ROZDZIAŁ 5 - MaMo!!!

3.3K 215 6

Obudziłam się wcześnie rano, było około 5. Patrząc na telefon zobaczyłam 10 nieodebranych połączeń. Ciekawe od kogo? A no wiadomo od mamy, zapomniałam spojrzeć na telefon jak go znalazłam przez co do niej nie zadzwoniłam. Boże przecież ona pewnie umiera tam ze strachu o mnie. Dobra chyba będzie najlepiej teraz zadzwonić niż później. Wybrałam numer mamy i usłyszałam sygnał czyli jest dobrze bo nie muszę wychodzić na zewnątrz. 

Pierwszy sygnał...Drugi sygnał...Trzeci sygnał...

- Halo! Roz to ty kochanie? Czemu wczoraj nie odebrałaś? Czemu wczoraj nie oddzwoniłaś? Coś się stało? Nic ci nie jest - zadawała po kolei pytania. Ciekawe jakbym to nie była ja tylko ktoś kto znalazł mój telefon. 

- Mamo daj mi odpowiedzieć - powiedziałam.

- A przepraszam - powiedziała już mniej zdenerwowana.

- Zacząć opowiadać czy odpowiadać - zapytałam.

- Opowiadać - powiedziała.

- To tak wczoraj był u nas Dzień Żniw - powiedziałam spokojnie - Wiem że obiecałam nie chodzić do miasta ale musiałam wspierać Paige.

- Wiem kochanie nie martw się nie jestem na ciebie zła - powiedziała szybko chyba wyczuła moje zdenerwowanie.

- I przyjechał sam Alfa - mama zakrztusiła się musiała coś pić - Nic ci nie jest ?

- Nie spokojnie, troszkę mnie zaskoczyłaś - powiedziała - Kontynuuj...

Opowiedziałam cała historię, mama nie zadawała pytań ani nie przerywała słuchała bardzo uważnie.

- Jestem z ciebie dumna chociaż mogłaś tak nie ryzykować. Cieszę się, że nic ci nie jest - powiedziała - Czyli nie wiesz co z dziewczynkami ?

- Nie, muszę do nich zadzwonić albo raczej pójść.

- Tylko proszę uważaj na siebie - powiedziała z troską w głosie.

- Obiecuje że będę uważać - powiedziałam - Wiesz mamo że potrafię o siebie zadbać.

- Wiem - powiedziała i zaczęła się śmiać musiało jej się przypomnieć jak kłóciłam się z jednym wilkołakiem w sklepie o batonika. Miałam wtedy 6 lat więc mogłam. Na szczęście był to w miarę miły wilkołak bo jeszcze żyje. Tak na prawdę zaczął na mnie krzyczeć, że jak ja mogę się tak do niego odnosić, a ja na to "Mogę bo masz mojego batonika". Na prawdę to on go wcześniej wziął, ale mi był bardziej potrzebny.

Porozmawiałyśmy jeszcze przez chwile o jej pracy i powiedziała, że musi kończyć bo "robota ją wzywa" zaśmiałam się na jej ton, ale pożegnałam się i wyszłam ze swojej kryjówki.
Gdy doszłam do wioski zauważyłam, że wilki już poszły, podbiegłam do naszej kryjówki na czas ataku i zapukałam 7 razy, 2 razy z przerwami po 3 puknięciu. Drzwi nie otworzyły się po pierwszym razie po około 5 minutach zostałam wpuszczona do środka.

- Roz - krzyknęła pani Weg - Nic ci nie jest? Czemu nie przybiegłaś tu ? Gdzie ty w ogóle byłaś ? Gdzie spędziłaś noc ? 

- Proszę pani nic mi nie jest. Nie chciałam ryzykować, dlatego ominęłam wioskę by się nie domyślili, że ktoś tu mógłby mieszkać spędziłam noc w jaski na krańcu ścieżki.

- Kochana nie musiałaś tak ryzykować - powiedziała i mnie przytuliła. 

- Dziewczyno następnym razem cie nie puścimy samej. Wiesz jak my się martwiłyśmy - krzyknęła Paige, a Lexi podbiegła przytulając mnie. Obie miały łzy w oczach, musiały naprawę strasznie się martwić.

- Zostawić was na parę godzin i przybiegacie tu z watahą na karku - zaśmiał się Mike - Roz jeszcze raz tak będziesz ryzykować to pierwszą osobą która Cie zabije będę ja.

- Albo ja - dopowiedział Nico. 

- Jak wszyscy widzicie jestem cała i zdrowa - powiedziałam i okręciłam się w koło - A teraz musimy. 

- Rozzzzzzzz - krzyknęły dzieciaki. 

- Witajcie - przytuliłam je. 

- Gdziesss ty byla - zapytał Tony.

- Byłam w jaskini na skraju miasta - powiedziałam zgodnie z prawdą.

- Jak moglas myslalem ze cos ci sie stalo - powiedział zły.

- Nie złość się na mnie - kucnęłam - obiecuje że następnym razem już tak nie zrobię. 

- Naplawde - zapytał.

- Tak - dałam mu buziaka w czoło - Dobra musimy iść zobaczyć czy coś zniszczyli.

- Dobrze ja się tym zajmę - powiedział pan Fortman.

- Dobrze - powiedziałam z uśmiechem. Jest on dobrym przyjacielem mojej mamy można nawet powiedzieć, że jej zastępcą, dlatego ufam mu w tych sprawach i wiem, że dobrze się tym zajmie. 

Wszyscy wyszli ze schronu i skierowali się do swoich domków. Ja przypominając sobie o wilkołakach w moim mieszkaniu szybko tam pobiegłam. Wchodząc zauważyłam poważne zniszczenia widać, że szukali bardzo dokładnie jednak nic nie znaleźli. Stół leży połamany razem z sofą i stołkami, szafki nie mają drzwiczek, w pokojach wszystko powyrzucane, ale najważniejsze zostało schowane, czyli zdjęcia ponieważ dzięki nim  mogliby zrobić list gończy. 

Po godzinie wyszłam z domu by zobaczyć zniszczenia u innych były lekko mniejsze, ale były. Pan Fortman zebrał ludzi i rozplanował naprawę tych zniszczeń. Zgodzili się wszyscy, dlatego do wieczora mieszkania nadawały się do spania. 

Gdy wracałam o 18.30 do domu usłyszałam dzwoniący telefon, mój telefon. Szybko odebrałam i radosna powiedziałam "Halo". Wiedząc, że to mama czekałam na jej odpowiedz.

- Roz musisz uważać - powiedziała wystraszona.

- Mamo o czym...

- Kochanie musisz uważać i dbać o wioskę - powiedziała szybko - Proszę cię nie możesz się załamać choćby nie wiem co - zaczynam się bać - Masz wsparcie w Lexi, Paige i chłopakach więc sama na pewno nie zostaniesz - usłyszałam trzask - Zapamiętaj by się nie poddawać.

- Co tam się dzieje? - usłyszałam ogromy hałas i krzyk mamy.

- Mamo, mamo!!!

- Oni wiedzą musisz uważać. Pamiętaj jestem z to.... - usłyszałam pikanie

- Mamo...Mamo...Mamo - krzyknęłam płacząc niemiłosiernie. Nie wiedziałam co się z nią stało. 




Witajcie :) Dodałam rozdział w sobotę! To mój nowy sukces! Nareszcie się wyrobiłam! Mam nadzieje, że sobota minęła wam dobrze, a wieczór minie jeszcze lepiej bo spędzicie go z nowym rozdziałem Governments of doppelgangery :)

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now