślą, że Ty coś znaczysz

17.6K 1.5K 301


Sobotni poranek przywitał mnie nieznośnym wibrowaniem telefonu. Przezornie wyciszyłam dźwięki, ale to nic nie dało. Odnotowałam w pamięci, żeby wyłączyć powiadomienia, świadoma, że i tak tego nie zrobię. Nastolatka w dwudziestym pierwszym wieku nie ma lekko, bycie offline to luksus, na który mnie nie stać. 

Kolejne powiadomienie wywołało u mnie serię niekontrolowanych pomruków. Uwielbiałam spać! Jeśli nie było końca świata, inwazji kosmitów albo degustacji w fabryce czekolady to każda próba nawiązania kontaktu w sobotnie poranki była z góry skazana na niepowodzenie.

W końcu jednak ciekawość zwyciężyła. 

Sięgnęłam po telefon i rzuciłam okiem na wyświetlacz. Zmarszczyłam czoło. Coś się nie zgadzało.

Wszystkie powiadomienia były z Facebooka, ale ich ilość była absurdalnie wielka.

Nie zastanawiając się dłużej zwlekłam się z łóżka, usiadłam przy biurku, odpaliłam komputer, uruchomiłam przeglądarkę, weszłam na Facebooka i zaniemówiłam.

To zdecydowanie nie był objaw anonimowości.

Byłam bardzo daleka od zrealizowania planu pozostania w cieniu.

W zasadzie: byłam w czarnej dupie, ale aż nadto na świeczniku.

Nawet nie wiedziałam, że tak się da.

— Wow... — szepnęłam do siebie. — Jest. Źle.

Ponad dwieście nowych zaproszeń do znajomych, co jedną czwartą szkoły. Niby niewiele, biorąc pod uwagę, że niektórzy potrafili liczbę znajomych podawać w tysiącach. Dla mnie jednak było to dużo za dużo.

Trudna do zliczenia ilość oznaczeń oraz komentarzy, na które nie dałabym rady i nie chciałam odpowiadać.

Dołączono mnie również do grup dyskusyjnych, o których istnieniu nie wiedziałam.  Okazało się, że nasze liceum miało swoją zamkniętą grupę. Przejrzałam listę członków i zauważyłam, że nie było na niej Westona. 

Ka bum! 

Magia dwudziestego pierwszego wieku! 

Wyglądało na to, że grupa na FB była wolna od Westona i jego kumpli. Jedyne miejsce, gdzie życie szkoły, choć offline, toczyło się niezaburzonym rytmem i sprawiało pozory normalności. Niby taka głupota, a tak cieszyła. 

Przeglądanie newsów zajęło mi dwie godziny. Z ręką na sercu mogłam przyznać, że straciłam tylko czas. Wszystkie wypowiedzi, które udało mi się przeczytać, były pisane pod wpływem chwili i, prawdopodobnie, alkoholu. Niczego nie wnosiły do sprawy, a najpewniej wkurzały Westona. Mogło go nie być na liście członków grupy, ale miałam niejasne przekonanie graniczące z pewnością, że o wszystkim wiedział. A ja naprawdę nie potrzebowałam wkurzonego Westona.

Zeszłam na dół, żeby zjeść śniadanie. Niechciana pobudka wywoływała stres, a to z kolei budziło głód. Na wyspie kuchennej znalazłam gotową porcję i kartkę z informacją, że rodzice musieli jechać do pracy. To akurat były ciemne strony dwudziestego pierwszego wieku: był hajs, było Camaro, był iMac i było pięćdziesiąt tysięcy dolców na koncie, ale nie było rodziców. Coś za coś.

Sobota zapowiadała się mało ekscytująco. Widziałam, że wszyscy nadal żyli wczorajszą imprezą i czułam zawód, że nie mogłam tego z nimi dzielić. Jasne, dostałam setki zaproszeń na FB, ale to nie to samo.

Ziewnęłam i rozsiadłam się przed telewizorem. Zdążyłam włączyć pierwszy lepszy kanał, kiedy dostałam smsa.

Od: 1-310-989-5740

Książę Mafii (High School Tales) || ✔️Przeczytaj tę opowieść za DARMO!