Rozdział 6

400 32 4

  Uśpione wspomnienia urzeczywistniały się, jak gdyby ktoś złapał mnie za ramiona i mną potrząsnął. Ta melodia. Kiedyś w życiu coś mnie głęboko związało z tą muzyką. Widmo dzieciństwa stawało się coraz wyraźniejsze.

  Znał moją matkę – poznał Królową Krwi.

- Co tak naprawdę zobaczyłaś? – odezwał się Jaxon w momencie, gdy podmuch wiatru zrzucił kaptur peleryny, rozrzucając pojedyncze kosmyki wokół moich policzków.

- Co masz na myśli? – przełknęłam ślinę, unikając jego wzroku. Ta pieśń była przypomnieniem oraz wskazówką, której karty musiałam odkryć sama.

- Jeszcze nigdy nie widziałem u nikogo takiej paniki w oczach – zaczął spokojnie, choć jego ciało zdawało się napięte. – Jak u ciebie w sekundzie, gdy odrzuciło cię z jego umysłu. Tonęłaś i nie miałaś nad tym kontroli.

  Rozłożyłam ręce, a płaszcz ściskałam między palcami. Poły złapały wiatr i kłębiły się pomiędzy materiałem z cichym świstem. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, co się stanie, gdy odlecę.

- Widziałeś, do czego jestem zdolna – zadrżałam. – Poczucie winy pokazało mi najłatwiejszą drogę przetrwania.

- Powiedz mi, kto ukradł światło z twojej duszy? – chłodne palce delikatnie obejmowały mój podbródek. Akwamaryn zderzył się ze szmaragdem i oddech zamarł mi w płucach. – Widzę twój zawzięty sposób trzymania się w pionie. Może boisz się odlecieć. Jesteś pięknym ptakiem, ale mam wrażenie, że jedno słowo może uciąć ci skrzydła.

- Zostałam stworzona przez ból i smutek – wychrypiałam. – Mówi się, że zło nigdy nie rodzi się, ale zamiast tego jest tworzone. Mylą się, urodziłam się w ciemności.

- Światło przenika ciemność, jednak nawet najciemniejsze noce zakończą się wschodem słońca – wyszeptał wprost w moje uchylone usta.

- Za późno. Dla mnie jest już za późno. Od dawna światło nie pali się dla mnie – zrobiłam krok w tył, powiększając przestrzeń między nami. Wzięłam głęboki wdech, orientując się, do czego prowadziło to wszystko. – Jestem zmęczona.

- Eris – zaprotestował słabo, jednak skutecznie go uciszyłam, kręcąc głową.

  Za szybko. Za łatwo. Część mnie wiedziała, że gdybym
posłuchała tego, co miał do powiedzenia, moja krucha samokontrola by zanikła, a ja sama bym oszalała.

- Proszę, wyjdź – walczył ze sobą. Widziałam to w sposobie, jaki zaciskał szczęki, jak zadrgały mu mięśnie. 

  Nie chciał pozwolić mi odejść. Chciał o mnie walczyć. Wszystko krzyczało w nim, że powinien walczyć, ale nie wiedział jak.

  Nikt nie miał pojęcia, jak mnie uratować. Nawet ja sama. 

 

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
Queen of BloodPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!