ROZDZIAŁ 11 - NiEzNaJoMa DzIeWcZyNkA

2.5K 188 8

Trzymając Tony'ego nie wiedziałam co robić byłam oszołomiona tym, że wilkołaki się zbliżają. Oczywiście wiem niekiedy tu patrolują, ale nigdy nie zdarzyło się by było to tak blisko siebie. Ostatnio byli tu tydzień temu. 

Dobra muszę przestać myśleć i zacząć się ewakuować. Rozglądnęłam się i obliczyłam mniej więcej ile czasu zajmie mi dobiegnięcie do szkoły razem z Tony. Tak około 5 minut, ale to troszkę długo. Zamiast rozmyślać powinnam biec, na horyzoncie nie ma wilkołaków, więc biegnę. Cały czas mam bardzo wytężony słuch, ponieważ nie wiem ile alarm się spóźnił ani jak szybko się przemieszczają. Tony jest cały poobijany i płacze boję się usłyszeć co mu się stało, ale jestem chyba gotowa na wszystko. 

Biegnąc w stronę szkoły rozmyślam nad słowami Jackob'a kazał nam się przenieść bo grozi nam niebezpieczeństwo. Zignorowałyśmy to z mamą i teraz mamy atak wilkołaków. Może lepiej było go posłuchać...Dobra nie wiem, ale muszę się teraz skupić nad dotarciem do schronu, a nie na jego słowach. Właśnie wbiegam do szkoły mimo, że minęło 10 minut od alarmu szkoła jest jeszcze prawie pełna. Ludzie są w strasznej panice widać, że życie w "opuszczonej wiosce" dodaje im dużo, więcej stresu niż mili by normalnie, ale cóż nie możemy pozwolić na to by nas zdemaskowali, albo byśmy my się poddali. To po prostu nie wchodzi w grę. 

Wybiegam ze szkoły i kieruję się w stronę schronu widzę moją mamę czekającą najprawdopodobniej na mnie. Gdy mnie zauważa biegnie w moją stronę.

- Boże kochanie... - zaczyna jednak przerywam bo nie mamy zbytnio czasu.

- Mamo weź Tony'iego i opatrz go, wypytaj także co się stało ja muszę iść pomóc ewakuować ludzi - mówię i podaję Tony'iego.

- Nie to jest zbyt niebezpieczne wilki mogą tu...

- Nie mamo niebezpieczne jest to, że Ci ludzie mogą nie zdążyć uciec, dlatego muszę im pomóc by ich nie złapali - mówię szybko - Obiecuję, że nic mi się nie stanie - ściskam jej rękę.

- Dobrze - mówi, a ja biegnę w stronę domów - Powodzenia 

Wbiegam do każdego domu po kolei, sprawdzam czy ktoś przypadkiem tam nie został, czy każdy trafił do bezpiecznej strefy. Po 20 minutach wychodzę z ostatniego domu i biegnę do chłopaków. 

- W domach już nikogo nie ma - mówię.

- Dobra to teraz czas byśmy my się ewakuowali - mówi Michael.

- Chodźcie za mną - mówię i kieruję się do domu. 

Gdy jesteśmy w środku podchodzę do szafy i otwieram ją. W środku za stertą ubrań znajdują się drzwi do tunelu szybkiej ewakuacji. 

- Dobra wchodźcie - mówię.

- Najpierw ty - mówi Nicolas.

- Nie wy wchodzicie pierwsi, ponieważ ja tylko wiem jak to zamknąć, a chce mieć pewność, że tam wejdziecie, a nie poleziecie gdzieś indziej - wskazuję na szafę. Chłopaki zaczynają powoli wchodzić ja podchodzę do okna i obserwuję, gdy zostajemy w trójkę widzę jak wilkołaki wyłaniają się z lasu. Jest to przerażające i czuję lekką obawę, ponieważ jest ich więcej niż zwykle.

- Musimy się pośpieszyć - mówię przełykając gulę w gardle - Już są - chłopaki spojrzeli na mnie nie wykazując ani trochę, że się boją ich twarz była..yyyy...można powiedzieć obojętna. Bo przecież co tam to tylko stado wilkołaków, które nie nienawidzą ludzi, ale to pestka. 

Chłopaki są już prawie w środku ostatni raz patrzę przez okno i chcę odchodzić, ale coś przykuwa moją uwagę. Mała dziewczynka chowająca się za zjeżdżalnią, widzę ją pierwszy raz jednak coś mi mówi, że muszę po nią biec. No bo jak zostawić dziecko na pastwę wilkołaków. Myślę nad szybkim planem, gdyż wilki już tu są...

- Roz chodź, że szybciej - mówi Mick.

- Ale...

- Właź tu natychmiast - gdy to mówi decyduję się pomóc dziewczynce w sumie byłam zdecydowana od pierwszej chwili, ale musiałam obmyślić plan, którego nie mam, ale wili są blisko niej, więc muszę jej pomóc nie ważne jak. 

Podbiegam do drzwi. Słyszę jak Mick woła bym wróciła przeklinając przy tym. Ja jednak wiem jedno muszę pomóc tej dziewczynce. Szybko wychodzę z domu tylnymi drzwiami i zaczynam się kierować do placu zabaw. Przechodzę między domami zatrzymując się i upewniając czy jest bezpiecznie. Jestem już jakieś 100 metrów od niej widzę strach w jej oczach i wiem, że nie jest z naszej wioski. Rozglądam się czy nie ma nikogo w pobliżu, na szczęście nie. Szybko podbiegam do dziewczynki i łapię ją od tyłu zatykając buzię ręką oraz chowając się przy okazji za zjeżdżalnią.

- Nie bój się - mówię spokojnie - Nic Ci się nie stanie. Tylko musisz mnie uważnie słuchać i nie krzyczeć. Zaprowadzę Cię do mojego domu gdzie nic nie będzie Ci grozić i będziesz bezpieczna. Dobrze?

Mała kiwam głową, a ja ściągam z jej ust moją rękę chwytam ją za małą rączkę i rozglądam się czy nikogo nie ma nigdzie. Nie dziwię się zbytni, że tak szybko mi zaufała, zazwyczaj dzieci szybko nabierają do mnie zaufania. Czemu? Nie wiem.

Znowu jak przedtem nie widzę nikogo kto może nam zaszkodzić jestem lekko zdziwiona, ponieważ widziałam jak kierują się w tą stronę, ale to musi być po prostu zbieg okoliczności. Prawda?

Wstaję i trzymając ją za rękę biegnę do uliczki, którą tutaj przyszłam. Gdy jesteśmy prawię w moim domu widzę coś strasznego, chłopaki walczą z wilkołakami i nie idzie im to zbyt dobrze. Zatrzymuję się i nie wiem co robić, przecież nie mogę ich zostawić. Szybko wbiegam do chatki chowając dziewczynkę w moim pokoju i decyduję się im pomóc bo przecież to moi przyjaciele i ryzykują dla mnie. Na pewno by tego nie chcieli, ale ja zawsze robię po swojemu, więc... "Czas zacząć walkę" mówię w myślach. Chociaż to nie jest zbyt dobre słowo na określenie tego co tam się dzieje i co będzie się działo. Tak mówi moja podświadomość.



Przepraszam, że tak późno, ale znowu miałam problem z końcówką wiedziałam jak ją napisać, ale wyleciało mi to z głowy. Dlatego musiałam troszczę główkować by to złożyć w całość. Jednak mam nadzieję, że mimo to spodoba wam się rozdział :) Dobranoc

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now