ROZDZIAŁ 6 - RoZmOwA

3.3K 191 3

Siedzę od dwóch godzin u pani Weg, chyba tyle bo przestałam już liczyć. Od razu po tym jak zadzwoniłam jeszcze do mamy dwa razy, a ona nie odebrała przybiegłam tu i wszystko opowiedziałam pocieszała mnie i mówiła, że wszytko się wyjaśni, ale ja w to nie wierzę wiem, że jeśli ją złapali już jej nie zobaczę...nigdy.

Nie mogę w to uwierzyć to jest niemożliwe. Jakim cudem to się stało, to jest prawie nie realne. Musiał by ktoś na nią donieść, ale nikt o tym nie wiedział oprócz zaufanych ludzi. Nie mogę tego pojąć, rozmyślam o tym i nie nie mogę w to uwierzyć i chyba nigdy nie uwierzę. Nie, nie, nie to niemożliwe.

Jestem chyba cała zapłakana, nie chyba, ale na pewno bo nie przestałam płakać nawet na minutę od tego zdarzenia. Pani Weg dała mi koc i herbatę, a sama poszła do pana Fortmana. 

On nic nie zrobi ja to wiem, bo nic zrobić nie może chyba, że odbić mamę, ale to jest niemożliwe i nierealne nawet w snach, w których możesz latać. Wiem jak by to wyglądało powybijali by nas szybciej niż my byśmy zdążyli dojść do wozu, w którym by była.

Ktoś chyba tu idzie, ale zbytnio mnie to nie obchodzi bo jedyną osobą jaką chcę teraz widzieć to mama, która pewnie już nie żyje. Może tu nawet wejść głupi wilkołak i mnie zabić bez mamy życie nie ma żadnego sensu.

- Kochanie ty dalej płaczesz - mówi pani Weg - Nie przejmuj się przyprowadziłam pana Fortmana on ma pomysł co można zrobić - powiedziała i się uśmiechnęła.

- Roz opowiedz mi jak to wyglądało - powiedział siadając na przeciwległym fotelu - chodzi mi oczywiście o rozmowę.

- Zobaczyłam numer mam...mamy więc - pociągnęłam nosem - odebrałam i ona zaczęła - rozpłakałam się pani Weg mnie przytuliła - zaczęła opowiadać  o tym, że mnie kocha i że mam się nie podawać choćby nie wiem co - głos mi się strasznie trząsł - nagle usłyszałam trzask i się rozłączyła -poleciało mi jeszcze więcej łez chociaż nie wiem czy to możliwe.

- Dobrze - powiedział zamyślony - Pani Weg musimy porozmawiać - usłyszałam jego poważny głos, który oznaczał najgorsze. 

Przeszli do pokoju obok przymykając drzwi zaczęli dyskutować. Nie słuchałam ich dalej odtwarzałam sytuacje z przed kilku godzin. Pamiętam jej głos, czułam jej przerażenie i...Nie nie mogę o tym myśleć. Dobra czas po podsłuchiwać ich rozmowę.

- To były na pewno wilkołaki - powiedział - nie wiem jak ją znaleźli, ale mówiłem jej by zaprzestała na  chwilę tych podróż, ale ona musiała być uparta - powiedział zły.

- Wiesz jaki ona ma charakter, ale teraz nie ważna jest przeszłość tylko przyszłość - powiedziała - To co zrobimy ?

- Pytasz się co zrobimy - spojrzał na nią zdziwiony i lekko zły - już nic nie zdołamy zrobić.

- Możemy spróbować ją odbić - powiedziała .

- Chyba sobie żartujesz - lekko krzyknął.

- Ciszej jeszcze Roz cię usłyszy.

- Nie możemy jej odbić po pierwsze oni by nas szybciej wybili niż byśmy na nią spojrzeli, a po drugie Izabela nie chciała by tego.

- Ale co powiemy Roz, przecież nie powiemy, że chcemy - ściszyła głos - zostawić jej mamę na śmierć.

- Wymyślimy coś - powiedział i zaczął kierować się w kierunku drzwi.

Nie to nie może być prawda oni chcą ją tam zostawić. Łzy zaczęły znowu lecieć po moich policzkach nawet nie wiem kiedy przestały. Jak tak mogą ona dla nich tyle zrobiła.

- Roz - powiedziała zaskoczona pani Weg.

- I co wymyśliliście - powiedziałam wściekła.

- Wszystko słyszałaś - powiedziała ze smutkiem w oczach, nie wierzę jej ona jest także za tym by zostawić mamę u tych potworów.

- Tak i nie wierzę jak mogło wam na myśl przyjść by ją tam zostawić i nie próbować w ogóle ratować.

- Taka by była wola twojej matki - powiedział pan Fortman.

- Tak, ale jakby ktoś z nas się tam znalazł nie ważne jaka by była nasza wola i tak by nas próbowała ratować - wykrzyknęłam.

- Nie krzycz - powiedział zły - Gdy twojej matki nie ma ja tu rządzę, a moją wolą jest by nie ryzykować wielu żyć dla jednej osoby, która sama się na to naraziła.

- Jak pan może tak mówić. Po tym co dla was zrobiła pan zostawia ją tam z tymi potworami.

- Twoja matka wolała by być tam torturowana niż byśmy się zdradzili.

- O nie nie wie pan co by ona wolała i wiecie co jak nie chcecie mi pomóc to...sama ją odbiję - powiedziałam.

- Nie pozwalam na to - powiedział, a pani Weg patrzyła na mnie przerażona.

- Pan nie ma tu nic do gadania - zaczęłam biec w kierunku drzwi.

- Roz stój - krzyknął razem z panią Weg, słyszałam jeszcze jak za mną biegną, ale byłam szybsza.

Biegłam po ścieżce prowadzącej na łąkę, gdzie zawsze chodziłam z tatą jak jeszcze żył. Tak miałam kiedyś tatę nie zostawił mnie, nie wyjechał nigdzie tylko został zabity przez wilkołaki. Wyjechał jakieś 10 lat temu i nie wrócił. Mama nigdy nie powiedziała co się naprawdę stało i zawsze mówiła, że wróci, ale ja wiem że kłamała bym nie wylewała łez, które i tak wypływały każdej nocy gdy zrozumiałam, że go nie zobaczę już nigdy. 

Gdy dobiegłam na łąkę zobaczyłam coś niepokojącego, czyli trzech młodych chłopaków z miasta Arthura, Borisa i Daniela poznałam ich po tym, że byli ubrani w czarne pod koszuli i spodenki z literami ABD. Jednak najważniejsze było to, że pod drzewem leżała jakaś postać, którą oni chyba chcieli zabić.



Bardzo, ale to bardzo przepraszam was za nie dodanie wczoraj rozdziału :( A właściwie to przedwczoraj, ale ostatnio zaczęło mi brakować czasu i nie udało mi się wyrobić. Wczoraj byłam na targach książki w Krakowie, więc nie poprawiłam rozdziału. Jeszcze raz bardzo przepraszam i mam nadzieję, że się nie gniewacie. Taka sytuacja mam nadzieje się już nie powtórzy :)

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now