ROZDZIAŁ 4 - NiE wIlKoŁaK ?

3.4K 232 6

Nie to nie może być prawda. Przecież szansa na to, że to będzie ona były takie jak to, że nasz świat zaatakują jeszcze gobliny. Czyli nikłe!!! Nie! Nie! Nie! Popatrzyłam na Paige była cała blada, trzęsła się i chciało jej się płakać, a Lexi zamurowało. Ja spojrzałam w stronę Alfy, który uśmiechał się perfidnie. Lustrował wzrokiem całe zbiorowisko, po chwili spojrzał w naszą stronę.  Był chyba lekko zdziwiony. Tylko czemu ? A przecież ja mam na sobie kolorowy podkoszulek. Boże ja już nie żyje. Po chwili nasze spojrzenia się spotkały. Patrzyliśmy na siebie w jego oczach było widać rozbawienie, pewnie z naszego strachu i lekką złość, zapewne z powodu mojego ubioru, ale co mogę poradzić, że straż przymyka na to oko.

- Powtórzę jeszcze raz. Paige Nightly - powiedział - Rozkazuję ci się pokazać - powiedział głośno.

- Paige posłuchaj mnie - powiedziałam ściskając jej rękę - musimy stąd uciekać - popatrzyłam na nią - rozumiesz ?

- Ta-aak - powiedziała trzęsącym się głosem.

- Więc teraz musimy się stąd wycofać - powiedziałam.

- Nie pozwolimy cię skrzywdzić - powiedziała Lexi przytulając ją.

- Więc na - powiedziałam patrząc się w stronę sceny. Wzrok Alfy ponownie skrzyżował się z moim .

- Trzy - ścisnęłam rękę Paige - Dwa - popatrzył na mnie zdziwiony, musiał się zacząć  domyślać - Jeden - krzyknęłam.

Zaczęłyśmy biec w stronę lasu. Za sobą usłyszałam władczy głos Alfy "Łapać je". Biegłyśmy ile sił w nogach. Nie byłam pewna co do tego, że uda nam się uciec bo to jednak wilkołaki. My w porównaniu do nich biegamy bardzo źle mimo, że trenujemy codziennie na takie sytuacje. 

Właśnie wbiegałyśmy do lasu puściłam dziewczyny i kazałam im biec do wioski. Ja musiałam zmylić wilkołaki, wioska oczywiście była gotowa na to, że te stworzenia mogą się tam w każdej chwili się zjawić, ale muszę narobić lekko czasu dziewczyną.

Pobiegłam drogą na około oczywiście patrząc czy biegną. Oczywiście biegli. Zdeterminowana tym faktem przyspieszyłam do osady mam 500 metrów, więc spokojnie mogę sprintować. Teraz! Miałam sprawę ułatwioną, gdyż znam ten las jak własną kieszeń, dlatego żadna gałąź czy dołek mi nie przeszkadzały. Wilkołaki to lekko spowalniało.

Byłam już blisko wioski, usłyszałam za sobą warczenie to mnie zmotywowało by nie zatrzymywać się w wiosce. Wiem ryzykowałam biegnąc dalej, ale jest niedaleko jaskinia do której mogę się schować. Wydaje mi się, że mnie doganiają ale nie poddam się tak łatwo. Jestem prawie u celu. Coś słyszę! Skacze! Automatycznie się zatrzymałam przez co mnie przeskoczył skręciłam w lewo i byłam na miejscu.

Szybko wbiegłam i zanurkowałam do oczka. Widziałam jak wbiega tu dwójka, rozglądają się, ale mnie nie widzą ani nie czują. Wybiegają szybko. Ja wtedy wypuszczam powietrze które nawet nie wiem kiedy zaczęłam wstrzymywać.

Po dwóch godzinach siedzenia w tej jaskini zaczęło robić się ciemno. Pomyślałam by się tu przespać,gdyż jeszcze może być niezbyt bezpiecznie ponieważ mogą dalej gdzieś krążyć. Tak łatwo nie odpuszczą, a zwłaszcza gdy sam Alfa im to rozkazał. Będzie ciężko się teraz poruszać po mieście, ale cóż dalej pamiętam strach w ich oczach, a zwłaszcza Paige i radość w jego oczach to było straszne. 

Chciałabym do nich zadzwonić i się upewnić, że nic im nie jest ale mogłabym wtedy zdradzić ich kryjówkę. Jednak jest jedna osoba do której mogę zadzwonić. Oczywiście to mama! Tylko, gdzie moja komórka ? Nie mogła mi przecież wypaść! To niemożliwe! Dzięki niej mogliby ich łatwo namierzyć to jakieś żarty! Jest ciemno, więc nie opłaca się jej szukać bo i tak nic nie znajdę, ale muszę chociaż spróbować. To jest zbyt niebezpieczne. 

Wyszłam szybko z mojej kryjówki oglądając się przed tym czy nie ma nikogo w pobliżu. Szybko przebiegłam swoją trasę tak 200 metrów przed wioską zobaczyłam swój telefon błyszczący od blasku księżyca w krzakach. Podbiegłam do niego i gdy byłam już blisko usłyszałam coś a raczej kogoś.

- Niema tu nikogo ta wioska jest opustoszała od jakiś 150 lat - powiedział nieznajomy

- To nie możliwe gdzie niby te dziewuchy mogły się ukryć - powiedział rozgniewany drugi głos - nie mogły być szybsze od nas chyba że były wilkami, co jest niemożliwe gdyż żadne już nie żyją - dokończył. Niezbyt zrozumiałam o co mu chodzi z tym że żadne wilkołaki nie żyją. On w takim razie kim jest wróżką.

- Niby tak ale tu nikogo nie ma - powiedział.

- Przeszukajcie jeszcze raz - powiedział drugi.

- Szukaliśmy z 10 razy w okolicy też ich nie ma bo są tylko drzewa - powiedział.

- Szlak - powiedział - Alfa nie daruje wam tego. Jak mogły was pokonać dziewuchy - powiedział zły.

- Przepraszamy Beto - powiedział. Tam ten to Beta jestem w niebezpieczeństwie muszę iść stąd jak najszybciej.

- Nie przepraszaj mnie tylko Alfę - powiedział zły i zaczął się kierować w moją stronę. Bałam się i już miałam zamiar bieg jednak ktoś go zawołał.

- Już idę - ryknął i odwrócił się w stronę jednej z chatek. O nie to mój dom! Co oni tam robią?! Nie mają prawa! Nagle ktoś chwycił mnie i zatkał usta. Chciałam zacząć krzyczeć lecz usłyszałam znajomy głos.

- Uciekaj Roz - powiedział pan White. To jeden z wilkołaków, znajomy mojej mamy - Nie masz dużo czasu uciekaj i ukryj się i nie wychodź. Do jutra powinni się stąd zmyć - powiedział i popchnął mnie w stronę ścieżki.

- Dziękuję - powiedziałam i zaczęłam biec z myślą Kim oni mogą być jak nie wilkołakami ? Dobiegłam do jaskini i położyłam się spać z myślą, że na razie nic im nie zagraża.



Witam w tym pięknym dniu! U mnie słońce a u was ? Mam nadzieję, że świeci słońce. Zapomniałam wczoraj dodać rozdziału mimo, że miałam go napisany. Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział. Do następnego :)

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now