馃惡 006. "Ma艂pa w cyrku"

3.2K 345 67

Posiadłość Huntera usytuowana była w dzielnicy Benedict Canyon. Lubił tę okolicę, dawała mu niezbędną prywatność i odrobinę wytchnienia od pędu Miasta Aniołów. Powierzchnia domu zapewniała miejsce dla tych członków sfory, których obecność była niezbędna i często wymagana. Można powiedzieć, że król stad Ameryki Północnej miał swój mały pałac i mieszkał wraz ze swoją świtą. To tu przyjmował najważniejszych gości, ale i tu chował się przed światem. Był sprawiedliwym władcą, przewodnikiem, wspierał i nauczał. Jednak kiedy sytuacja tego wymagała, potrafił być bezlitosny i bezwzględny. 

Żył w świecie, w którym słabość oznaczała śmierć.

Tymczasem znalezienie Bratniej Duszy postrzegano dokładnie w ten sposób — jako słabość, okazję do pokonania wroga, zadania mu bolesnego ciosu. Ryzyko było mniejsze, kiedy Bratnia Dusza potrafiła się bronić. 

Sky zdecydowanie nie umiała o siebie zadbać. Hunter zastanawiał się, jak to się stało, że zdołała przeżyć do swoich osiemnastych urodzin. Aczkolwiek nie należało chwalić dnia przed zachodem słońca. Do osiemnastki brakowało jeszcze sporo czasu.

Z ponurych myśli wyrwało go pukanie do drzwi. Polecił wejść, ale nie ruszył się nawet o milimetr. Siedział rozparty przy biurku, w swoim domowym gabinecie, nie odrywając wzroku od monitora iMaca.

— Alfo — Jeden ze strażników pochylił głowę. — Beta Milan pragnie poinformować, że Liam jest gotowy.

Hunter skinął głową i odprawił posłańca. 

Liam był jednym z najmłodszych wojowników w przybocznej straży Alfy. Brzmiało to jak relikt przeszłości, ale było niezbędne nawet w czasach współczesnych. Król, chciał czy nie, musiał mieć obstawę. Teraz dochodziła do tego kwestia chronienia Sky... Luny... Królowej.

Niespełna pięć minut później Hunter znalazł się w podziemiach posiadłości, które przystosowano do prowadzenia treningów. To tu szkolono wojowników, zarówno bezpośrednią straż przyboczną Alfy, jak również strażników posiadłości i wojsko. Tak, Hunter miał swoją własną małą armię, musiał mieć.

— Alfo — Milan złożył ukłon. — Liam zakończył szkolenie, uzyskując najwyższe noty. Jest gotowy do misji.

Hunter wyprostował się, celowo eksponując swój majestat, i zmrużył oczy patrząc na stojącego nieopodal młodego mężczyznę. Tamten czuł moc swojego Alfy, ale nawet nie drgnął, jedynie nieznacznie opuścił głowę, żeby nie okazać zniewagi. Był odważny, to imponowało Alfie.

— Podejdź — zakomenderował.

— Panie — Liam pokłonił się, okazując szacunek.

— Jesteś świadomy znaczenia swojej misji? — Hunter wyraźnie artykułował kolejne słowa.

— Jestem — Liam zerknął na niego krótko.

— Wiesz, czym grozi niesubordynacja?

— Wiem.

— Wiesz, co ci zrobię, jeśli zawiedziesz? — Przy tym pytaniu niemal warknął.

— Nie zawiodę.

Hunter parsknął. Miał ogromną nadzieję, że tak właśnie będzie. Nie chciał zabijać szczeniaka, ale jeszcze bardziej nie chciał, żeby jego Bratnia Dusza znalazła się w opałach. To mogłoby go zniszczyć. Dosłownie.

— Idź do siebie i zbierz siły. Jutro zaczynasz misję swojego życia.

Liam skinął, pozdrowił swoich przełożonych i po chwili zniknął za drzwiami. 

Bardzo z艂y wilk (Era Wilk贸w, t.1)Przeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!