ROZDZIAŁ 13 - NaDzIeJa

2.3K 177 8

Gdy dałam znak jaki jest plan każdy zrozumiał ponieważ każdy miał jeden palec u ręki wyprostowany. Wiem głupie, ale kto załapie o co chodzi...Tylko my! Usiadłam na nogach, a rękami zaczęłam grzebać w bucie. Było prosto ponieważ wilkołaki szukały mieszkańców, których i tak nie znajdą, ale niech szukają przynajmniej mam uproszczone zadanie. Oczywiście paru zostało, ale pilnowało tych "głupków".

- Dobra to może zacznijmy od czegoś prostego - powiedział patrząc na mnie - Ile was tu jest?

Po chwili myślenia postanowiłam odpowiadać zgodnie z prawdą, gdyż muszę odwrócić jego uwagę. Dobra po prostu nie umiem kłamać.

- Około 100 osób - powiedziałam

- Dokładniej - powiedział szorstko

- 103 osoby - powiedziałam i spuściłam wzrok

- Jeśli ze mną rozmawiasz masz patrzeć na mnie, a nie na podłogę - warknął, podniosłam szybko wzrok nie chcąc go jeszcze bardziej rozzłościć.

- Więc mówisz, że 103 osoby...Hahaha - zaczął się śmiać

- Z czego się śmiejesz - zapytałam bo nie było w tym nic śmiesznego, to tylko liczba osób

- Dla twojej wiadomości ja zadaję pytania - powiedział zły, ja w tym czasie znalazłam scyzoryk i patrzyłam na wilki koło chłopaków. Schowałam go pod rękaw i zaczęłam rozcinać więzy - Dobrze to tak ile osób jest zameldowanych stąd w mieście ?

- Żadna - postanowiłam skłamać. Nie mogę ich przecież wydać, znaleźli by ich zbyt szybko.

- Nie kłam - powiedział w miarę spokojnie - Jak chcesz ich chronić to lepiej mów od razu

- Roz on kłamie - mówi Nico - Nie pozwól sobą manipul... - podszedł do niego i kopnął go.

- To co mówisz czy mam to powtórzyć - zapytał, popatrzyłam na Nico, który miał zbolałą minę, ale mówił bezgłośnie bym tego nie robiła - Dobra to twój wybór - chciał go kopnąć, a ja nie mogłam tak tego zostawić

- Stój - krzyknęłam - Powiem wszystko, tylko zostaw go

- Dobry wybór - odchodząc jednak go uderzył.

- Miałeś go zostawić - mówię.

- Nie będziesz mi rozkazywać - mówi wściekły - i zacznij lepiej odpowiadać, bo źle to się dla was skończy

- Dobrze - powiedziałam i skończyłam ciąć sznur. Byłam wolna - Zameldowane są trzy osoby

- Grzeczna dziewczynka. Teraz mi powiedz. Kto to jest ?

- Roz błagam nie....

- Bądź cicho - krzyknął na niego - odpowiadaj bo moja cierpliwość się kończy

- Nic nie powiem - mówię pewnie.

- Na pewno?

- Tak. Nic więcej nie powiem

- Nie rozśmieszaj mnie masz mi teraz powiedzieć, albo ktoś ucierpi

- Jeśli chcesz już by ktoś cierpiał to, to mogę być tylko ja

- Świetnie - podszedł i kopnął mnie w brzuch. Ja lekko odbiłam się na nogach i doleciałam do jednego z chłopaków, podałam dyskretnie scyzoryk i przytrzymałam więzy. Alfa podszedł do mnie i podciągnął do góry - Zaczniesz gadać czy jednak mam Cię teraz zabić  ?

- Nie zacznę gadać ani nie chce umrzeć

- Jedno kochanie wyklucza drugie więc...

- Więc nie mówi do mnie "kochanie"

- Czyli chcesz bym odebrał Ci życie - zaczął mnie ciągnąć w stronę lasu. Ja oczywiście bezczynnie nie stałam tylko szarpałam się, ale to nic nie dawało zapierałam się także nogami co lekko go zdenerwowało.

- Zostaw ją - Alfa kiwnął palcem, gdy usłyszał krzyk Nicolasa. Usłyszałam jego krzyk wypełniony bólem próbowałam się wyrwać by mu pomóc, ale nie mogłam. Z tej głupiej bezsilności, której jeszcze nigdy nie czułam zaczęły mi płynąć łzy. Ale wtedy zobaczyłam NADZIEJĘ.

- Alfo - powiedział Jackob lekko wystraszony, gdy na mnie spojrzał.

- Czego? - powiedział wnerwiony.

- Co ty chcesz zrobić?

- To na co ta dziewucha zasłużyła

- Ale co ona zrobiła? - zapytał, rozmawiał z nim w miarę luźno nie widziałam zdenerwowania w zadawaniu tych pytań mimo, że Alfa był wnerwiony na maxa.

- Wystarczy to, że istnieje

- Ale może nie jest najgors...

- Co ty ją tak bronisz? Może znasz ją? Lepiej przyznać się teraz

- Alfo ja...

- Ja go widzę pierwszy raz - mówię spokojnie z kamienną miną. Nie chcę by następna osoba cierpiała.

- Naprawdę? - zapytał i zwrócił się do Jackob'a - To czyli nic nie będziesz miał przeciwko jeśli zrobię jej tak - rzucił mną o ziemię - albo tak - kopnął mnie w brzuch, który był już makabrycznie obity, przez zadany ból poleciało mi parę łez - albo...

- Tak znam ją. Nie rób jej nic - krzyknął Jackob.

- Czyli kłamałaś? - zapytał - ODPOWIEDZ - wrzasnął podnosząc mnie na równe nogi.

- Tak - powiedziałam wystraszona.

- I tak zginiesz - powiedział z uśmiechem.

- Ale Alfo... - powiedział Jackob, w ogóle kim on jest, że się go nie boi - Nie podejmuj tak pochopnych decyzji można - zastanowił się chwilę - Można ją do czegoś wykorzystać przecież jest człowiekiem

- W sumie...Czemu nie - powiedział zamyślony - gdyby tak była mniej wygadana trafiła by do naszego Domu Publicznego

Słysząc jego słowa byłam przerażona nie na żarty. Wolałam już umrzeć niż iść do Dom...Nawet nazwa nie przechodzi mi przez gardło. Mam nadzieję, że uda nam się uciec, że plan się powiedzie bo jeśli nie to...to nie wiem co będzie ze mną. Na pewno nie pozwolę bym tam trafiła. W ogóle jak Jackob mógł coś takiego zaproponować przecież...Wiem, że chce dobrze i że nie chce bym została zabita, ale to lepsze niż służyć tym....wilkołakom.

- Tak - powiedział Jackob zniesmaczony - Z pewnością to jest...lepsze

- Co ty na to? - zapytał mnie, dla mnie jednak było już wszytko obojętne co się ze mną stanie, dlatego milczałam - Odpowiedz - warknął i ścisnął moje ramię i wtedy Nico krzyknął.

- JUŻ!!! 




JUŻ!!! Jest rozdział :) Mam nadzieję, że się spodoba próbowałam jakoś w miarę dobrze to napisać. Mam także pytanie używać w książce wulgaryzmy czy nie są wam potrzebne np. będę je wtedy czymś zastępować? Jestem ciekawa i chcę was powiadomić, że w tym tygodniu będę poprawiać wszystkie rozdziały. Miłej soboty!!!


Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now