Rozdział 8

3K 313 179

Cassidy dzieliła z Bree zamiłowanie do sportu, jednak obie oczekiwały od niego czego innego — jej przyjaciółka wolała gry zespołowe, a kopa energii dawała jej rywalizacja, w związku z czym w szkole średniej zapisała się na piłkę nożną. Cass natomiast ceniła taniec za to, że łączył sport ze sztuką i chociaż wymagał od niej ogromnej samodyscypliny, nie musiała polegać na nikim innym, a wszystkie porażki i zwycięstwa miała na własność.

Uwielbiała tańczyć, ale nie w taki sposób, jak robili to przeciętni klubowicze. Ich ocieranie się o siebie i bezwstydne obmacywanie przyprawiało ją o mdłości. Taniec. Śmieli te gody nazywać tańcem. Zatęskniła za starą szkołą w Lafayette i dawnym życiem, które, choć nie było tak zwyczajne, jak powinno, nigdy nie było też bardziej skomplikowane od obecnego.

Zabiłaby Destiny gołymi rękami, gdyby tylko mogła.

Jeszcze zanim Cassidy potrafiła zajrzeć w przyszłość — lub raczej zanim przyszłość potężnym kopniakiem wyważyła drzwi do jej głowy — wiedziała, jak to się skończy. Zupełnie, jakby jej umiejętności gromadziły się i dobijały już przed przemianą. Im dłużej o tym myślała, tym więcej przypominała sobie sytuacji na poparcie swojej teorii. Zawsze miała bardzo wyczulony szósty zmysł. W dziewiątej klasie namawiała Bree do opuszczenia treningu, ale ta nie posłuchała i nabawiła się kontuzji, w wyniku której przesiedziała resztę sezonu na ławce. Ostrzegała ją, żeby nie pakowała się w relację z Jamiem. Gdyby ojciec czasem jej słuchał, nie straciłby tylu pieniędzy na giełdzie. Przyjaciele nazywali ją przewrażliwioną, gdy zamawiała im taksówkę, jeśli nie mieli wieczorem jak wrócić do domu, a potem z gęsią skórką słuchała opowieści Chrisa o ataku Przeistoczonych w mieście tej samej nocy. Podzielała złe przeczucia jego brata co do Julii i znów się nie myliła.

Ledwo słyszała własne myśli na tle dudniącej muzyki. Dość już się wycierpiała w oparach alkoholowych i smrodzie papierosów, a że jej partner powoli tracił kontakt z rzeczywistością, nie poczułby nic, nawet gdyby wsadziła mu dłoń w spodnie. Mimo to zachowała ostrożność, wsuwając ją do jego kieszeni w poszukiwaniu kluczyków samochodowych.

— Zaraz wracam! — krzyknęła mu do ucha, odczepiając od siebie jego ręce, ale i tak miała wątpliwości, czy ją zrozumiał. Najważniejsze, że za nią nie szedł.

Na początku próbowała do nich dotrzeć. Ostrzegała ludzi, by nie siadali za kółkiem, uważali na jakąś osobę, zrezygnowali z planów, zostali w domu, nie udawali się w jakieś miejsce lub wręcz przeciwnie, usiłowała ich nakłonić do jakiegoś działania.

Reakcje były przeróżne. Zazwyczaj spotykała się z niechęcią, niedowierzaniem oraz wyzwiskami od ćpunek i wariatek. Nikt jej nigdy nie podziękował, bo jeśli coś kazało im posłuchać ostrzeżenia Cass i tylko dzięki temu uniknęli śmierci, nigdy się o tym nie dowiedzą, nigdy nie poznają alternatywnej wersji wydarzeń.

Jej umiejętności wiązały się z jeszcze jednym problemem. Sam zainteresowany nie mógł się dowiedzieć, co go czeka, gdzie i kiedy — każda informacja, każdy kolejny szczegół przypieczętowywał wizję, uniemożliwiając zmianę przyszłości. Za dużo czasu i zbyt wiele ludzkich żyć zajęło jej zrozumienie, że to one rządziły nią, a nie na odwrót. Nigdy nie zyskała stuprocentowej pewności, gdzie leżała granica między sugerowaniem a wydawaniem wyroku.

Każda przepowiednia, w którą ingerowała i która dzięki temu ukształtowała się w rzeczywistości, zwiększała jej ilość ichoru we krwi. Musiała wybierać między biernym przyglądaniem się wszystkiemu i przyzwalaniem na zgony a ryzykowaniem własnego człowieczeństwa, by podjąć próbę pomocy zazwyczaj i tak kończącą się porażką. Zaczęła się zwracać do rodzin i przyjaciół potencjalnych ofiar, ale nikt nie brał jej na poważnie. Mimo próśb przekazywali dalej słowa, zazwyczaj śmiejąc się i pukając w czoło. Jakaś stuknięta blondyna mówi, że jeśli jutro wypuszczę cię z domu, utoniesz. Taki pływak jak ty. Kto normalny wskakuje do oceanu o tej porze roku? Czego to ludzie nie wymyślą, żeby wysępić pieniądze.

ExodusPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!