ROZDZIAŁ 8 - PrZyJaCiEl

2.9K 183 2

Nie rozumie ich jak mogą być przeciwko mi!!! Ja wiem, że się martwią, ale również wiem co robię, i że sobie poradzę. Mogą uważać, że ja to robię pod wpływem emocji, ale to nie tak. Mam wszystko zaplanowane, planowałam to odkąd osiągnęłam 12 lat wiedziałam, że kiedyś to się może przydać mam nawet dwa plany, do pierwszego potrzebuje, więcej osób, a drugi jest uzależniony tylko ode mnie. Jestem uparta i oni wiedzą, że nie ustąpię choćby nie wiem co i muszą się pogodzić z moją wolą bo jej nie zmienię, a zwłaszcza teraz, gdy narażam tylko siebie. Ogarnęłam się lekko i postanowiłam zobaczyć co z naszym "pacjentem". Idąc do szpitala widziałam ulgę na twarzach ludzi, chyba dlatego że się znalazłam ale i tak zrobię to co chce chociaż na razie muszę udawać, że nic nie planuję. Gdy doszłam do miejsca docelowego szybko skierowałam się do recepcji.

- Hej Lili - krzyknęłam do uśmiechniętej szatynki, ze spiętymi włosami w koka.

- Hej Ros - powiedziała jednak szybko się poprawiła.

- Przyszłam do chłopaka którego niedawno przynieśli chłopcy.

- Więcej informacji - zapytała widać, że była zamyślona.

- Wysoki chłopak około 194 cm wzrostu, szatyn umięśniony i przystojny dla większości dziewczyn.

- Sala 211 drugie piętro - powiedziała i odebrała telefon, który zaczął dzwonić 

- Dzięki i pozdrów Brada - powiedziałam, gdy poznałam jego głos w słuchawce - I jak nie chcesz by inni wiedzieli o czym rozmawiacie to ścisz dźwięk - zaśmiałam się, gdy podziękował za cudowną noc, a Lili się zaczerwieniła.

Szybko przeszłam do wskazanej sali i zauważyłam w środku szatyna i krzyczącego na niego Micka. Właśnie zapomniałam go spytać o imię !!!

- Wiem czemu ci pomogła, ale nie rozumie czemu nas wszystkich naraża - krzyknął - Jesteś wilkołakiem i to jeszcze...

- Może tak, ale jakoś ta dziewczyna nic sobie z tego nie robi - powiedział zirytowany szatyn

- Muszę z nią o tym porozmawiać jak może pomagać komuś po tym co zrobiliście jej rodzinie i ludziom.

- Co niby zrobiliśmy ?

- Nie zgrywaj idioty.

Szybko weszłam by nie mogli zacząć się kłócić. Tak w ogóle jak Mick zorientował się, że on jest wilkołakiem.

- Hej! Jak się czujesz - próbowałam zachowywać się tak jakbym nie słyszała poprzedniej rozmowy.

- Musimy pogadać - powiedział Mick z poważną miną.

- Ja natomiast muszę się zbierać - powiedział wilkołak, który nie miał już rany na brzuchu.

- Odprowadzę cię, a z tobą porozmawiam potem.

- Nie Roz musimy pogadać teraz - mówił zły.

- Ja sobie poradzę - powiedział - Jestem już cały i zdrowy.

- Pogadamy potem, a ty chodź i tak cię odprowadzę i tak - powiedziałam z uśmiechem.

- Do zobaczenia Mick - powiedział wrednie wilkołak.

Wychodząc usłyszałam tylko jak Mick przeklina, a następnie gdzieś dzwoni zdenerwowany chciałam się zapytać o co chodzi, ale wilkołak zaczął rozmowę.

- Czemu mi pomagasz ?

- Boże skończ już ten temat - powiedziałam marudzą.

- Oki widzę, że nie poznam odpowiedzi na to nurtujące mnie pytanie - powiedział wzdychając i śmiejąc się, gdy dałam mu kuksańca w bok. 

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now