ROZDZIAŁ 10 - DźWiĘk

2.7K 181 10

Nie mogłam uwierzyć w to, że mama wróciła. To było wręcz niemożliwe, ale jednak. To wszystko dzięki Jackob'owi. Gdyby nie ona mam dzisiaj by została zabita, a ja pewnie razem z nią. Od tego jak mama wróciła minęły 4 dni. Przez ten cały czas rozmawiałyśmy z mamą o tym co się z nią działo. Gdy sobie przypomnę ten moment sprzed ostatnich czterech dni. 

- Mamo - popatrzyłam na nią nie mogąc uwierzyć.

- Roz - powiedziała i podbiegła do mnie i przytuliła. Stałyśmy tam z 10 minut tylko się przytulając. Pozostali przyglądali się nam w ciszy wiedzieli, że potrzebujemy tego. 

- Mamo tak bardzo się bałam - powiedziałam w jej ramię ze łzami - tak bardzo się bałam, że już Cię nie....zobaczę - łzy zaczęły jeszcze szybciej wypływać

- Ja też kochanie - powiedziała również płacząc - nie wiedziałam co zrobić byłam taka bezradna, gdy myślałam...że udało im się ciebie znaleźć - przytuliła mnie jeszcze mocniej jakby chciała się upewnić czy naprawdę tutaj jestem. 

- Roz - odezwał się nagle Jackob.

- Tak ? - zapytałam i popatrzyłam na niego dalej przytulając mamę.

- Musimy porozmawiać - powiedział.

- Teraz ? - zapytałam.

- Tak 

- Nie możemy za chwilę, albo najlepiej jutro - powiedziałam, gdyż chciałam spędzić z mamą jak najwięcej czasu. Chciałam się dowiedzieć jak ją traktowali, jak udało jej się uciec, czemu ją złapali i jeszcze wiele innych pytań nasuwało mi się, więc nie chciałam teraz z nikim innym rozmawiać tylko z nią.

- Córciu idź z nim ja pójdę do domu i przygotuje herbatę byśmy mogły spokojnie porozmawiać i bym mogła Ci odpowiedzieć na pytania - powiedziała odsuwając się ode mnie.

- Dobrze powiedziałam, ale ty dopiero co przyjechałaś ja powinnam zrobić herbatę bo pewnie jesteś zmęcz...

- Nie nie jestem zmęczona i ja zrobię herbatę brakowało mi tego...tam - zamyśliła się chwilę - więc lećcie pogadać

- Dobrze - powiedziałam zmartwiona tym, że mama nie uśmiecha się tak jak zwykle wręcz nie jest tą samą osobą. Muszę z nią o tym porozmawiać. Zauważyłam, że Jackob zaczął ciągnąć mnie w kierunku samochodu.

- Jackob dziękuję bardzo za to, że przywiozłeś mamę  - powiedziałam ze łzami - Ale nie musiałeś ryzykować życia

- Nie ryzykowałem życia - powiedział zdziwiony.

- To tak po prostu ją wypuścili - zapytałam bardziej zdziwiona od niego.

- Aaaaaa o to Ci chodzi - powiedział lekko zdenerwowany - No, więc....Zaplanowałem to tak, że wygląda jakby twoja mama uciekła sama - powiedział jakby pytając.

- Ale i tak dziękuję - powiedziałam i przytuliłam go - O czym tak w ogóle chciałeś porozmawiać ?

- Musisz o czymś wiedzieć - powiedział już poważne poważnie.

- Tak - zapytałam lekko zdenerwowana.

- Musicie opuścić wioskę i znaleźć inne miejsce do zamieszkania - powiedział.

- Ale dlaczego - zapytałam zdenerwowana na maxa.

- Nie mogę nic więcej powiedzieć, ale proszę posłuchaj mnie i zrób co Ci mówię - powiedział i szybko wsiadł do samochodu zanim zdążyłam się o cokolwiek zapytać.

Od tej sytuacji minęły cztery dni zaczęłam na nowo chodzić do szkoły. Szybko nadrobiłam stracony materiał. W sumie to po paru godzinach już go umiałam. Z mamą jest  lepiej, wygląda prawie tak samo jak przed wyjazdem. W ten sam dzień jak mama przyjechała poznałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Mama odpowiedziała na wszystkie moje pytania nie spodziewałam się tak strasznych odpowiedzi. Powiedziałam jej także o tym co powiedział Jackob, ale powiedziała bym się nie przejmowała.

Mimo, że nie wiedziała jak ją znaleźli albo skąd wiedzieli, że ma fałszywe zameldowanie to podejrzewała, że ktoś na nią doniósł nie miała podejrzeń jeśli chodzi o osoby, ale ta myśl chodziła jej po głowie. Wyprowadziłam ją z tego błędu na początku była lekko przerażona, że byli w naszej wiosce, ale ja uspokoiłam. Na pytanie jak ją traktowali na początku nie chciała odpowiedzieć, wystraszyłam się już wtedy co oni jej mogli tam robić, ale przekonałam ją by mi to opowiedziała. Mówiła ze łzami w oczach jak ją tam katowali, głodzili i bili, ponieważ nie chciała nas wydać. Nie chciała mówić ze szczegółami, ale nie dziwię się jej nie dopytywałam bo wiem, że chce o tym jak najszybciej zapomnieć. Gdy zapytałam jak się wydostała powiedziała" Pewnego dnia przyszedł Jackob i zapytał czy nazywam się Izabela Reed powiedziałam, że tak on na to, że jutro mam być gotowa ponieważ pomoże mi w ucieczce". Nie męczyłam także mamę pytaniami, gdyż chciałam, żeby sobie odpoczęła.

Dzisiaj jest poniedziałek aktualnie wstałam i stoję przed lustrem w łazience przypominając sobie sytuacje z ostatnich dni. Ubieram fioletowe soczewki. Pewnie zapytacie się po co? Mama mówi, że to dla mojego bezpieczeństwa, chociaż nie wiem w czym one mogą pomóc, ale lubię je więc w nich chodzę. 

Dobra do szkoły jestem gotowa mam na sobie jeansy i kolorowy podkoszulek, a na to bordowy sweter. Szybko zbiegam po schodach i żegnam się z mamą całując ją w policzek. Podbiegam do plecaka i wychodzę kierując się w kierunku domu dziecka. Biorę dzieciaki i zaprowadzam do szkoły po drodze śmiejąc się oraz rozmawiając o bzdetach, a następnie lecę szybko do szkoły, gdzie przed nią widzę Lexi. Witam się z nią i kieruję się do klasy od biologii gadając o jakiś bzdurach i śmiejąc się na cały korytarz.


-------------------------------------------------------


Po trzech lekcjach nareszcie mamy dłuższą przerwę. Biorę książkę od historii oraz drugie śniadanie czyli jabłko, a Lexi bierze telefon i jakąś sałatkę. Kierujemy się aktualnie na dwór by zjeść w spokoju i na świeżym powietrzu.

- Jak tam z mamą - pyta.

- Jest z nią już lepiej - mówię - ale nie wiem czy kiedykolwiek będzie taka sama jak przed tym wyjazdem.

- Na pewno - mówi Lexi - pamiętaj kto tu jest zawsze optymistycznie do życia nastawiony - pyta i przytula mnie.

- Ja - mówię ze śmiechem.

- Właśnie, a teraz zjedzmy nasze śniadanie bo inaczej będziemy chodzić głodne do końca dnia.

- Dobra to gdzie siadamy - pytam sarkastycznie.

- Nie wiem - mówi udając, że się zastanawia - może na ławce

- Bardzo śmieszne - mówię i ciągnę ją w kierunku dębu, który służy nam w takie dni za nasz stolik. Gdy jesteśmy przy nim jemy śniadanie i gadamy o chłopakach, którzy są przystojni dla Lexi. Po okołu 20 minutach zbieramy się i kierujemy do szkoły. 

Jednak ja zauważam Tony'ego, przekazałam Alexi swoje rzeczy i powiedziałam, że sprawdzę co go tu sprowadza. Podbiegłam szybko do niego. Był cały zapłakany nie wiedziałam czemu, ale szybko go przytuliłam i wzięłam na ręce, gdy chciałam się zapytać co się stało usłyszałam dźwięk. Dźwięk oznaczający, że wilkołaki się zbliżają!!!



Hejka!!! Mam jakieś złe przeczucia dotyczące tego rozdziału, a zwłaszcza końcówki. Czuje się nie spełniona i zła, ponieważ nie podoba mi się to. Proszę, więc o waszą najszczerszą ocenę nawet jeśli to najgorszy rozdział pod słońcem to napiszcie mi to. Potrzebuję waszej opinii bo dla mnie to jest złe i to bardzo. I przepraszam, że nie dodałam rozdziału wczoraj, ale ta głupia końcówka próbowałam ją poprawić, ale nie wyszło. PRZEPRASZAM !!!


Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now