ROZDZIAŁ 9 - To NiEmOżLiWe

2.8K 191 11

Wracałam do domu cała zapłakana. Rozmyślałam o tym co mi powiedział:

- Zostanie zabita za zdradę - powiedział spokojnie, ja automatycznie się zatrzymałam, a łzy zaczęły się zbierać w moich oczach wiedziałam, że tak będzie, ale miałam jeszcze jakąś złudną nadzieje, że jednak uda jej się wyjść z tego cało. Szybko się otrząsnęłam i przyspieszyłam by go dogonić.                                                                                                                                                                                    - A za ile dni to będzie i gdzie ?                                                                                                                                        - Tu w Hampton za 2 dni

Przetwarzałam to kilkaset razy i nie mogę zrozumieć czemu nie chce mi powiedzieć, którym autem pojedzie. Gdy doszłam do wioski było już ciemno szybko położyłam się spać by jutro mieć dużo czasu na do pracownie planu.

Wstając rano zobaczyłam słońce, które zazwyczaj pchało mnie ku radości dzisiaj jednak tak nie działało. Byłam zbyt przytłoczona złymi myślami. Wędrując po wiosce bez celu widziałam ludzi chodzących radośnie i dzieci, które wyglądały tak beztrosko. Ja natomiast szłam ponura przez środek tego szczęścia jak taka zagubiona dusza, która poszła w złym kierunku zamiast do ciemności weszła do światła. Chodząc nie chciałam spotkać znajomej osoby nie chciałam gadać o swoich problemach udawałam, że wszystko jest dobrze, ale tak nie było nie miałam planu by odbić mamę ani nawet nie wiedziałam którędy będą jechać byłam w tej chwili bezradna nie mogłam nic zrobić. 

Alexia i Paige próbowały się już kilka razy dodzwonić. Jednak nie odbierałam, gdyż wiedziałam o czym chcą rozmawiać. Muszę się ulotnić z wioski przynajmniej na czas tych 2 dni by nikt nie mógł się wtrącać w moje decyzje. Tak aktualnie uciekam i nie chce by ktokolwiek to zauważył. Mam zamiar odbić jakoś mamę nawet narażając swoje życie. Widzę już ścieżkę prowadzącą do lasu tam się ukryje, gdyż on jest zbyt duży by mnie tam znaleźć. Gdy dochodzę do ścieżki zaczynam biec nie wiem gdzie po prostu najdalej jak tylko się da.

Biegnę rozmyślając nad planem moim planem. Muszę tylko znaleźć miejsce gdzie sobie to rozrysuje bądź rozpisze. Zaczynam powoli zwalniać biegłam około 30 minut więc jestem już daleko od wioski. Teraz czas poszukać jakiejś miejscówki. Na przykład...
Chodzę i szukam już jakieś 40 minut i nic nie mogę znaleźć drzewa są albo za niskie albo za wysokie jaskinie albo zasypane albo słychać z nich niepokojące dźwięki. Chodzę jeszcze 20 minut i widzę... drzewo na którym można się spokojnie położyć jest średniej wielkości rozgałęzione, a do tego ma wiele liści które mogą służyć za dobry kamuflaż. Ta kryjówka jest idealna!!! Szybko wspinam się na drzewo, rozkładam koc oraz wyciągam dwie liny. Jedną by przywiązać siebie, a drugą by przywiązać plecaczek. Biorę zeszyt i zaczynam dopracowywanie.

Plan brzmi tak :Zacznę to gdy będą już na placu głównym, gdy mama wyjdzie spróbuje jej pokazać że jestem. Następnie, gdy będzie już na scenie, wtedy ja zrobię zamieszanie używając sztucznej broni szybko podbiegł do mamy i rozetnę jej więzy, a następnie popchnę do tłumu ludzi, którzy mam nadzieję jej pomogą natomiast moje zadanie się nie kończy będę musiała zająć Alfę na przynajmniej 10 minut by mama mogła się spokojnie wynieść stamtąd. Ja spróbuję się później szybko ewakuować z pola walki jednak nie wiem czy mi to wyjdzie.

Gdy przestudiowałam parę razy plan, była godzina 5.00 p.m. chciałam sprawdzić czy wszystko mam na jutrzejszy "napad". To tak mam broń mam, scyzoryk mam, okulary ma...gdzie to jest? Zaczęłam szukać mojego stroju, czyli szarej koszulki i szarych spodni. Nie jeśli ich nie ma cały plan przepada. Jeśli pójdę tam w moim dzisiejszym stroju od razu mnie rozpoznają. NIE NIE I NIE. Nie mogłam zapomnieć tak ważnych rzeczy. Muszę teraz wrócić po nie do miasta. Dobra godzina biegu i będę tam. Mam przynajmniej taką nadzieję bo nie widzi mi się wracanie w ciemnościach. Szybko się odpięłam i zeskoczyłam na ziemie.

Zaczynając swój bieg. Po jakiejś godzinie biegu byłam przy wiosce. Szybko przemknęłam się do domku. Wchodząc zobaczyłam swoje rzeczy leżące na krześle. Podeszłam do nich i biorąc ubrania usłyszałam za sobą szelest i głos.

- Roz - usłyszałam krzyk Alexi, a po chwili poczułam jak się do mnie przytula - Tak się o ciebie martwiłam

- Hej - powiedziałam i odwzajemniłam uścisk - nie miałaś po co?

- Jak to nie! Chciałaś ryzykować swoje życie - powiedziała

- Poczekaj to ty dalej uważasz, że odstąpię od ratowania mamy - powiedziałam z lekką złością odsuwając ją od siebie

- Przecież wróciłaś to znaczy, że...

- Że co! - krzyknęłam - Że zostawię swoją mamę na czystą śmierć z ręki tych potworów, czy że mam zamiar zostawić to bez żadnej próby uwolnienia jej

- Roz - powiedziała spokojnie

- Co Roz? Nie mam zamiaru nic nie robić, nawet jeśli miało by zależeć od tego moje życie. Ty nie jesteś w tej sytuacji co ja więc proszę cię uszanuj moją decyzję i nie ingeruj w nią

- Mam się nie wtrącać - krzyknęła - popatrz na to z mojej strony ja mogę stracić ciebie. Postaw się w mojej sytuacji. Co byś zrobiła?! - krzyczała ze łzami

- Pomogłabym ci - powiedziałam i zaczęłam biec 

- Roz - krzyknęła i też pobiegła. Dobiegła do mnie, gdy byłyśmy na skraju wioski i drogi polnej

- Tak? - zapytałam zapłakana 

- Twoja matka na pewno by tego nie chciała - mówiła łamiącym głosem 

- Ale ona zrobiła by to samo - powiedziałam wyszarpując rękę z jej uścisku i odwracając się w stronę lasu w tej samej chwili podjechało czarne Audi R7. Mnie zamurowało myślałam, że to już nasz koniec, ponieważ takie auta posiadali tylko wyżsi ludzie watahy. Po paru sekundach z auta wyszedł Jackob. Szybko podszedł do drzwi od jego lewej strony, a z niego wyszła moja....mama.



Witajcie!!! Powiem tak, mam nadzieję, że spodobają wam się moje wypociny (ok :) żartuję mogą wam się nie spodobać ). Dobra wiem, że to nie najlepszy rozdział, ale jest. Chce przeprosić za ten rozdział. :(

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now