"Była moja"

18.4K 1.1K 749

- Jane...

-Co? - zapytałam zupełnie zdezorientowana jej zachowaniem. 

Dziewczyna z smutną, zarazem przerażoną miną skinęła w stronę dużych drzwi. Niechętnie, również na nie spojrzałam. 

I nagle cały świat się zatrzymał. Wszystkie dźwięki świata ucichły. Nie słyszałam kompletnie nic. Wszyscy i wszystko znikło, bo liczyła się właśnie osoba, która stała w progu drzwi. Czułam, jak krew odpływa mi z twarzy, a żołądek związuję się w supeł, wywołując bolesne skurcze. Mój oddech nienaturalnie przyśpieszył, a serce? Miałam wrażenie, że chcę wyskoczyć mi z piersi, łamiąc przy tym żebra. To co teraz czułam, też jest nie do opisania. Byłam jednym, wielkim kłębkiem wszelkich złych, jak i dobry emocji i uczuć.  Smutek, przerażenie, tęsknota i szczęście mieszały się ze sobą, tworząc po prostu mieszankę, która za chwilę miała wybuchnąć.

Wszystko skupiało się właśnie na nim. Na chłopaku, który najpierw dał mi szczęście, a później je zabrał w najbardziej okrutny sposób.

Może to tylko głupi sen, lub hologram, który znowu dał mi nadzieję? Jednak, czy po takim czymś, w ogóle mogę mieć nadzieję?

Chłopak zaczął podchodzić w moim kierunku wolnym krokiem, a w moim gardle pojawiła się ogromna gula, która skutecznie utrudniała mi przełykanie śliny, czy chociażby oddychanie. 

W końcu, nasze oczy się spotkały. Przebiegłam wzrokiem, po całej jego twarzy i widziałam, że próbuję ukryć uśmiech, jednak jego twarz była zmęczona i smutna. Cóż, ja wyglądałam tak samo. Otworzyłam szeroko usta, patrząc na niego z niedowierzaniem. Bo naprawdę nie wierzyłam, że on tu jest. Jest tu i przyszedł na mój cholerny bal, przed którym się tak wzbraniał. 

Przeleciałam wzrokiem po całej jego sylwetce. Miał na sobie czarny garnitur, i może mi się wydawało, ale był szyty na miarę. Pod marynarką miał białą koszulę, w sumie wyglądał całkiem podobnie do swojego przyjaciela. Zresztą tak samo, jak większość obecnych tu chłopaków. Jedyne co go odróżniało, był to czarny, niechlujnie zawiązany krawat. I uśmiechnęłam się, widząc to, bo zrobiło mi się ciepło na sercu. 

W końcu po chwili Jake stanął przede mną. Zachłysnęłam się powietrzem. Do moich nozdrzy, dotarła woda kolońska, za którą kiedyś tak szalałam. Wpatrywaliśmy się w siebie, nie odzywając się ani słowem. Ja szukałam u niego na twarzy jakiejś wskazówki, dlaczego tu przyszedł. Dlaczego to zrobił, gdy rozstaliśmy się półtora miesiąca temu. On zaś przeskakiwał wzrokiem z moich oczu do ust. I tak ciągle. Otworzyłam usta, chcąc jako pierwsza się odezwać, jednak nie było mi to dane, bo przerwały mi gwałtownie usta szatyna. Na początku, nie odwzajemniłam pocałunku, jednak po chwili, nie mogłam zrobić nic innego, jak tylko go oddać. To był zupełnie nowy pocałunek. Zarówno dla mnie jak i dla niego. Był przepełniony wszystkimi uczuciami, które dotąd w nas siedziały, i nie chciały opuścić.

Nagle poczułam, jak wszystko zyskuję dawne barwy. Ta szarość, która wypełniała moje dni, zniknęła. Ciepło, które zniknęło razem z Jakiem, teraz wróciło. On wrócił. Jest tu ze mną. Całuję mnie, a ja oddaję ten pocałunek z tęsknotą i całym bólem, który we mnie siedział on tego cholernego rozstania. 

Oderwaliśmy się od siebie, jednak nie na dużą odległość. Jake ostrożnie położył mi dłoń na dole pleców, jakby się bał, że może mnie tym odstraszyć. Oparł czoło o moje, cały czas utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. Położyłam mu dłonie na barki, wdychając jego zapach. 

- Tęskniłem. - było pierwszym co powiedział. Jego głos był przepełniony żalem, a jednocześnie szczęściem. - Cholernie tęskniłem. - wyszeptał, składając czuły pocałunek na moim czole. Mimowolnie moje usta rozciągnęły się w szeroki uśmiech. Słyszałam, jak Vanessa piszczy z podekscytowania, jednak zignorowałam ją. Teraz liczył się tylko on, i tylko to, że w końcu mam go przy sobie. 

Mój brat już śpi [W TRAKCIE KOREKTY]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!