Drogi wcale nie muszą dokądś prowadzić. Muszą tylko
gdzieś się zaczynać.


~*~ Luhan ~*~

- Nie! - krzyknęła na tyle głośno, że jej głos przebił się przez głośną muzykę docierając do uszu kilku osób w pobliżu, w efekcie czego Han znów stał się przedmiotem zainteresowania. Napotkał kilka ciekawskich spojrzeń, jednak starał się to ignorować i przeniósł tęczówki na dziewczynę trzymającą zaborczo jego koszulkę. Zacisnął usta bardziej obawiając się wkurwionej Eveline, gdy się dowie co się stało z ubraniami, które mu podarowała, niż przeszywających jego osobę kilkunastu par oczów. Westchnął ciężko już nie wiedząc jakich argumentów użyć. Sterczał już chyba piętnaście minut starając się przemówić do rozsądku nieznajomej, co graniczyło z cudem przez to, iż widocznie była nieźle wcięta, więc równie dobrze mógł sobie porozmawiać z ośmiolatkiem, a efekt byłby prawdopodobnie ten sam. Już ściana wykazywała większą chęć współpracy.

- Słuchaj. Naprawdę potrze-...

- Pieeprzysz - przerwała mu mówiąc niewyraźnie przez alkohol płynący w jej żyłach. Zamrugał parokrotnie zaskoczony, gdyż takie słownictwo nie pasowało ślicznej dziewczynie, więc tym bardziej wydawało się niemożliwym, iż wypłynęło właśnie z jej ust. Musiał przyznać, że nieraz słyszał jak Eveline rzucała wymyślnymi przekleństwami niejednokrotnie mieszając je i tworząc tym samym nowe słowa o dość zabawnym wybrzmieniu. Jednak to się działo bardzo rzadko, zazwyczaj w sytuacjach nadmiernego rozemocjonowania, gdy chociażby razem oglądali jakiś film trzymający w napięciu - Tsssszzzeba bło myśl-yk!-eć wsześniej. Teas jest moja!

Gdybym wiedział wcześniej, że tak to się skończy to w życiu bym tego ruchu nie zrobił

Ostatecznie zrezygnował po kilku kolejnych minutach bezowocnych prób nawiązania logicznej rozmowy. Sam nieco wypił, jednak jego mózg wciąż był w stanie myśleć racjonalnie, natomiast co do dziewczyny... No właśnie.

Odchodząc dostał kolorowymi reflektorami po oczach, w efekcie czego na chwilę został oślepiony blaskiem i zachwiał się lekko potrącając czyjeś ramię. Nie przejął się tym zbytnio, gdyż w końcu był to klub - takie rzeczy były na porządku nocnym. Jednak ofiara najwyraźniej miała nieco odmienne zdanie zaciskając wielką łapę na ramieniu Lu z taką siłą, że syknął krzywiąc się nieco z bólu.

- Co jest ? - warknął odwracając się, aby spojrzeć napastnikowi w twarz. Przez panujący mrok rozświetlany co jakiś czas kolorowymi reflektorami zdołał dostrzec, iż jest to mężczyzna znacznie wyższy od niego i odrobinę starszy, choć może wieku dodawał mu ostry zarost na szczęce. Wbijał w Hana źrenice rozszerzone od alkoholu, a może nawet czegoś więcej, natomiast na jego ustach widniał grymas niezadowolenia.

- Może trochę grzeczniej, paniusiu? - zwrócił się do Hana szyderczo, a określenie jakim się zwrócił do niego sprawiło, że wbrew postury przeciwnika Lu wbił w niego morderczy wzrok zagryzając mocno wargę, aby nie rzucić się na niego z pazurami - Wypadało by przeprosić. Kultury cię nie uczyli w domku? - użył tonu głosu jakby zwracał się do małego dziecka, a na końcu roześmiał, co zostało zawtórowane przez jego dwóch towarzyszy. Nowy klubowicz nawet nie próbował powstrzymać swojego niewyparzonego języka łamiąc pierwszą zasadę konwersacji z pijanymi ludźmi, czyli nie wdawanie z nimi w dyskusję prowadzącą do konfliktu.

- Chyba nie za często odwiedzasz okulistę, bo gdybyś miał dobry wzrok to zauważyłbyś, że to nie ja, a ty od kilkunastu minut zataczasz się na wszystkich, pijaczyno - ostatnie słowo syknął jadowicie nie myśląc o tym, że przysporzy sobie kłopotów i to nie małych patrząc na wyraz twarzy mężczyzny, na co na domiar złego uśmiechnął się z satysfakcją, co stało się gwoździem do trumny, gdyż twarz osobnika stojącego przed nim przybrała ognisty odcień, natomiast żyłka na czole pulsowała intensywnie grożąc eksplozją. Triumf nowego klubowicza nie trwał długo. Zacisnął mocno usta czując jak dłoń na drobnym ramieniu zakleszcza się z coraz większą siłą, przez co krew przestała dopływać do kończyny.

Two Faces One Love (~KaiLu~)Przeczytaj tę opowieść za DARMO!