Dwa dni przed świętami...

96 13 3

- Gregory?

- Tak? – wydyszał Greg, próbując usilnie zapiąć jakieś niezidentyfikowane, najbardziej czerwone, jakie oczy Faith kiedykolwiek widziały, workowate gacie.

- Będę zapewne tego pytania żałować, ale, co ty właściwie robisz, kochanie? – zapytała odkładając książkę, którą przed chwilą czytała na stolik obok sofy. Gregory nagle puścił spodnie, które widać było gołym okiem, że są za ciasne, i spojrzał na nią z rezygnacją.

- Próbuję zapiąć te cholerne spodnie! Ale jakoś mi nie idzie – odparł zrezygnowanym tonem.

- Wiesz, może dlatego, że są po prostu za ciasne – wytłumaczyła cicho, czując, że gdyby powiedziała to głośniej, niechybnie rozpłakałaby się ze śmiechu, który usilnie próbowała powstrzymać.

Ten, zwykle poważny dyrektor szkoły, teraz wyglądał jak olbrzym próbujący wbić się w gacie skrzata. Tego jeszcze w tym domu nie było. Zaryzykowała ponowne pytanie, nie mogąc powstrzymać ciekawości. - A z jakiej to okazji ukradłeś jakiemuś dziecku spodnie i próbujesz je teraz włożyć? Jakiś zakład?

- Faith! – Ostrzeżenie w jego głosie podszyte było, wciąż obecną rezygnacją.

- Tak? Przecież nie powiesz mi, że to, co teraz robisz, jest u ciebie normalne. Greg, od pół godziny próbujesz wcisnąć na siebie portki skrzata!

- To nie są żadne portki skrzata, skarbie. To są spodnie Świętego Mikołaja! – odparł na pół urażony i na pół dumny.

- Chyba jakiegoś niewyrośniętego – mruknęła pod nosem. Niestety, jej słowa nie były na tyle ciche, jakby chciała, gdyż jej dziwny Mikołaj zdołał jej usłyszeć.

- W sklepie powiedziano mi, że będą pasować na takie wysportowane ciało jak moje.

- Greg, proszę, zaspokój moją ciekawość i powiedz, czy w tym sklepie sprzedawczynią była jakaś młoda dziewczyna wpatrzona w ciebie jak w obrazek? - Zerknęła na męża spod przymrużonych powiek i posłała mu złośliwy uśmiech.

- Do czego zmierzasz? – zapytał ostrożnie.

- A do tego, że wcisnęłaby każdy kit, bylebyś chociaż na nią spojrzał, zapewniam cię – odparła pewnym siebie tonem, podnosząc się z sofy i kierując do kuchni, gdzie kończyła się piec zapiekanka na kolację, i czekały jeszcze na swoją kolej pieczenia, ciasteczka i pierniczki. Gregory ruszył za nią, chociaż dużo wolniej, ze względu na krępujące jego ruchy opadające wciąż spodnie.

- Hmm, przyznam, że zastanawiałem się, dlaczego tak dziwnie na mnie patrzy. Ale żeby mi sprzedać za małe spodnie? No i co ja mam teraz zrobić? - Jego bezradność wobec płci pięknej była czasami wręcz rozczulająca, zwłaszcza gdy były to dzieci, bądź nastolatki. Mężczyzna o słusznej posturze obawiał się pań, niczym diabeł wody święconej.

- Nie wiem. Może oddasz je do tego sklepu? Może ci je wymienią? Nadal jednak nie rozumiem jednego, Greg. Po co ci strój Mikołaja?

- Cóż... widzisz, w tym roku, to mnie wrobili w tę rolę - przyznał w końcu z niechęcią.

Na to wyznanie Faith roześmiała się głośno, odchylając głowę do tyłu. Nie miała pojęcia, jaki geniusz wymyślił, że jej małżonek, który nijak Mikołaja nie przypomniał, mógł nim zostać zakładając to czerwone wdzianko. W dodatku, zawsze cedował takie obowiązki na podwładnych. Tym bardziej, nie potrafiła zrozumieć, jakim cudem jego pracownikom udało się wpakować Gregoriego w taką kabałę.

- Żartujesz sobie - parsknęła. - Do dyspozycji mają wielkiego, siwego, z wielkim brzuchem Bena, a wybrali ciebie? Jesteś pewien, że nie zrobili sobie z ciebie świątecznego żartu? – zapytała, cały czas chichocząc. Gregory poczerwieniał na twarzy z zażenowania, i widać zaczął się zastanawiać nad prawdziwym powodem, dla którego do tej roli wybrali właśnie jego.

MikołajkiPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!